Bóg, Naród, Ojczyzna. Ojcowizna otwarta na świat - ogólnonarodowe zjednoczenie ugrupowań pod historyczną nazwą - Listy na adres: Postfach 800626, 65906 Frankfurt am Main

Wpisy z tagiem: Dolniak

sobota, 31 lipca 2010
Stefan Kosiewski: Gawęda Polska. Niesiołowski postawił krzyżyk na Dolniaku i 95 innych ofiarach.
Napisał sowa (») dzisiaj w 15:45 w kategorii Stefan Kosiewski, czytaj: 4×
frankfurt/sk/konsulat-sk.jpg

 Prokurator dobrze wie, co robi wodząc śledztwo na manowce, a Niesiołowski w starym swoim stylu sypie kolegów bredząc w telewizji (3.), że nie można mówić o odpowiedzialności karnej, bo "odpowiedzialność karna jest wtedy, kiedy ktoś, no jakaś świadomość tego jest". Bo takie jest rozumienie odpowiedzialności karnej senatora Niesiołowskiego, że jak ktoś zabił kogoś albo okradł, czy zdradził kolegów, lub Ojczyznę, a nie ma świadomości tego, że zrobił coś złego, to nie powinien za nic odpowiadać i prokurator nie powinien szukać winnego. "Zresztą prawdopodobnie winni też już nie żyją" - mówi Niesiołowski i nie wiadomo właściwie tylko, dlaczego używa liczby mnogiej? Bo jeśli pilot i generał byli tylko biernymi wykonawcami rozkazu najwyższego Dowódcy Sił Zbrojnych RP, to czy nie powinien za całe Zło odpowiadać tylko Hitler? Jeżeli Gierek był dla Kaczyńskiego patriotą, chociaż zwalczał KOR, a jednak Słonimskiemu ani żadnemu innemu żydowi krzywdy nie zrobił ani sam, ani w trójkę z Kiszczakiem i z Jaruzelskim, a wręcz odwrotnie.

  Niesiołowski postawił krzyżyk na Dolniaku i 95 innych ofiarach.  

Stefan Kosiewski: Gawęda Polska.

  20:25

2010-07-31 | 16:23:47 sowa:

Gawęda Polska. Niesiołowski postawił krzyżyk …

http://sowa.quicksnake.pl/Stefan-Kosiewski
Stefan Kosiewski: Gawęda Polska. Niesiołowski postawił krzyżyk na Dolniaku i 95 innych ofiarach.
 «więcej»

Możliwość odpowiedzialności konkretnych osób za spowodowanie katastrofy w Smoleńsku zaczęła coraz bardziej upominać się o prawo do zaistnienia w przestrzeni publicznej na sprawiedliwość w Polsce i do przebicia się przez nieobyczajne zachowanie tudzież wysoce nieodpowiedzialne wypowiedzi samego Jarosława Kaczyńskiego, który od pierwszego dnia katastrofy zachowywał się tak, jak gdyby chciał tylko coś nieuniknionego ukryć przed Narodem, o czym najlepiej wiedział. Potem zaś przez Antoniego Macierewicza, który od przystąpienia do trockistowskiego KOR-u w 1976 r. niczym innym właściwie się nie zajmował, jak tylko dezinformacją i wprowadzaniem Polaków w błąd. Przypomnijmy chociażby, iż w maju 1977 r.  Macierewicz miał przyjechać do Krakowa, żeby wesprzeć polską młodzież w Czarnym Marszu organizowanym w proteście na wiadomość o zabiciu Staszka Pyjasa przez Służbę Bezpieczeństwa (taka wersja żywa była jeszcze w przeddzień marszu), lecz żaden KOR-owiec nie wziął ostatecznie udziału w tym proteście, bo Macierewicz przyjechał ponoć z Warszawy koleją i milicja miała go zatrzymać na dworcu w Krakowie.

Jeszcze tego samego dnia ubowcy odebrali mi w Sosnowcu na terenie akademików czarną rękawiczkę skórkową, którą przywiozłem nieopatrznie z Krakowa i zacząłem niepotrzebnie robić nią zamieszanie, by nie powiedzieć: furorę na Balu Wydziału Filologicznego pośród niewinnych studentek Uniwersytetu Sląskiego, który przeniósł był do Sosnowca na swoją chwałę towarzysz Gierek cztery lata wcześniej, żeby tacy jak ja mieli gdzie studiować polonistykę u boku profesorów: Bujnickiego (brata poety skazanego za zdradę Ojczyzny przez podziemny Sąd RP) i Opackiego, który podobno nie był jednak TW "Irek".

Bracia Kaczyńscy nie wychylali się wtedy jeszcze, nie współpracowali z KOR-em, bo przed obroną doktoratów z roli ciał kolegialnych w kierowaniu wyższą uczelnią (Jarosław) uczyli się do egzaminów z filozofii marksistowsko-leninowskiej, którą wcześniej wykładał ich ojciec Rajmund na Politechnice Warszawskiej dla żydokomunistów-aktywistów z PZPR-u. Jarosław dopiero w 1979 roku wciągnięty został podobno przez Macierewicza na listę redakcji niezależnego miesięcznika "Głos".  Lech Kaczyński obronił w 1979 r. pracę o zakresie swobody stron w zakresie kształtowania treści stosunku pracy.

Niesiołowski natomiast uchodził naówczas za zamachowca na pomnik Lenina w Poronienie. Był bohaterem narodowym, o którym pisała na drugiej stronie "Trybuna Robotnicza" po zlikwidowaniu nielegalnego "Ruchu", gdyż mało kto w Polsce wiedział o tym, że Niesiołowski nosił za młodu z jakiegoś powodu nazwisko dwulicowe: Niesiołowski-Myszkowski, natomiast wersja o tym, że był prowadzony przez ubowców jako TW "Leopold" i jako taki sypał własne narzeczone oraz kolegów, których zapisywał wcześniej w tym właśnie celu do konspiracji antykomunistycznej, nie została ostatecznie nigdy potwierdzona przez samego zainteresowanego, chociaż znalazła odbicie w dokumentach Służby Bezpieczeństwa przechowywanych przez IPN.

Niesiołowski znał osobiście posła Grzegorza Dolniaka z Będzina, który zginął w katastrofie samolotowej pod Smoleńskiem. We wrześniu 2006 r. obaj ci panowie pojawili się w Czeladzi na zaproszenie kolegi partyjnego z Platformy Obywatelskiej, Zbigniewa Szaleńca, który wysłużył sobie tymczasem emeryturę państwową robiąc za nauczyciela WF-u w Szkole Nr 4 i darabiał jeszcze za senatora RP takiego samego jak Niesiołowski. Szaleniec załatwił akurat dla swojej żony Iwony Szaleniec posadę Dyrektora Izby Tradycji Miejscowych (zarządcy pałacu "Pod Filarami"), ponieważ nie mogła już dłużej robić za przedszkolankę, bo budynek po tym przedszkolu na osiedlu Piaski sprzedał jej własny mąż z przeznaczeniem na burdel,  jeszcze jako zastępca burmistrza Czeladzi Marka Mrozowskiego z tej samej Platformy, ds. komunalnych.
Niesiołowski gościł w Czeladzi jako przedstawiciel tzw. wielkiej polityki, którego obecność miała nobilitować wśród miejscowych ludzi całe to lokalne towarzystwo spod ciemnej gwiazdy, które sprywatyzowało sobie po 1989 r. w Czeladzi m.in. kopalnię  (2.) "Czerwona Gwardia" (dawniej "Saturn", a jeszcze wcześniej "Wiktor" z szybami:  "Kondratowicz",  "Julian", itd.).  Nobilitować - to znaczy: pokazać, że koledzy burmistrza i jego tzw. przeciwnicy polityczni nie wypadli sroce spod ogona i nie są jakąś zwykłą, miejscową bandą złoczyńców, lecz stoi za nimi w Warszawie ktoś taki jak Palikot i Niesiołowski. Przy czym Palikot urodzony w Biłgoraju w październiku 1964 r. w w stanie wojennym miał 17 lat i został internowany chyba po znajomości, bo w Czeladzi zrobił po Magdalence pierwszy milion, a potem sprywatyzował Polmos i "Pod Filarami" w miasteczku pokazał się kiedy indziej, niż Niesiołowski, choć w tym samym celu, tzn. nie pogardził także przy okazji wizyty prezentem kupionym przez burmistrza z kasy miejskiej za 100 złotych dla mieszkającej w Czeladzi córki Palikota, której akurat chyba się coś urodziło.

Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie, która winna prowadzić śledztwo w sprawie spowodowania katastrofy samolotowej i sprowadzenia śmierci na 96 obywateli RP, nie zajmuje się niestety od kilku miesięcy niczym innym, jak tylko przyjmowaniem różnych wersji przyczyn katastrofy a wszystko po to, żeby prawdziwy temat zainteresowania Polaków (Zbrodnia i Kara) ukryć za zasłoną dymną pluralizmu wersji najbardziej nawet idiotycznych, jak posądzenie Rosjan o robienie sobie nad własnym lotniskiem smrodu w postaci sztucznej mgły po to tylko, żeby później przed tą mgłą przestrzegać pilotów rosyjskich samolotów i tupolewa prezydenta RP oraz kierować ich na lotniska w innym miejscu. Prokurator Generalny RP Andrzej Seremet naraził na ośmieszenie w oczach światowej opinii sprawowanego przez siebie urzędu poprzez mataczenie, że zwrócił się oficjalnie do władz Stanów Zjednoczonych z zapytaniem o możliwość wyprodukowania takiej mgły przez Rosjan, zamiast zapytać bezpośrednio u producenta.

Bo dla wszystkich było jasne, że chodzi im tylko o to, by wygrać na czasie. Dopóki nikt nie wiedział w Polsce, czy ktoś inny, poza tajnymi służbami w Polsce, nagrał tę rozmowę braci Kaczyńskich przeprowadzoną przez telefon satelitarny i mógłby chcieć ją wykorzystać przed wyborami prezydenckimi w Polsce. Prokurator wojskowy nie śmiał więc wzywać na przesłuchanie jedynego żyjącego uczestnika tej kluczowej dla całej sprawy rozmowy, który mógł się przecież niebawem  okryć immunitetem chwały prezydenckiej predystynującej nie tylko na Wawel ale przede wszystkim do wydawania rozkazów pilotom i przedwczesnego kierownia  prokuratorów na zasłużoną sobie emeryturę.

Nie po to przecież prokurator Andrzej Seremet został powołany przez jednego Kaczyńskiego w marcu 2010 r. na stanowisko Prokuratora Generalnego, żeby rzucać drugiemu Kaczyńskiemu kłody pod nogi. Prokurator nie taki głupi jak wypromowany w telewizji socjolog Migalski, który chciałby pogryźć rękę, która go wpisała na listę do wykarmienia w Brukseli. Jarosław Kaczyński mógł więc bez obaw zgłosić swoją kandydaturę na prezydenta, a prokurator wojskowy pozwolił sobie wezwać Jarosława Kaczyńskiego na przesłuchanie dopiero po wyborach, żeby Polacy mogli się dowiedzieć, że Kaczyńscy mieli potrzebę skorzystania ze służbowego telefonu satelitarnego Prezydenta RP tylko po to, żeby pogadać sobie o stanie zdrowia mamy, który dla obu nie był żadną nowością, bo Pierwsza Mama Rzeczypospolitej od dłuższego czasu przebywała na chorobowym, a jak Pan Bóg pozwoli, to przeżyje obu swoich synów.

Prezydent Lech Wałęsa, który wyhodował Kaczyńskich na własnej piersi w Związku Zawodowym Solidarność, w Tygodniku Solidarność i w Kancelarii Prezydenta i za to jest przed Bogiem i Historią prawdziwie odpowiedzialny, a nie za figurowanie w latach siedemdziesiątych na liście płac Służby Bezpieczeństwa, twierdzi że kluczem do sprawy odpowiedzialności za katastrofę w Smoleńsku jest nagrana przez nie wiadomo w końcu kogo, poza służbami specjalnymi Warszawy, rozmowa obu braci, którzy do filmu "O dwóch takich, co ukradli księżyc" przefarbowani byli na słomianych blondynów, a czysto polskie głosy podłożyły za nich dwie aktorki i to miało chyba już w jakiś sposób się odcisnąć jeżeli nie na obu, to przynajmniej na bezdzietnym singlu. Jarosław Kaczyński chciał kandydować i nikt mu w tym nie przeszkodził, chociaż jako prezydent mógł paść ofiarą szantażu Tajemnych Złych Sił, które nie chcą przekazać do Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie ani stenogramu nagranej rozmowy, ani oryginalnego nagrania na żadnym nośniku.

W tej sytuacji prokurator Seremet rozważa publicznie możliwość wezwania na przesłuchanie konkretnych osób odpowiedzialnych za zorganizowanie zakończonej katastrofą prywatnej wycieczki Lecha Kaczyńskiego do Katynia, na którą zabrało się pełno różnych osób, którym na rękę było, żeby Lech Kaczyński wystartował w ten spektakularny sposób w kolejnych wyborach na prezydenta RP.  Lech Kaczyński mógł już parę lat wcześniej udać się na groby polskich oficerów do Charkowa, był nawet z oficjalną wizytą na Ukrainie i miał te kwiatki wpisane do programu wizyty, ale nie doleciał, zaniemógł bez podania powodu, a może chodziło o oczyszczenie z "elementów nacjonalistycznych" wizyty popierającej w wyborach europejszczyka Juszczenkę.

Prokurator Generalny odchodzi więc od kwestii ewentualnej odpowiedzialności braci Kaczyńskich za wymuszone na pilotach i generałach lądowanie i spowodowanie katastrofy, a mówi o możliwości wezwania na przesłuchanie urzędników z Kancelarii Prezydenta organizujących od strony technicznej lot, odpowiedzialnych za zabranie takiej ilości paliwa, że w Smoleńsku starczało tego jeszcze na lot do Paryża i z powrotem do Warszawy, a nie starczało tam, gdzie według stenogramu chciał latać Dyrektor Kazana. Prokurator mówi, że może przesłuchać urzędników odpowiedzialnych za zakup i zabranie na pokład samolotu na potrzeby kateringu prezydenta tysięcy buteleczek alkoholu, których Palikot nie może odcierpieć, bo od paru lat nie jest już w Polmosie a tylko przechwala się publicznie, że nosił w dawnych czasach flaszki po poetach.

Prokurator dobrze wie, co robi wodząc śledztwo na manowce, a Niesiołowski w starym swoim stylu sypie kolegów bredząc w telewizji (3.), że nie można mówić o odpowiedzialności karnej, bo "odpowiedzialność karna jest wtedy, kiedy ktoś, no jakaś świadomość tego jest". Bo takie jest rozumienie odpowiedzialności karnej senatora Niesiołowskiego, że jak ktoś zabił kogoś albo okradł, czy zdradził kolegów, lub Ojczyznę, a nie ma świadomości tego, że zrobił coś złego, to nie powinien za nic odpowiadać i prokurator nie powinien szukać winnego. "Zresztą prawdopodobnie winni też już nie żyją" - mówi Niesiołowski i nie wiadomo właściwie tylko, dlaczego używa liczby mnogiej?

Bo jeśli pilot i generał byli tylko biernymi wykonawcami rozkazu najwyższego Dowódcy Sił Zbrojnych RP, to czy nie powinien za całe Zło odpowiadać tylko Hitler?  Jeżeli Gierek był dla Kaczyńskiego patriotą, chociaż zwalczał KOR, a jednak Słonimskiemu ani żadnemu innemu żydowi krzywdy nie zrobił ani sam, ani w trójkę z Kiszczakiem i z Jaruzelskim, a wręcz odwrotnie. To, czy warto było Polakom słuchać za Gierka Wolnej Europy i uczyć się na pamięć nazwisk KOR-owców?

Gawędę Stefana Kosiewskiego zatytułowaną "Niesiołowski postawił krzyżyk na Dolniaku i 95 innych ofiarach" czytał z Frankfurtu nad Menem Autor.

http://www.mypodcast.com/fsaudio/sowa_20100731_0808-670794.mp3

przypisy:
1. Stefan Kosiewski: Zostać człowiekiem. Solidarność Jastrzębie, nr 29 Katowice, 24.11.1981
2. Jarosław Szczęsny: Prywatyzacja. Tygodnik Solidarność. Warszawa 7.12.1980.
3. http://wiadomosci.onet.pl/7272385,1,relacjetv.html

"Prawdopodobnie winni nie żyją"

http://sowa.mypodcast.com/201007_archive.html

http://sowa.quicksnake.pl/Stefan-Kosiewski
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
EU-Fotos
FREUNDE - PRZYJACIELE
IN POLEN - W POLSCE
KOSIEWSKI
Księga - Gästebuch
KULTUR
LITERATUR
Narodowi socjaliści - komuniści - inne
NASZE - UNSERE
POLONIA i Polacy za granicami RP
SOWA
SOWA RADIO
SOWA VIDEO
UNIA & POLSKA
YES - POLAND
Sowa Magazyn Europejski

Utwórz swoją wizytówkę statystyka