Bóg, Naród, Ojczyzna. Ojcowizna otwarta na świat - ogólnonarodowe zjednoczenie ugrupowań pod historyczną nazwą - Listy na adres: Postfach 800626, 65906 Frankfurt am Main
Wpisy z tagiem: Kaczyński
poniedziałek, 11 kwietnia 2011
Prymas Polski i Narodowcy przeciwko herezji: Jarosław Kaczyński zatracił ducha chrześcijańskiego!
Jan Paweł II nie potrzebuje kolejnych
pomników. Niech pomnikami będą nasze konkretne działania - powiedział w Gnieźnie
prymas Polski, abp Józef Kowalczyk 9 sekund(y)
temu ·
Stefan
Kosiewski Prymas Polski przeciwko herezji
pomnikowców JP2
O takiej
Polsce marzył Lech Kaczyński; marzył i walczył o nią, i być może dlatego nie
ma go już wśród nas. Ale jest z nami jego testament - mówił Jarosław
Kaczyński przed Pałacem Prezydenckim do swoich zwolenników. wiado...Zobacz
więcej
dot.: śledztwa w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem, Antypolskiego Pogromu w Tomaszowie Maz. 5. 7. 2008 r., działalności band żydowskich w strukturach państwowych Rzeczypospolitej Polskiej; AP III Ko 726/ 10, Warszawa; http://gloria.tv/?media=126704
tu: dochodzenie w sprawie: Roman Giertych, Liga Polskich Rodzin; Prokuratura Okręgowa w Warszawie, sygnatura akt: V Ds. 49/07
Szanowni Państwo,
dziękuję uprzejmie za pismo z 8 lutego 2011 r. i przyjmuję do wiadomości, że korespondencja przekazana Państwu przez Prokuraturę Generalną przy piśmie z 2 lutego 2011 r. zawiera treści tożsame z korespondencją wysłaną przeze mnie 29 stycznia 2011 r., o sposobie załatwienia której poinformowany zostałem pismem z 3 lutego 2011 r.
Nie popełnię chyba błędu stwierdzając, że treści podnoszone przeze mnie w kolejnych pismach muszą być tożsame, gdyż dotyczą tych samych spraw; diabeł jak wiadomo tkwi w szczegółach.
W części korespondencji dot. katastrofy samolotowej pod Smoleńskiem takim szczegółem jest np. położenie zwłok gen. Błasika w kabinie tupolewa; Pan Prokurator płk Ryszard Filipowicz przyznał publicznie, że Prokuratura jest w posiadaniu dokumentu ubogacającego w tej materii we wiedzę, którą nie dysponuje jeszcze Jarosław Kaczyński. W interesie publicznym leży chyba jego niezwłocznie zgłoszenie się do Prokuratury na rozmowę wyjaśniającą.
Ponieważ Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie nie odpowiedziała dotychczas na kierowane do niej przeze mnie wnioski, m.in. o uznanie czynnika społecznego za stronę w sprawie wykrycia osoby/ osób odpowiedzialnych za spowodowanie katastrofy i śmierć 96 obywateli RP; jak w piśmie z 5 czerwca 2010 r. wnoszę o przesłuchanie Jarosława Kaczyńskiego w związku z możliwością współodpowiedzialności za spowodowanie katastrofy 10 kwietnia 2010 r. i śmierć 96 obywateli RP.
Natomiast w części dotyczącej działalności w Polsce zorganizowanych grup przestępczych złożonych z osobników o żydowskich nazwiskach pragnę tylko podzielić się wiedzą akademicką zdobytą przeze mnie na studiach polonistycznych pod kierunkiem takich znawców Języka Polskiego jak prof. Malicki i prof. Polański, która pozwala powiedzieć, że nazwisko: Giertych jest tak samo żydowskim nazwiskiem jak np. nazwiska: Gierek, Dietrich i Seremet.
Roman Giertych doszedł w nadzwyczaj młodym wieku do władzy, państwowych pieniędzy i zaszczytów, bo Naród Polski zawierzył był legendzie wyrobionej przez tajne służby, że z nazwiskiem Giertych należy kojarzyć wszystko, co dobre było ongiś w polskiej Narodowej Demokracji, a nie zaś tajne spotkania w pokojach hotelowych Macieja Giertycha, ojca Romana z oficerami Służby Bezpieczeństwa i wywożenie przez niego na Zachód Europy artykułów napisanych przez ubowców, artykułów gotowych do publikacji w prasie będącej oficjalnie w rękach dziadka Jędrzeja Giertycha.
Roman Giertych odszedł z polityki po wyczerpaniu się dla niego możliwości działania i po skończeniu się kasy, z której Liga Polskich Rodzin Macieja i Romana Giertychów czerpała pełnymi rękoma. Chętnie wróciłby on do polityki, państwowych dotacji partyjnych i przywilejów władzy, " gdyby nastroje i samoświadomość w społeczeństwie zmieniły się diametralnie" - przyznaje Roman Giertych w wywiadzie dla onetu nie pytając, jak czynili to jeszcze miejscowi zrodzeni przez Redlińskiego w "Konopielce" w tym samym chyba roku, w którym urodził się Roman Giertych pozbawiony w swoich dywagacjach dylematu dręczącego jeszcze miejscowych Redlińskiego, czy "diametralnie" to znaczy: dobrze, czy kiepsko?
Zdradzając się z marzeń politycznego nieroba o powrocie do żłoba w krainie Szlarafii Roman Giertych nie tylko szczerze przyznaje, że nie płaci składek członkowskich w żadnej partii ale i oznajmia, że nic nie robi na rzecz politycznej organizacji Narodu Polskiego. Nie ma także zamiaru pracować pozytywistycznie u podstaw, by zmienić świadomość Narodu na lepszą, bo tym zajmują się przecież jak wiadomo zawsze na całym świecie tajne służby, a nie młodzi działacze partyjni. Dlatego też Giertych nie mówi o świadomości Narodu, lecz o "samoświadomości społeczeństwa". Cynicznie wyciąga przy tym na wierzch brudy, które Polakom podchodzą do gardła: żydokomunistyczne nieporządki w Resorcie Sprawiedliwości i ubecki charakter tajnych służb Rzeczypospolitej Polskiej Kiszczaka ustanowionej oficjalnie przy wódce w Magdalence.
Tymczasem Marian Brudzyński, autor projektu nazwanego w jakimś obcym języku "Korporacja Subvento" i jeden z byłych kolegów partyjnych Romana Giertycha zachowuje zimną krew, mimo ciosów zadawanych mu z różnych stron przez tajemniczych osobników i przypomina na internetowej stronie propolonia.pl o dochodzeniu prowadzonym od lat przeciwko temuż Giertychowi przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie, sygnatura akt: V Ds. 49/07.
Portal propolonia lubi dziś na fejsbuku 397 osób . Może komuś wydać się ta licza małą, np. w zestawieniu z liczbą 3027 dokumentów księgowych i 417 umów zleceń i o dzieło, na łączną kwotę 14. 466.973 zł. , obciążającą byłego szefa partii LPR a zgromadzonych (dokumentów) dotychczas przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie. Marian Brudzyński obwinia Romana Giertycha jeszcze o inne, brzydkie rzeczy, które mogą być zakwalifikowane przez Prokuratora jako przestępstwa. Trzeba tylko, żeby Prokuratura w Polsce nie zamiatała partyjnych śmieci pod dywan jak za Jaruzelskiego i Gierka, lecz żeby kierowała się w pracy konstytucyjną zasadą równości obywateli wobec prawa.
Marian Brudzyński deklaruje zgłoszenie wniosku o zmianę kwalifikacji zarzucanych czynów i o ściganie zorganizowanej grupy przestępczej, która działała jego zdaniem w b. kierownictwie LPR.
Biorąc pod uwagę demonstrowaną przez Romana Gierycha bezpartyjność oraz wspomnianą powyżej aktywność medialną, w której wyjawia on zamiar powrotu do życia politycznego na zasadzie zrozumiałej tylko dla osób wtajemniczonych w rolę guzika o innym kolorze niż wszystkie pozostałe, przyszywanym do sutanny przywdziewanej przez osoby, którym powierza się do odegrania tajne role, wnoszę o przejęcie przez Prokuraturę Apelacyjną w Warszawie dochodzenia prowadzonego przez Prokuraturę Okręgową, sygn. akt: V Ds. 49/07.
Uzasadniając: wychodzę z przekonania, że Naród Polski nie jest jednak tak ciemny, jak chciałyby sądzić osoby z tylnego fotela podpowiadające być może Romanowi Giertychowi możliwość ukrycia się na kilka lat pod płaszczem opieki immunitetu Senatora, czy też tzw. Posła Niezależnego.
Sytuacja zawsze może zmienić się diametralnie, jak mówią adwokaci swoim klientom, jak tylko pojawią się nowe okoliczności w sprawie. O to niniejszym zabiegam.
"Po śmierci organizm mógł wytworzyć pewną
ilość alkoholu" - wytłumaczył Minister Spraw Wewnętrznych Miller na konferencji
prasowej obecność alkoholu we krwi pobranej przez Moskwę ze zwłok generała
Błasika. Przewodniczący Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa
Państwowego badającej przyczyny katastrofy smoleńskiej dał przy tym znowu
Polakom dużo do myślenia wychodząc z rządową tym razem wersją zamachu
wypowiedzianą przez siebie uwagą: "Generał Błasik mógł być ochroną dla pilotów
przed presją".
Zgodnie z ustaleniami moskiewskiej komisji
wpływ na załogę tupolewa miała presja psychiczna ze strony dowódcy wojsk
lotniczych gen. Andrzeja Błasika, który przebywał w kabinie pilotów do momentu
rozbicia się samolotu. - Wykryto alkohol w jego krwi - powiedziała Anodina
dodając, że według wyników badań gen. Błasik miał 0,6 promila alkoholu we krwi.
- W krwi członków załogi nie było obecności jakichkolwiek preparatów, w tym
alkoholu - dodał Aleksiej Morozow.
Wyjaśnijmy zatem, iż nauka mówi o
pojawiającym się w krwioobiegu alkoholu będącym wynikiem przemiany materii w
organizmie ludzkim i notuje go w skali od 0,001 do 0,003 ‰, natomiast rutynowe
badanie krwi na zawartość alkoholu oraz innych preparatów na całym świecie nie
uwzględnia tych znikomych ilości alkoholu endogennego, który żywy organizm
mógł wprawdzie wytworzyć, lecz żaden organizm po swojej śmierci nie mógł
zaprawdę nic już wytworzyć, bowiem po śmierci każdy organizm przestaje
funkcjonować i nie wytwarza już nic, ani alkoholu, ani nic innego, gdyż rozkłada
się tylko na ulegające rozkładowi zwłoki oraz nieśmiertelną Duszę, która w ufnym
rozumieniu Polaka i Katolika jest w rękach Pana Boga, a według innych przekonań,
uznanych po Soborze Watykańskim II przez Jana Pawła II za równorzędne, wędruje
po świecie w ciałach różnych zwierząt nie dążących przecież w swoim życiu do
żadnego zbawienia, bądź też wypoczywa sobie na łonie Abrahama, żeby nie wchodzić
w konflikt z Palestyńczykami na ogrodach Allacha.
Jerzy Miller opowiada na konferencji
prasowej bzdury i tak ustawia dziennikarzy prasy światowej, żeby nie chcieli
obejrzeć karety, którą rząd Tuska może mieć w ręku zgłaszając ustami ministra
trzy bez atu.
Minister rządu Donalda Tuska mataczy
utrudniając śledztwo prowadzone przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie
w sprawie ustalenia sprawcy katastrofy w Smoleńsku, a to pozwala światu
przypuszczać, że policja, która założyła po śmierci generała Papały urządzenie
podsłuchowe w jego trumnie, mogła przenieść tymczasem ten podsłuch z aserwatów
MSW do trumny złożonej na Wawelu, żeby podsłuchać modlących się u trumny
prezydenta Kaczyńskiego rodaków, czy nie wygadają się przypadkiem w modlitwach
nad tą trumną, komu to jeszcze oprócz Palikota z Biłgoraja, czy Czeladzi
żydokomuna oddała monopol na wytwarzanie alkoholu na tym świecie i gadanie do
ludzi jak do pijanych Polaków.
W kabinie tupolewa były przynajmniej dwie
osoby, które nie powinny tam być: Błasik, Kazana i ten trzeci, który zgodnie z
sugestią ministra Millera mógł wywierać presję na podległych mu urzędników. Na
to wskazuje analiza głosów z pokładu tupolewa i potwierdzają chyba fotografie
odnalezionych w kabinie zwłok, a może tylko tych fotek nikt w Polsce jeszcze nie
obejrzał?
Premier Tusk znajduje się pod presją
dymisji złożonej de facto przez ministra
Millera.
Prokurator dobrze wie, co robi wodząc śledztwo na manowce, a
Niesiołowski w starym swoim stylu sypie kolegów bredząc w telewizji (3.), że nie
można mówić o odpowiedzialności karnej, bo "odpowiedzialność karna jest wtedy,
kiedy ktoś, no jakaś świadomość tego jest". Bo takie jest rozumienie
odpowiedzialności karnej senatora Niesiołowskiego, że jak ktoś zabił kogoś albo
okradł, czy zdradził kolegów, lub Ojczyznę, a nie ma świadomości tego, że zrobił
coś złego, to nie powinien za nic odpowiadać i prokurator nie powinien szukać
winnego. "Zresztą prawdopodobnie winni też już nie żyją" - mówi Niesiołowski i
nie wiadomo właściwie tylko, dlaczego używa liczby mnogiej? Bo jeśli pilot i
generał byli tylko biernymi wykonawcami rozkazu najwyższego Dowódcy Sił
Zbrojnych RP, to czy nie powinien za całe Zło odpowiadać tylko Hitler? Jeżeli
Gierek był dla Kaczyńskiego patriotą, chociaż zwalczał KOR, a jednak
Słonimskiemu ani żadnemu innemu żydowi krzywdy nie zrobił ani sam, ani w trójkę
z Kiszczakiem i z Jaruzelskim, a wręcz odwrotnie.
Niesiołowski postawił krzyżyk na Dolniakui 95 innych ofiarach.
http://sowa.quicksnake.pl/Stefan-Kosiewski Stefan
Kosiewski: Gawęda Polska. Niesiołowski postawił krzyżyk na Dolniaku i 95 innych
ofiarach. «więcej»
Możliwość odpowiedzialności
konkretnych osób za spowodowanie katastrofy w Smoleńsku zaczęła coraz bardziej
upominać się o prawo do zaistnienia w przestrzeni publicznej na sprawiedliwość w
Polsce i do przebicia się przez nieobyczajne zachowanie tudzież wysoce
nieodpowiedzialne wypowiedzi samego Jarosława Kaczyńskiego, który od pierwszego
dnia katastrofy zachowywał się tak, jak gdyby chciał tylko coś nieuniknionego
ukryć przed Narodem, o czym najlepiej wiedział. Potem zaś przez Antoniego
Macierewicza, który od przystąpienia do trockistowskiego KOR-u w 1976 r. niczym
innym właściwie się nie zajmował, jak tylko dezinformacją i wprowadzaniem
Polaków w błąd. Przypomnijmy chociażby, iż w maju 1977 r. Macierewicz miał
przyjechać do Krakowa, żeby wesprzeć polską młodzież w Czarnym Marszu
organizowanym w proteście na wiadomość o zabiciu Staszka Pyjasa przez Służbę
Bezpieczeństwa (taka wersja żywa była jeszcze w przeddzień marszu), lecz żaden
KOR-owiec nie wziął ostatecznie udziału w tym proteście, bo Macierewicz
przyjechał ponoć z Warszawy koleją i milicja miała go zatrzymać na dworcu w
Krakowie.
Jeszcze tego samego dnia ubowcy odebrali
mi w Sosnowcu na terenie akademików czarną rękawiczkę skórkową, którą
przywiozłem nieopatrznie z Krakowa i zacząłem niepotrzebnie robić nią
zamieszanie, by nie powiedzieć: furorę na Balu Wydziału Filologicznego pośród
niewinnych studentek Uniwersytetu Sląskiego, który przeniósł był do Sosnowca na
swoją chwałę towarzysz Gierek cztery lata wcześniej, żeby tacy jak
ja mieli gdzie studiować polonistykę u boku profesorów: Bujnickiego (brata
poety skazanego za zdradę Ojczyzny przez podziemny Sąd RP) i Opackiego, który
podobno nie był jednak TW "Irek".
Bracia Kaczyńscy nie wychylali się
wtedy jeszcze, nie współpracowali z KOR-em, bo przed obroną doktoratów z roli
ciał kolegialnych w kierowaniu wyższą uczelnią (Jarosław) uczyli
się do egzaminów z filozofii marksistowsko-leninowskiej, którą wcześniej
wykładał ich ojciec Rajmund na Politechnice Warszawskiej dla
żydokomunistów-aktywistów z PZPR-u. Jarosław dopiero w 1979 roku wciągnięty
został podobno przez Macierewicza na listę redakcji niezależnego miesięcznika
"Głos". Lech
Kaczyński obronił w 1979 r. pracę o zakresie swobody stron w zakresie
kształtowania treści stosunku pracy.
Niesiołowski natomiast uchodził naówczas
za zamachowca na pomnik Lenina w Poronienie. Był bohaterem narodowym, o którym
pisała na drugiej stronie "Trybuna Robotnicza" po zlikwidowaniu nielegalnego
"Ruchu", gdyż mało kto w Polsce
wiedział o tym, że Niesiołowski nosił
za młodu z jakiegoś powodu nazwisko
dwulicowe: Niesiołowski-Myszkowski, natomiast wersja o tym, że był prowadzony
przez ubowców jako TW "Leopold" i jako taki sypał własne narzeczone oraz
kolegów, których zapisywał wcześniej w tym właśnie celu do
konspiracji antykomunistycznej, nie została ostatecznie nigdy potwierdzona przez
samego zainteresowanego, chociaż znalazła odbicie w dokumentach Służby
Bezpieczeństwa przechowywanych przez IPN.
Niesiołowski znał osobiście posła
Grzegorza Dolniaka z Będzina, który zginął w katastrofie samolotowej pod
Smoleńskiem. We wrześniu 2006 r. obaj ci panowie pojawili się w Czeladzi na zaproszenie kolegi
partyjnego z Platformy Obywatelskiej, Zbigniewa Szaleńca, który wysłużył sobie
tymczasem emeryturę państwową robiąc za nauczyciela WF-u w Szkole Nr 4 i
darabiał jeszcze za senatora RP takiego samego jak Niesiołowski. Szaleniec
załatwił akurat dla swojej żony Iwony Szaleniec posadę Dyrektora Izby Tradycji
Miejscowych (zarządcy pałacu "Pod Filarami"), ponieważ nie mogła już dłużej
robić za przedszkolankę, bo budynek po tym przedszkolu na osiedlu Piaski sprzedał jej własny mąż z
przeznaczeniem na burdel, jeszcze jako zastępca burmistrza Czeladzi Marka Mrozowskiego z tej samej
Platformy, ds. komunalnych.
Niesiołowski gościł w Czeladzi jako
przedstawiciel tzw. wielkiej polityki, którego obecność miała nobilitować wśród
miejscowych ludzi całe to lokalne towarzystwo spod ciemnej gwiazdy, które sprywatyzowało
sobie po 1989 r. w Czeladzi m.in. kopalnię (2.) "Czerwona Gwardia" (dawniej
"Saturn", a jeszcze wcześniej "Wiktor" z szybami: "Kondratowicz",
"Julian", itd.). Nobilitować - to znaczy: pokazać, że koledzy burmistrza i jego
tzw. przeciwnicy polityczni nie wypadli sroce spod ogona i nie są jakąś zwykłą,
miejscową bandą złoczyńców, lecz stoi za nimi w Warszawie ktoś taki jak Palikot
i Niesiołowski. Przy czym Palikot urodzony w Biłgoraju w październiku 1964 r. w
w stanie wojennym miał 17 lat i został internowany chyba po znajomości, bo w
Czeladzi zrobił po Magdalence pierwszy milion, a potem sprywatyzował Polmos i
"Pod Filarami" w miasteczku pokazał się kiedy indziej, niż Niesiołowski, choć w
tym samym celu, tzn. nie pogardził także przy okazji wizyty prezentem kupionym
przez burmistrza z kasy miejskiej za 100 złotych dla mieszkającej w Czeladzi
córki Palikota, której akurat chyba się coś urodziło.
Wojskowa Prokuratura Okręgowa w
Warszawie, która winna prowadzić śledztwo w sprawie spowodowania katastrofy
samolotowej i sprowadzenia śmierci na 96 obywateli RP, nie zajmuje się niestety
od kilku miesięcy niczym innym, jak tylko przyjmowaniem różnych wersji przyczyn
katastrofy a wszystko po to, żeby prawdziwy temat zainteresowania Polaków
(Zbrodnia i Kara) ukryć za zasłoną dymną pluralizmu wersji najbardziej nawet
idiotycznych, jak posądzenie Rosjan o robienie sobie nad własnym lotniskiem
smrodu w postaci sztucznej mgły po to tylko, żeby później przed tą mgłą
przestrzegać pilotów rosyjskich samolotów i tupolewa prezydenta RP oraz kierować
ich na lotniska w innym miejscu. Prokurator Generalny RP Andrzej Seremet naraził na
ośmieszenie w oczach światowej opinii sprawowanego przez siebie urzędu poprzez
mataczenie, że zwrócił się oficjalnie do władz Stanów Zjednoczonych z zapytaniem
o możliwość wyprodukowania takiej mgły przez Rosjan, zamiast zapytać
bezpośrednio u producenta.
Bo dla wszystkich było jasne, że chodzi im
tylko o to, by wygrać na czasie. Dopóki nikt nie wiedział w Polsce, czy ktoś
inny, poza tajnymi służbami w Polsce, nagrał tę rozmowę braci Kaczyńskich
przeprowadzoną przez telefon satelitarny i mógłby chcieć ją wykorzystać przed
wyborami prezydenckimi w Polsce. Prokurator wojskowy nie śmiał więc wzywać na
przesłuchanie jedynego żyjącego uczestnika tej kluczowej dla całej sprawy
rozmowy, który mógł się przecież niebawem okryć immunitetem chwały
prezydenckiej predystynującej nie tylko na Wawel ale przede wszystkim do
wydawania rozkazów pilotom i przedwczesnego kierownia prokuratorów na zasłużoną
sobie emeryturę.
Nie po to przecież prokurator Andrzej
Seremet został powołany przez jednego Kaczyńskiego w marcu 2010 r. na stanowisko
Prokuratora Generalnego, żeby rzucać drugiemu Kaczyńskiemu kłody pod nogi.
Prokurator nie taki głupi jak wypromowany w telewizji socjolog Migalski, który
chciałby pogryźć rękę, która go wpisała na listę do wykarmienia w Brukseli.
Jarosław Kaczyński mógł więc bez obaw
zgłosić swoją kandydaturę na prezydenta, a prokurator wojskowy pozwolił sobie
wezwać Jarosława Kaczyńskiego na przesłuchanie dopiero po wyborach, żeby Polacy
mogli się dowiedzieć, że Kaczyńscy mieli potrzebę skorzystania ze służbowego
telefonu satelitarnego Prezydenta RP tylko po to, żeby pogadać sobie o stanie
zdrowia mamy, który dla obu nie był żadną nowością, bo Pierwsza Mama
Rzeczypospolitej od dłuższego czasu przebywała na chorobowym, a jak Pan Bóg
pozwoli, to przeżyje obu swoich synów.
Prezydent Lech Wałęsa, który wyhodował
Kaczyńskich na własnej piersi w Związku Zawodowym Solidarność, w Tygodniku
Solidarność i w Kancelarii Prezydenta i za to jest przed Bogiem i Historią
prawdziwie odpowiedzialny, a nie za figurowanie w latach siedemdziesiątych na
liście płac Służby Bezpieczeństwa, twierdzi że kluczem do sprawy
odpowiedzialności za katastrofę w Smoleńsku jest nagrana przez nie wiadomo w
końcu kogo, poza służbami specjalnymi Warszawy, rozmowa obu braci, którzy do
filmu "O dwóch takich, co ukradli księżyc" przefarbowani byli na słomianych
blondynów, a czysto polskie głosy podłożyły za nich dwie aktorki i to miało
chyba już w jakiś sposób się odcisnąć jeżeli nie na obu, to przynajmniej na
bezdzietnym singlu. Jarosław Kaczyński chciał kandydować i nikt mu w tym nie
przeszkodził, chociaż jako prezydent mógł paść ofiarą szantażu Tajemnych Złych
Sił, które nie chcą przekazać do Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie ani
stenogramu nagranej rozmowy, ani oryginalnego nagrania na żadnym nośniku.
W tej sytuacji prokurator Seremet
rozważa publicznie możliwość wezwania na
przesłuchanie konkretnych osób odpowiedzialnych za zorganizowanie zakończonej
katastrofą prywatnej wycieczki Lecha Kaczyńskiego do Katynia, na którą zabrało
się pełno różnych osób, którym na rękę było, żeby Lech Kaczyński wystartował w
ten spektakularny sposób w kolejnych wyborach na prezydenta RP. Lech Kaczyński
mógł już parę lat wcześniej udać się na groby polskich oficerów do Charkowa, był
nawet z oficjalną wizytą na Ukrainie i miał te kwiatki wpisane do programu
wizyty, ale nie doleciał, zaniemógł bez podania powodu, a może chodziło
o oczyszczenie z "elementów nacjonalistycznych" wizyty popierającej w wyborach
europejszczyka Juszczenkę.
Prokurator Generalny odchodzi więc od
kwestii ewentualnej odpowiedzialności braci Kaczyńskich za wymuszone na pilotach
i generałach lądowanie i spowodowanie katastrofy, a mówi o możliwości wezwania
na przesłuchanie urzędników z Kancelarii Prezydenta organizujących od strony
technicznej lot, odpowiedzialnych za zabranie takiej ilości paliwa, że w
Smoleńsku starczało tego jeszcze na lot do Paryża i z powrotem do Warszawy, a
nie starczało tam, gdzie według stenogramu chciał latać Dyrektor Kazana.
Prokurator mówi, że może przesłuchać urzędników odpowiedzialnych za zakup i
zabranie na pokład samolotu na potrzeby kateringu prezydenta tysięcy buteleczek
alkoholu, których Palikot nie może odcierpieć, bo od paru lat nie jest już w
Polmosie a tylko przechwala się publicznie, że nosił w dawnych czasach flaszki
po poetach.
Prokurator dobrze wie, co robi wodząc
śledztwo na manowce, a Niesiołowski w starym swoim stylu sypie kolegów bredząc
w telewizji (3.), że nie można mówić o odpowiedzialności karnej, bo
"odpowiedzialność karna jest wtedy, kiedy ktoś, no jakaś świadomość tego jest".
Bo takie jest rozumienie odpowiedzialności karnej senatora Niesiołowskiego, że
jak ktoś zabił kogoś albo okradł, czy zdradził kolegów, lub Ojczyznę, a nie ma
świadomości tego, że zrobił coś złego, to nie powinien za nic odpowiadać i
prokurator nie powinien szukać winnego. "Zresztą prawdopodobnie winni też już
nie żyją" - mówi Niesiołowski i nie wiadomo właściwie tylko, dlaczego używa
liczby mnogiej?
Bo jeśli pilot i generał byli tylko
biernymi wykonawcami rozkazu najwyższego Dowódcy Sił Zbrojnych RP, to czy nie
powinien za całe Zło odpowiadać tylko Hitler? Jeżeli Gierek był dla
Kaczyńskiego patriotą, chociaż zwalczał KOR, a jednak Słonimskiemu ani żadnemu
innemu żydowi krzywdy nie zrobił ani sam, ani w trójkę z Kiszczakiem i z
Jaruzelskim, a wręcz odwrotnie. To, czy warto było Polakom słuchać za Gierka
Wolnej Europy i uczyć się na pamięć nazwisk KOR-owców?
Gawędę Stefana Kosiewskiego
zatytułowaną "Niesiołowski postawił krzyżyk na Dolniakui 95 innych ofiarach" czytał z Frankfurtu nad Menem
Autor.
Zadaniem Prokuratora Generalnego RP nie jest rozwiązywanie problemów
rodzinnych Jarosława Kaczyńskiego.
Dlaczego więc prokurator Andrzej
Seremet ujawnił 20 lipca 2010 r. trzymaną dotychczas przez Wojskową Prokuraturę
w największej tajemnicy państwowej informację o tym, że Służby Kontrwywiadu
Wojskowego RP już kilkadziesiąt minut po katastrofie 10 kwietnia br.
dezaktywowały telefon satelitarny prezydenta Lecha Kaczyńskiego, przez który to
telefon prowadził on z bratem Jarosławem m.in. rozmowę telefoniczną na
kilkanaście minut przed śmiercią, jeśli ujawnienia treści tej rozmowy domaga się
już tymczasem w Polsce znaczące grono przytomnych osób na czele z prezydentem
Lechem Wałęsą, a Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie podejrzewa z urzędu o
spowodowanie katastrofy szereg wytypowanych ludzi i Jarosława Kaczyńskiego
wezwała na przesłuchanie na dzień 27 lipca?
Prokurator Andrzej Seremet ujawniając tajemnicę wagi państwowej, dotyczącą
faktu zniszczenia w Polsce jeszcze 10 kwietnia 2010 r. tak bardzo ważnych
dowodów w sprawie spowodowania katastrofy, albowiem dezaktywowano nie tylko
telefon satelitarny prezydenta Kaczyńskiego ale i wszystkie karty SIM każdej
obecnej na pokładzie tupolewa osoby, dokonał niewątpliwie za kogoś innego
bezprawnej i niewłaściwej oceny zniszczonego wcześniej materiału dowodowego a
przy tym potwierdził nieprawdę uznając, że sprzęt ten stracił wszelkie dane i
stał się bezwartościowy. To jest tylko przedmiot, przy pomocy którego odbywano
rozmowy - mówi Andrzej Seremet a dziennikarz radia RMF FM przytacza
bezkrytycznie tę wypowiedź, bo dziennikarz radiowy nie musi wiedzieć, co wolno
wojewodzie, a czego nie wolno robić prokuratorowi Andrzejowi Seremetowi na tym
etapie prowadzenia śledztwa przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w
Warszawie.
Dziennikarz radiowy nie musi także wiedzieć, czy Prokurator
Generalny Andrzej Seremet jest zobowiązany z urzędu do zrobienia służbowego
użytku z wiedzą, którą posiadł na temat zniszczenia w Polsce dowodów związanych
z katastrofą samolotową nad Smoleńskiem. Bo to prokurator Seremet powinien
wiedzieć, że telefon satelitarny Lecha Kaczyńskiego nie jest z pewnością bez
wartości w rękach Rosjan! Takoż i każda karta SIM ocalała z tej katastrofy a
zabezpieczona na miejscu, gdyż według procedur, które powinny jednak obowiązywać
prokuratorów i wszystkich obywateli nie tylko w Rosji ale i w państwie skleconym
przez komunistycznych złoczyńców w Magdalence, dowody w postaci zapisów
elektronicznych winne być zabezpieczone w każdym państwie prawa na oryginalnym
nośniku.
Telefon satelitarny Lecha Kaczyńskiego pozostaje więc do
dyspozycji nie tylko rosyjskich prokuratorów i jeśli tak zwany zespół sejmowy do
spraw obrony imienia Kaczyńskich, byłych współpracowników KOR-u, powołany w
Polsce przez KOR-owców: Maciarewicza i Romaszewskiego nie zaprzestanie bić piany
i pić do Rosjan z pomówieniami o dokonanie rzekomej "zbrodni", to byle haker w
Murmańsku może przecież ściągnąć z internetu za darmo program do przywracania
danych na tych kartach SIM zdezaktywowanych przez warszawskich agentów, na
kartach będących poza granicami Kraju jak prawdziwe władze Rzeczypospolitej
Polskiej były i prawdziwe harcerstwo, do którego należał śp. dh Kaczorowski
przez wiele jeszcze lat po przegranej przez Polskę wojnie w 1945 roku, zanim
wrócił z insygniami do Ojczyzny, by zginąć pośród 96 innych ofiar katastrofy
tupolewa.
Jeżeli gazeta "Nasz Dziennik" jak i wszystkie inne media oraz
osoby pozostające do dyspozycji paradującego jeszcze w sutannnie polityka
Rydzyka nie zaprzestaną siać nienawiści do Braci Rosjan przy okazji wymyślania
coraz to nowych bredni na kanwie tej katastrofy, to strona rosyjska może
przecież zaprosić agentów Służb Kontrwywiadu Wojskowego z Warszawy zamaskowanych
jako Toruńska Pielgrzymka Piesza Rodziny Archeologów Radia Maryja, żeby ryli
sobie ziemię na miejscu wypadku w poszukiwaniu UFO, lub drugiego samolotu, który
według najnowszej wersji tej gazety o. Rydzyka miał się rzekomo zderzyć z
tupolewem Kaczyńskich, choć nie wiadomo, jak miałby tego dokonać, jeśli mgła
była taka, że najwyższy dowódca lotnictwa wojskowego ziemi nie widział z
odległości 50 metrów, a prokuratura w Warszawie zwróciła się już do władz
amerykańskich z zapytaniem o to, czy istnieje w Ameryce nagranie rozmowy braci
Kaczyńskich, które należałoby przecież zdezaktywować w ramach NATO jak wszystkie
inne dowody, które mogły by naruszyć układ o bezkarności złoczyńców z
Magdalenki. Układ o immunitecie bezmyślnych i bezwzględnych dla Polaków
prokuratorów w Polsce, bezkarności niesprawiedliwych sędziów, prawie dla ludzi
uważających się za wybranych i tak zwanej sprawiedliwości dla wielomilionowej
reszty bydła.
Prokurator Andrzej Seremet objął funkcję Prokuratora
Generalnego 31 marca 2010 r. powołany na to stanowisko przez prezydenta Lecha
Kaczyńskiego 6 marca, a jeśli chce pozostać na tym wpływowym i nieźle chyba
popłatnym stanowisku za prezydenta Komorowskiego, to powinien raczej unikać
stwarzania wrażenia, że chciałby się jakoś odwdzięczyć rodzinie zabitego
prezydenta Kaczyńskiego za otrzymaną niedawno nominację.
Bo Prezydent
Bronisław Komorowski może nie skorzystać z prawa łaski w stosunku do takiego
Prokuratora Generalnego, który na oczach całego świata nie umie utrzymać języka
za zębami i zachowuje się kosztem Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie i
Służb Kontrwywiadu Wojskowego tak, jak zostało już to powiedziane, a jakby
Jarosław Kaczyński miał jeszcze na tym coś skorzystać.
22.07.2010 Prokurator Seremetwezwany do Sejmu | 22.7.2010 19:08
Na
początku sierpnia, podczas kolejnego posiedzenia Sejmu, odbędzie się
spotkanie prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta z komisją
sprawiedliwości w sprawie katastrofy smoleńskiej - powiedział w czwartek
22.07.2010 przewodniczący tej komisji Ryszard Kalisz (SLD) .
Wołkowysk 27.08.2005. Związek Polaków na Białorusi, VI Zjazd, za stołem prezydialnym od lewej: Stefan Kosiewski (gość Zjazdu z Niemiec), prezes ZPnB Józef Łucznik, wiceprezes Eugeniusz Skrobocki.
Wiktor Dmuchowski from IP 77.253.241.*** | 1.7.2010 15:13
Szanowny Panie Stefanie, podpisuję się pod tym co Pan tu powiedział, jedynie czego bym nie potrafił, to tak ostro i emocjonalnie, jak w kazaniu ks.Piotra Skargi, wypowiedzieć te zdania, ale jeszcze tego się nauczę, bo warto, ponieważ śpiący lud w Polsce nie rozumie i nie słyszy słów i podstępnych, niszczących państwowość polską, działań władz w Warszawie.
Serdecznie gratuluję wspaniałego KAZANIA, oby tylko przemówiło do tych tępych głów, których trzeba i zapaliło ogień Prawdy. Pozdrawiam Pana, Wiktor Dmuchowski, Częstochowa http://sowa.quicksnake.pl/Wiktor-Dmuchowski
Dawno, dawno temu, w czasie ostatniego posiedzenia Komisji
Krajowej prawdziwej jeszcze Solidarności siedzialem był sobie w Gdańsku 11 lub
12 grudnia przy stoliku w stołówce by spożyć kolację (chleb i serek topiony) z
jednym z sygnatariuszy deklaracji założycielskiej Klubów Służby Niepodłegłości,
który demonstracyjnie nosił w lewej klapie brązowej, sztruksowej marynarki
rzucającą się w oczy metalową odznakę z literami zapisanymi po masońsku z
kropką: K.S.N. oraz rozpiętym na krzyżu wyszczuplonym orzełkiem z drugim,
mniejszym krzyżem na koronie, a nazwisko miał takie samo jak mąż siostry babki
Antoniny, Jaworski i opowiadał mi wtedy ten Seweryn o tym, jak wspierał przed
dwoma tygodniami w Warszawie - wspólnie z jakimś drugim kolegą, którego nazwisko
być może mi uleciało - strajk studentów Szkoły Głównej Oficerów Pożarnictwa,
głównie polskich, chłopskich dzieci, zakończony głośną akcją ZOMO-wców i
rozwiązaniem tej szkoły w ostatnim dniu listopada 1981 roku.
Ten strajk posłużył tylko tzw. eskalacji napięć w kraju oraz
propagandzie nieuchronnie, z góry przegranego, jakiegokolwiek konfliktu z
wojskową władzą PRL; po wprowadzeniu stanu wojennego telewizja państwowa w
Polsce, która naówczas była w rękach nie kryjącego się z niemiłym, żydowskim
zarozumialstwem Jerzego Urbana, ministra propagandy wojskowego reżimu Wojciecha
Jaruzelskiego, puszczała całymi dniami na okrągło program o rzekomym zagrożeniu
dla Polski, jakie stanowić miał ten strajk studentów pożarnictwa, inspirowany i
wspierany przez wymienianych po nazwisku ludzi, których zmrożona stanem wojennym
Polska wcześniej nie znała, więc mogła dzięki temu puszczaniu w telewizji
nazwisk poznać i poznała jako ludzi zasługujących na szacunek i uznanie przez
Naród Polski, bo uznanych przez komunistyczną władzę za swoich przeciwników, a
więc tym samym nobilitowanych do stopnia opozycjonisty demokratycznego, no i ten
Seweryn miał w sobie coś z tego.
Kluby Służby Niepodlegości nie podjęły żadnej działalności na
rzecz odzyskania przez Polskę niepodległości, zaistniały natomiast wtedy, w
komunistycznej rzeczywistości nazwiska osób, które miały zaistnieć, bo po to
przezornie umieszczone zostały przez Wojciecha Ziembińskiego pod deklaracją
służby niepodległości z datą 27 września 1981 r. Po 30 latach przyszła pora na
to, żeby przypomnieć, gdzie wówczas było ZOMO i manipulacja studentami
pożarnictwa, a gdzie podziewali się ci, co wtedy dużo deklarowali, a nic nie
zrobili, by Polska nie zginęła, póki my żyjemy; najwyższa pora, bo dwóch z tych
nieaktywnych bohaterów opozycji kandyduje dziś na najwyższy urząd w państwie,
którego podwaliny dał w Magdalence generał SB Kiszczak i wódka wypita na zgodę
ze złoczyńcami, których świat obwinia do dzisiaj nie tylko o jednego księdza
Popiełuszkę.
W Magdalence na oczach zaślepionych biskupów i księży Kościoła
świętego zobowiązali się oficjalnie do współpracy z komunistami m.in.: Lech
Kaczyński i Lech Wałęsa, natomiast Jarosław Kaczyński po trzydziestu latach od
haniebnej Magdalenki uznał, iż pora najwyższa, by zacząć w Polsce nazywać
"lewicą", a nie postkomunistami, drugą stronę stołu zastawionego przez Kiszczaka
obficie wódką i śledziem po żydowsku, bo wyznał wreszcie publicznie ten
członek-założyciel K.S.N-u, kojarzonego przez Naród z prawicą, że on, Jarosław
Kaczyński też jest "lewica", a więc: jedna banda.
Jarosław Kaczyński odziedziczył po ojcu Mundku, który był
postacią dychotomiczną, AK-owcem i żydokomunistą po wojnie, nie tylko dom w
Warszawie ale i tę dialektyczną zdolność do przekabacania innych i wychodzenia
na swoje. Bo czyż znany jest gdziekolwiek w Polsce jeszcze jeden taki przypadek,
żeby AK-owiec postawił sobie uczciwie dom po wojnie w Warszawie? A co na to
biedny ojciec Rydzyk, który na co dzień buntuje od lat Naród przeciw komunistom,
a w okresach każdych wyborów całe odium za kolaborację zrzuca tylko na Wałęsę i
każe na Kaczyńskich głosować? Czy teraz ten ksiądz Rydzyk będzie święcił urny
wyborcze dla tej farbowanej lewicy Kaczyńskiego, która w moherach i w
podskokach podąża co roku na spotkania pod Jasną Górę?
Przypomnieć więc pora, że do tzw. prawicy zapisali się w 1981 r.
swoimi nazwiskami pod deklaracją K.S.N.-u m.in: Bronisław Komorowski i Jarosław
Kaczyński, Antoni Macierewicz i Stanisław Michalkiewicz, Jacek Bartyzel i Jerzy
Łojek i jeszcze wielu, wielu innych, zadeklarowanych opozycjonistów
antykomunistycznych, prawdziwa elita patriotycznego żydostwa, w tym czterech
członków KOR-u. A ja tam nie byłem, gdzie sam nie chciałem, tylko serek z
chlebem jadłem i opisuję, co na własne oczy widziałem.
Jarosław Kaczyński jest dzisiaj żałosny i tragiczny dla każdego
dziecka, które tylko wie, gdzie ma oczko, gdzie uszko, gdzie rączka prawa, gdzie
lewa; dla każdego dziecka, które wie, że kaka jest be i nie bierze się tego w
usta, jak nie chodzi się na wybory w posranych spodniach na dupie, bo wybory są:
bezpośrednie, wolne i równe. Na tym polega demokracja, że każdy obywatel sam
oddaje swój głos bezpośrednio, a Kaczyński wykorzystał do tego dziecko. Swojego
dziecka Pan Bóg mu odmówił, lub jak to mówi lewica: nie dała mu matka natura,
więc użył cudzego, podciągnął z całych sił do góry na brzuchu sprowadzoną w tym
celu z Gdańska wnuczkę zabitego brata Lecha, żeby cała Polska widziała, że
Kaczyński oddaje głos pośrednio, łamiąc zasady demokracji, bo kartkę do urny
dziewczynka wrzuciła, żeby ulitowała się cała Polska nad wyrafinowanym
politykiem, któremu tak się pomieszało, że nie wie dziś już , gdzie lewica,
gdzie prawica, gdzie SB-ecka przeszłość kuma Dubienieckiego, teścia Marty
Kaczyńskiej-Dubienieckiej, matki dziecka, która w odróżnieniu od swojej matki
używa wszak nazwiska dwuczłonowego, choć prokaczyńskie, kryptorasistowskie i
syjonistyczne media w Polsce ograniczają się do jednego.
Jarosław Kaczyński oddał nieważny głos w Komisji Wyborczej
zainstalowanej w Szkole Głównej Oficerów Pożarnictwa w Warszawie, bo tak chciał
Plan Boży, albo ślepy los, jak chcą wierzyć lewicowi ateiści, żeby człowiekowi,
który od lat robi sobie kpiny z demokracji i z Polskiego Narodu uświadomić, że
teraz już wszyscy w telewizji widzą, że Jarosław Kaczyński jest tam, gdzie w
1981 roku było ZOMO i helikopter z liną, po której ZOMO-wcy się spuszczali na
dach tego budynku.
Tak samo nieważne głosy, bo oddane nie bezpośrednio, lecz rękoma
swoich dzieci, a więc osób trzecich, zaliczył w swoim dorastaniu do poważnej
demokracji szef postkomunistów Napieralski z żoną, więc można śmiało
powiedzieć, że jeśli Rymarz, Szef Państwowej Komisji Wyborczej nie ukróci tej
infantylizacji Polski, to tylko patrzeć, jak po Sejmie zacznie uganiać się
szarańcza dzieci za krzyżem zdjętym ze ściany nad drzwiami waląc przy tym o
podłogę buławą marszałkowską, a za nimi pędzić będzie w tej transmisji
postkomunizmu na cały świat zdziecinniała banda idiotów z mandatami posłów,
którym zawierzono niegdyś, że będą demokratami.