Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie, która winna prowadzić śledztwo w sprawie spowodowania katastrofy samolotowej i sprowadzenia śmierci na 96 obywateli RP, nie zajmuje się niestety od kilku miesięcy niczym innym, jak tylko przyjmowaniem różnych wersji przyczyn katastrofy a wszystko po to, żeby prawdziwy temat zainteresowania Polaków (Zbrodnia i Kara) ukryć za zasłoną dymną pluralizmu wersji najbardziej nawet idiotycznych, jak posądzenie Rosjan o robienie sobie nad własnym lotniskiem smrodu w postaci sztucznej mgły po to tylko, żeby później przed tą mgłą przestrzegać pilotów rosyjskich samolotów i tupolewa prezydenta RP oraz kierować ich na lotniska w innym miejscu. Prokurator Generalny RP Andrzej Seremet naraził na ośmieszenie w oczach światowej opinii sprawowanego przez siebie urzędu poprzez mataczenie, że zwrócił się oficjalnie do władz Stanów Zjednoczonych z zapytaniem o możliwość wyprodukowania takiej mgły przez Rosjan, zamiast zapytać bezpośrednio u producenta.
Bo dla wszystkich było jasne, że chodzi im tylko o to, by wygrać na czasie. Dopóki nikt nie wiedział w Polsce, czy ktoś inny, poza tajnymi służbami w Polsce, nagrał tę rozmowę braci Kaczyńskich przeprowadzoną przez telefon satelitarny i mógłby chcieć ją wykorzystać przed wyborami prezydenckimi w Polsce. Prokurator wojskowy nie śmiał więc wzywać na przesłuchanie jedynego żyjącego uczestnika tej kluczowej dla całej sprawy rozmowy, który mógł się przecież niebawem okryć immunitetem chwały prezydenckiej predystynującej nie tylko na Wawel ale przede wszystkim do wydawania rozkazów pilotom i przedwczesnego kierownia prokuratorów na zasłużoną sobie emeryturę.
Nie po to przecież prokurator Andrzej Seremet został powołany przez jednego Kaczyńskiego w marcu 2010 r. na stanowisko Prokuratora Generalnego, żeby rzucać drugiemu Kaczyńskiemu kłody pod nogi. Prokurator nie taki głupi jak wypromowany w telewizji socjolog Migalski, który chciałby pogryźć rękę, która go wpisała na listę do wykarmienia w Brukseli. Jarosław Kaczyński mógł więc bez obaw zgłosić swoją kandydaturę na prezydenta, a prokurator wojskowy pozwolił sobie wezwać Jarosława Kaczyńskiego na przesłuchanie dopiero po wyborach, żeby Polacy mogli się dowiedzieć, że Kaczyńscy mieli potrzebę skorzystania ze służbowego telefonu satelitarnego Prezydenta RP tylko po to, żeby pogadać sobie o stanie zdrowia mamy, który dla obu nie był żadną nowością, bo Pierwsza Mama Rzeczypospolitej od dłuższego czasu przebywała na chorobowym, a jak Pan Bóg pozwoli, to przeżyje obu swoich synów.
Prezydent Lech Wałęsa, który wyhodował Kaczyńskich na własnej piersi w Związku Zawodowym Solidarność, w Tygodniku Solidarność i w Kancelarii Prezydenta i za to jest przed Bogiem i Historią prawdziwie odpowiedzialny, a nie za figurowanie w latach siedemdziesiątych na liście płac Służby Bezpieczeństwa, twierdzi że kluczem do sprawy odpowiedzialności za katastrofę w Smoleńsku jest nagrana przez nie wiadomo w końcu kogo, poza służbami specjalnymi Warszawy, rozmowa obu braci, którzy do filmu "O dwóch takich, co ukradli księżyc" przefarbowani byli na słomianych blondynów, a czysto polskie głosy podłożyły za nich dwie aktorki i to miało chyba już w jakiś sposób się odcisnąć jeżeli nie na obu, to przynajmniej na bezdzietnym singlu. Jarosław Kaczyński chciał kandydować i nikt mu w tym nie przeszkodził, chociaż jako prezydent mógł paść ofiarą szantażu Tajemnych Złych Sił, które nie chcą przekazać do Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie ani stenogramu nagranej rozmowy, ani oryginalnego nagrania na żadnym nośniku.
W tej sytuacji prokurator Seremet rozważa publicznie możliwość wezwania na przesłuchanie konkretnych osób odpowiedzialnych za zorganizowanie zakończonej katastrofą prywatnej wycieczki Lecha Kaczyńskiego do Katynia, na którą zabrało się pełno różnych osób, którym na rękę było, żeby Lech Kaczyński wystartował w ten spektakularny sposób w kolejnych wyborach na prezydenta RP. Lech Kaczyński mógł już parę lat wcześniej udać się na groby polskich oficerów do Charkowa, był nawet z oficjalną wizytą na Ukrainie i miał te kwiatki wpisane do programu wizyty, ale nie doleciał, zaniemógł bez podania powodu, a może chodziło o oczyszczenie z "elementów nacjonalistycznych" wizyty popierającej w wyborach europejszczyka Juszczenkę.
Prokurator Generalny odchodzi więc od kwestii ewentualnej odpowiedzialności braci Kaczyńskich za wymuszone na pilotach i generałach lądowanie i spowodowanie katastrofy, a mówi o możliwości wezwania na przesłuchanie urzędników z Kancelarii Prezydenta organizujących od strony technicznej lot, odpowiedzialnych za zabranie takiej ilości paliwa, że w Smoleńsku starczało tego jeszcze na lot do Paryża i z powrotem do Warszawy, a nie starczało tam, gdzie według stenogramu chciał latać Dyrektor Kazana. Prokurator mówi, że może przesłuchać urzędników odpowiedzialnych za zakup i zabranie na pokład samolotu na potrzeby kateringu prezydenta tysięcy buteleczek alkoholu, których Palikot nie może odcierpieć, bo od paru lat nie jest już w Polmosie a tylko przechwala się publicznie, że nosił w dawnych czasach flaszki po poetach.
Prokurator dobrze wie, co robi wodząc śledztwo na manowce, a Niesiołowski w starym swoim stylu sypie kolegów bredząc w telewizji (3.), że nie można mówić o odpowiedzialności karnej, bo "odpowiedzialność karna jest wtedy, kiedy ktoś, no jakaś świadomość tego jest". Bo takie jest rozumienie odpowiedzialności karnej senatora Niesiołowskiego, że jak ktoś zabił kogoś albo okradł, czy zdradził kolegów, lub Ojczyznę, a nie ma świadomości tego, że zrobił coś złego, to nie powinien za nic odpowiadać i prokurator nie powinien szukać winnego. "Zresztą prawdopodobnie winni też już nie żyją" - mówi Niesiołowski i nie wiadomo właściwie tylko, dlaczego używa liczby mnogiej?
Bo jeśli pilot i generał byli tylko biernymi wykonawcami rozkazu najwyższego Dowódcy Sił Zbrojnych RP, to czy nie powinien za całe Zło odpowiadać tylko Hitler? Jeżeli Gierek był dla Kaczyńskiego patriotą, chociaż zwalczał KOR, a jednak Słonimskiemu ani żadnemu innemu żydowi krzywdy nie zrobił ani sam, ani w trójkę z Kiszczakiem i z Jaruzelskim, a wręcz odwrotnie. To, czy warto było Polakom słuchać za Gierka Wolnej Europy i uczyć się na pamięć nazwisk KOR-owców?
Gawędę Stefana Kosiewskiego zatytułowaną "Niesiołowski postawił krzyżyk na Dolniaku i 95 innych ofiarach" czytał z Frankfurtu nad Menem Autor.
http://www.mypodcast.com/fsaudio/sowa_20100731_0808-670794.mp3
przypisy:
1. Stefan Kosiewski: Zostać
człowiekiem. Solidarność Jastrzębie, nr 29 Katowice, 24.11.1981
2. Jarosław
Szczęsny: Prywatyzacja. Tygodnik Solidarność. Warszawa 7.12.1980.
3. http://wiadomosci.onet.pl/7272385,1,relacjetv.html
"Prawdopodobnie
winni nie żyją"![]() |
http://sowa.mypodcast.com/201007_archive.html
http://sowa.quicksnake.pl/Stefan-Kosiewski










