Niesiołowski gościł w Czeladzi jako
przedstawiciel tzw. wielkiej polityki, którego obecność miała nobilitować wśród
miejscowych ludzi całe to lokalne towarzystwo spod ciemnej gwiazdy, które sprywatyzowało
sobie po 1989 r. w Czeladzi m.in. kopalnię (2.) "Czerwona Gwardia" (dawniej
"Saturn", a jeszcze wcześniej "Wiktor" z szybami: "Kondratowicz",
"Julian", itd.). Nobilitować - to znaczy: pokazać, że koledzy burmistrza i jego
tzw. przeciwnicy polityczni nie wypadli sroce spod ogona i nie są jakąś zwykłą,
miejscową bandą złoczyńców, lecz stoi za nimi w Warszawie ktoś taki jak Palikot
i Niesiołowski. Przy czym Palikot urodzony w Biłgoraju w październiku 1964 r. w
w stanie wojennym miał 17 lat i został internowany chyba po znajomości, bo w
Czeladzi zrobił po Magdalence pierwszy milion, a potem sprywatyzował Polmos i
"Pod Filarami" w miasteczku pokazał się kiedy indziej, niż Niesiołowski, choć w
tym samym celu, tzn. nie pogardził także przy okazji wizyty prezentem kupionym
przez burmistrza z kasy miejskiej za 100 złotych dla mieszkającej w Czeladzi
córki Palikota, której akurat chyba się coś urodziło.
Wojskowa Prokuratura Okręgowa w
Warszawie, która winna prowadzić śledztwo w sprawie spowodowania katastrofy
samolotowej i sprowadzenia śmierci na 96 obywateli RP, nie zajmuje się niestety
od kilku miesięcy niczym innym, jak tylko przyjmowaniem różnych wersji przyczyn
katastrofy a wszystko po to, żeby prawdziwy temat zainteresowania Polaków
(Zbrodnia i Kara) ukryć za zasłoną dymną pluralizmu wersji najbardziej nawet
idiotycznych, jak posądzenie Rosjan o robienie sobie nad własnym lotniskiem
smrodu w postaci sztucznej mgły po to tylko, żeby później przed tą mgłą
przestrzegać pilotów rosyjskich samolotów i tupolewa prezydenta RP oraz kierować
ich na lotniska w innym miejscu. Prokurator Generalny RP Andrzej Seremet naraził na
ośmieszenie w oczach światowej opinii sprawowanego przez siebie urzędu poprzez
mataczenie, że zwrócił się oficjalnie do władz Stanów Zjednoczonych z zapytaniem
o możliwość wyprodukowania takiej mgły przez Rosjan, zamiast zapytać
bezpośrednio u producenta.
Bo dla wszystkich było jasne, że chodzi im
tylko o to, by wygrać na czasie. Dopóki nikt nie wiedział w Polsce, czy ktoś
inny, poza tajnymi służbami w Polsce, nagrał tę rozmowę braci Kaczyńskich
przeprowadzoną przez telefon satelitarny i mógłby chcieć ją wykorzystać przed
wyborami prezydenckimi w Polsce. Prokurator wojskowy nie śmiał więc wzywać na
przesłuchanie jedynego żyjącego uczestnika tej kluczowej dla całej sprawy
rozmowy, który mógł się przecież niebawem okryć immunitetem chwały
prezydenckiej predystynującej nie tylko na Wawel ale przede wszystkim do
wydawania rozkazów pilotom i przedwczesnego kierownia prokuratorów na zasłużoną
sobie emeryturę.
Nie po to przecież prokurator Andrzej
Seremet został powołany przez jednego Kaczyńskiego w marcu 2010 r. na stanowisko
Prokuratora Generalnego, żeby rzucać drugiemu Kaczyńskiemu kłody pod nogi.
Prokurator nie taki głupi jak wypromowany w telewizji socjolog Migalski, który
chciałby pogryźć rękę, która go wpisała na listę do wykarmienia w Brukseli.
Jarosław Kaczyński mógł więc bez obaw
zgłosić swoją kandydaturę na prezydenta, a prokurator wojskowy pozwolił sobie
wezwać Jarosława Kaczyńskiego na przesłuchanie dopiero po wyborach, żeby Polacy
mogli się dowiedzieć, że Kaczyńscy mieli potrzebę skorzystania ze służbowego
telefonu satelitarnego Prezydenta RP tylko po to, żeby pogadać sobie o stanie
zdrowia mamy, który dla obu nie był żadną nowością, bo Pierwsza Mama
Rzeczypospolitej od dłuższego czasu przebywała na chorobowym, a jak Pan Bóg
pozwoli, to przeżyje obu swoich synów.
Prezydent Lech Wałęsa, który wyhodował
Kaczyńskich na własnej piersi w Związku Zawodowym Solidarność, w Tygodniku
Solidarność i w Kancelarii Prezydenta i za to jest przed Bogiem i Historią
prawdziwie odpowiedzialny, a nie za figurowanie w latach siedemdziesiątych na
liście płac Służby Bezpieczeństwa, twierdzi że kluczem do sprawy
odpowiedzialności za katastrofę w Smoleńsku jest nagrana przez nie wiadomo w
końcu kogo, poza służbami specjalnymi Warszawy, rozmowa obu braci, którzy do
filmu "O dwóch takich, co ukradli księżyc" przefarbowani byli na słomianych
blondynów, a czysto polskie głosy podłożyły za nich dwie aktorki i to miało
chyba już w jakiś sposób się odcisnąć jeżeli nie na obu, to przynajmniej na
bezdzietnym singlu. Jarosław Kaczyński chciał kandydować i nikt mu w tym nie
przeszkodził, chociaż jako prezydent mógł paść ofiarą szantażu Tajemnych Złych
Sił, które nie chcą przekazać do Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie ani
stenogramu nagranej rozmowy, ani oryginalnego nagrania na żadnym nośniku.
W tej sytuacji prokurator Seremet
rozważa publicznie możliwość wezwania na
przesłuchanie konkretnych osób odpowiedzialnych za zorganizowanie zakończonej
katastrofą prywatnej wycieczki Lecha Kaczyńskiego do Katynia, na którą zabrało
się pełno różnych osób, którym na rękę było, żeby Lech Kaczyński wystartował w
ten spektakularny sposób w kolejnych wyborach na prezydenta RP. Lech Kaczyński
mógł już parę lat wcześniej udać się na groby polskich oficerów do Charkowa, był
nawet z oficjalną wizytą na Ukrainie i miał te kwiatki wpisane do programu
wizyty, ale nie doleciał, zaniemógł bez podania powodu, a może chodziło
o oczyszczenie z "elementów nacjonalistycznych" wizyty popierającej w wyborach
europejszczyka Juszczenkę.
Prokurator Generalny odchodzi więc od
kwestii ewentualnej odpowiedzialności braci Kaczyńskich za wymuszone na pilotach
i generałach lądowanie i spowodowanie katastrofy, a mówi o możliwości wezwania
na przesłuchanie urzędników z Kancelarii Prezydenta organizujących od strony
technicznej lot, odpowiedzialnych za zabranie takiej ilości paliwa, że w
Smoleńsku starczało tego jeszcze na lot do Paryża i z powrotem do Warszawy, a
nie starczało tam, gdzie według stenogramu chciał latać Dyrektor Kazana.
Prokurator mówi, że może przesłuchać urzędników odpowiedzialnych za zakup i
zabranie na pokład samolotu na potrzeby kateringu prezydenta tysięcy buteleczek
alkoholu, których Palikot nie może odcierpieć, bo od paru lat nie jest już w
Polmosie a tylko przechwala się publicznie, że nosił w dawnych czasach flaszki
po poetach.
Prokurator dobrze wie, co robi wodząc
śledztwo na manowce, a Niesiołowski w starym swoim stylu sypie kolegów bredząc
w telewizji (3.), że nie można mówić o odpowiedzialności karnej, bo
"odpowiedzialność karna jest wtedy, kiedy ktoś, no jakaś świadomość tego jest".
Bo takie jest rozumienie odpowiedzialności karnej senatora Niesiołowskiego, że
jak ktoś zabił kogoś albo okradł, czy zdradził kolegów, lub Ojczyznę, a nie ma
świadomości tego, że zrobił coś złego, to nie powinien za nic odpowiadać i
prokurator nie powinien szukać winnego. "Zresztą prawdopodobnie winni też już
nie żyją" - mówi Niesiołowski i nie wiadomo właściwie tylko, dlaczego używa
liczby mnogiej?
Bo jeśli pilot i generał byli tylko
biernymi wykonawcami rozkazu najwyższego Dowódcy Sił Zbrojnych RP, to czy nie
powinien za całe Zło odpowiadać tylko Hitler? Jeżeli Gierek był dla
Kaczyńskiego patriotą, chociaż zwalczał KOR, a jednak Słonimskiemu ani żadnemu
innemu żydowi krzywdy nie zrobił ani sam, ani w trójkę z Kiszczakiem i z
Jaruzelskim, a wręcz odwrotnie. To, czy warto było Polakom słuchać za Gierka
Wolnej Europy i uczyć się na pamięć nazwisk KOR-owców?
Gawędę Stefana Kosiewskiego
zatytułowaną "Niesiołowski postawił krzyżyk na Dolniaku i 95 innych ofiarach" czytał z Frankfurtu nad Menem
Autor.
http://www.mypodcast.com/fsaudio/sowa_20100731_0808-670794.mp3
przypisy:
1. Stefan Kosiewski: Zostać
człowiekiem. Solidarność Jastrzębie, nr 29 Katowice, 24.11.1981
2. Jarosław
Szczęsny: Prywatyzacja. Tygodnik Solidarność. Warszawa 7.12.1980.
3. http://wiadomosci.onet.pl/7272385,1,relacjetv.html
"Prawdopodobnie
winni nie żyją"
 |
http://sowa.mypodcast.com/201007_archive.html
http://sowa.quicksnake.pl/Stefan-Kosiewski