Bóg, Naród, Ojczyzna. Ojcowizna otwarta na świat - ogólnonarodowe zjednoczenie ugrupowań pod historyczną nazwą - Listy na adres: Postfach 800626, 65906 Frankfurt am Main
Wpisy z tagiem: Smoleńsk
poniedziałek, 11 kwietnia 2011
Prymas Polski i Narodowcy przeciwko herezji: Jarosław Kaczyński zatracił ducha chrześcijańskiego!
Jan Paweł II nie potrzebuje kolejnych
pomników. Niech pomnikami będą nasze konkretne działania - powiedział w Gnieźnie
prymas Polski, abp Józef Kowalczyk 9 sekund(y)
temu ·
Stefan
Kosiewski Prymas Polski przeciwko herezji
pomnikowców JP2
O takiej
Polsce marzył Lech Kaczyński; marzył i walczył o nią, i być może dlatego nie
ma go już wśród nas. Ale jest z nami jego testament - mówił Jarosław
Kaczyński przed Pałacem Prezydenckim do swoich zwolenników. wiado...Zobacz
więcej
"Po śmierci organizm mógł wytworzyć pewną
ilość alkoholu" - wytłumaczył Minister Spraw Wewnętrznych Miller na konferencji
prasowej obecność alkoholu we krwi pobranej przez Moskwę ze zwłok generała
Błasika. Przewodniczący Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa
Państwowego badającej przyczyny katastrofy smoleńskiej dał przy tym znowu
Polakom dużo do myślenia wychodząc z rządową tym razem wersją zamachu
wypowiedzianą przez siebie uwagą: "Generał Błasik mógł być ochroną dla pilotów
przed presją".
Zgodnie z ustaleniami moskiewskiej komisji
wpływ na załogę tupolewa miała presja psychiczna ze strony dowódcy wojsk
lotniczych gen. Andrzeja Błasika, który przebywał w kabinie pilotów do momentu
rozbicia się samolotu. - Wykryto alkohol w jego krwi - powiedziała Anodina
dodając, że według wyników badań gen. Błasik miał 0,6 promila alkoholu we krwi.
- W krwi członków załogi nie było obecności jakichkolwiek preparatów, w tym
alkoholu - dodał Aleksiej Morozow.
Wyjaśnijmy zatem, iż nauka mówi o
pojawiającym się w krwioobiegu alkoholu będącym wynikiem przemiany materii w
organizmie ludzkim i notuje go w skali od 0,001 do 0,003 ‰, natomiast rutynowe
badanie krwi na zawartość alkoholu oraz innych preparatów na całym świecie nie
uwzględnia tych znikomych ilości alkoholu endogennego, który żywy organizm
mógł wprawdzie wytworzyć, lecz żaden organizm po swojej śmierci nie mógł
zaprawdę nic już wytworzyć, bowiem po śmierci każdy organizm przestaje
funkcjonować i nie wytwarza już nic, ani alkoholu, ani nic innego, gdyż rozkłada
się tylko na ulegające rozkładowi zwłoki oraz nieśmiertelną Duszę, która w ufnym
rozumieniu Polaka i Katolika jest w rękach Pana Boga, a według innych przekonań,
uznanych po Soborze Watykańskim II przez Jana Pawła II za równorzędne, wędruje
po świecie w ciałach różnych zwierząt nie dążących przecież w swoim życiu do
żadnego zbawienia, bądź też wypoczywa sobie na łonie Abrahama, żeby nie wchodzić
w konflikt z Palestyńczykami na ogrodach Allacha.
Jerzy Miller opowiada na konferencji
prasowej bzdury i tak ustawia dziennikarzy prasy światowej, żeby nie chcieli
obejrzeć karety, którą rząd Tuska może mieć w ręku zgłaszając ustami ministra
trzy bez atu.
Minister rządu Donalda Tuska mataczy
utrudniając śledztwo prowadzone przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie
w sprawie ustalenia sprawcy katastrofy w Smoleńsku, a to pozwala światu
przypuszczać, że policja, która założyła po śmierci generała Papały urządzenie
podsłuchowe w jego trumnie, mogła przenieść tymczasem ten podsłuch z aserwatów
MSW do trumny złożonej na Wawelu, żeby podsłuchać modlących się u trumny
prezydenta Kaczyńskiego rodaków, czy nie wygadają się przypadkiem w modlitwach
nad tą trumną, komu to jeszcze oprócz Palikota z Biłgoraja, czy Czeladzi
żydokomuna oddała monopol na wytwarzanie alkoholu na tym świecie i gadanie do
ludzi jak do pijanych Polaków.
W kabinie tupolewa były przynajmniej dwie
osoby, które nie powinny tam być: Błasik, Kazana i ten trzeci, który zgodnie z
sugestią ministra Millera mógł wywierać presję na podległych mu urzędników. Na
to wskazuje analiza głosów z pokładu tupolewa i potwierdzają chyba fotografie
odnalezionych w kabinie zwłok, a może tylko tych fotek nikt w Polsce jeszcze nie
obejrzał?
Premier Tusk znajduje się pod presją
dymisji złożonej de facto przez ministra
Millera.
Prokurator dobrze wie, co robi wodząc śledztwo na manowce, a
Niesiołowski w starym swoim stylu sypie kolegów bredząc w telewizji (3.), że nie
można mówić o odpowiedzialności karnej, bo "odpowiedzialność karna jest wtedy,
kiedy ktoś, no jakaś świadomość tego jest". Bo takie jest rozumienie
odpowiedzialności karnej senatora Niesiołowskiego, że jak ktoś zabił kogoś albo
okradł, czy zdradził kolegów, lub Ojczyznę, a nie ma świadomości tego, że zrobił
coś złego, to nie powinien za nic odpowiadać i prokurator nie powinien szukać
winnego. "Zresztą prawdopodobnie winni też już nie żyją" - mówi Niesiołowski i
nie wiadomo właściwie tylko, dlaczego używa liczby mnogiej? Bo jeśli pilot i
generał byli tylko biernymi wykonawcami rozkazu najwyższego Dowódcy Sił
Zbrojnych RP, to czy nie powinien za całe Zło odpowiadać tylko Hitler? Jeżeli
Gierek był dla Kaczyńskiego patriotą, chociaż zwalczał KOR, a jednak
Słonimskiemu ani żadnemu innemu żydowi krzywdy nie zrobił ani sam, ani w trójkę
z Kiszczakiem i z Jaruzelskim, a wręcz odwrotnie.
Niesiołowski postawił krzyżyk na Dolniakui 95 innych ofiarach.
http://sowa.quicksnake.pl/Stefan-Kosiewski Stefan
Kosiewski: Gawęda Polska. Niesiołowski postawił krzyżyk na Dolniaku i 95 innych
ofiarach. «więcej»
Możliwość odpowiedzialności
konkretnych osób za spowodowanie katastrofy w Smoleńsku zaczęła coraz bardziej
upominać się o prawo do zaistnienia w przestrzeni publicznej na sprawiedliwość w
Polsce i do przebicia się przez nieobyczajne zachowanie tudzież wysoce
nieodpowiedzialne wypowiedzi samego Jarosława Kaczyńskiego, który od pierwszego
dnia katastrofy zachowywał się tak, jak gdyby chciał tylko coś nieuniknionego
ukryć przed Narodem, o czym najlepiej wiedział. Potem zaś przez Antoniego
Macierewicza, który od przystąpienia do trockistowskiego KOR-u w 1976 r. niczym
innym właściwie się nie zajmował, jak tylko dezinformacją i wprowadzaniem
Polaków w błąd. Przypomnijmy chociażby, iż w maju 1977 r. Macierewicz miał
przyjechać do Krakowa, żeby wesprzeć polską młodzież w Czarnym Marszu
organizowanym w proteście na wiadomość o zabiciu Staszka Pyjasa przez Służbę
Bezpieczeństwa (taka wersja żywa była jeszcze w przeddzień marszu), lecz żaden
KOR-owiec nie wziął ostatecznie udziału w tym proteście, bo Macierewicz
przyjechał ponoć z Warszawy koleją i milicja miała go zatrzymać na dworcu w
Krakowie.
Jeszcze tego samego dnia ubowcy odebrali
mi w Sosnowcu na terenie akademików czarną rękawiczkę skórkową, którą
przywiozłem nieopatrznie z Krakowa i zacząłem niepotrzebnie robić nią
zamieszanie, by nie powiedzieć: furorę na Balu Wydziału Filologicznego pośród
niewinnych studentek Uniwersytetu Sląskiego, który przeniósł był do Sosnowca na
swoją chwałę towarzysz Gierek cztery lata wcześniej, żeby tacy jak
ja mieli gdzie studiować polonistykę u boku profesorów: Bujnickiego (brata
poety skazanego za zdradę Ojczyzny przez podziemny Sąd RP) i Opackiego, który
podobno nie był jednak TW "Irek".
Bracia Kaczyńscy nie wychylali się
wtedy jeszcze, nie współpracowali z KOR-em, bo przed obroną doktoratów z roli
ciał kolegialnych w kierowaniu wyższą uczelnią (Jarosław) uczyli
się do egzaminów z filozofii marksistowsko-leninowskiej, którą wcześniej
wykładał ich ojciec Rajmund na Politechnice Warszawskiej dla
żydokomunistów-aktywistów z PZPR-u. Jarosław dopiero w 1979 roku wciągnięty
został podobno przez Macierewicza na listę redakcji niezależnego miesięcznika
"Głos". Lech
Kaczyński obronił w 1979 r. pracę o zakresie swobody stron w zakresie
kształtowania treści stosunku pracy.
Niesiołowski natomiast uchodził naówczas
za zamachowca na pomnik Lenina w Poronienie. Był bohaterem narodowym, o którym
pisała na drugiej stronie "Trybuna Robotnicza" po zlikwidowaniu nielegalnego
"Ruchu", gdyż mało kto w Polsce
wiedział o tym, że Niesiołowski nosił
za młodu z jakiegoś powodu nazwisko
dwulicowe: Niesiołowski-Myszkowski, natomiast wersja o tym, że był prowadzony
przez ubowców jako TW "Leopold" i jako taki sypał własne narzeczone oraz
kolegów, których zapisywał wcześniej w tym właśnie celu do
konspiracji antykomunistycznej, nie została ostatecznie nigdy potwierdzona przez
samego zainteresowanego, chociaż znalazła odbicie w dokumentach Służby
Bezpieczeństwa przechowywanych przez IPN.
Niesiołowski znał osobiście posła
Grzegorza Dolniaka z Będzina, który zginął w katastrofie samolotowej pod
Smoleńskiem. We wrześniu 2006 r. obaj ci panowie pojawili się w Czeladzi na zaproszenie kolegi
partyjnego z Platformy Obywatelskiej, Zbigniewa Szaleńca, który wysłużył sobie
tymczasem emeryturę państwową robiąc za nauczyciela WF-u w Szkole Nr 4 i
darabiał jeszcze za senatora RP takiego samego jak Niesiołowski. Szaleniec
załatwił akurat dla swojej żony Iwony Szaleniec posadę Dyrektora Izby Tradycji
Miejscowych (zarządcy pałacu "Pod Filarami"), ponieważ nie mogła już dłużej
robić za przedszkolankę, bo budynek po tym przedszkolu na osiedlu Piaski sprzedał jej własny mąż z
przeznaczeniem na burdel, jeszcze jako zastępca burmistrza Czeladzi Marka Mrozowskiego z tej samej
Platformy, ds. komunalnych.
Niesiołowski gościł w Czeladzi jako
przedstawiciel tzw. wielkiej polityki, którego obecność miała nobilitować wśród
miejscowych ludzi całe to lokalne towarzystwo spod ciemnej gwiazdy, które sprywatyzowało
sobie po 1989 r. w Czeladzi m.in. kopalnię (2.) "Czerwona Gwardia" (dawniej
"Saturn", a jeszcze wcześniej "Wiktor" z szybami: "Kondratowicz",
"Julian", itd.). Nobilitować - to znaczy: pokazać, że koledzy burmistrza i jego
tzw. przeciwnicy polityczni nie wypadli sroce spod ogona i nie są jakąś zwykłą,
miejscową bandą złoczyńców, lecz stoi za nimi w Warszawie ktoś taki jak Palikot
i Niesiołowski. Przy czym Palikot urodzony w Biłgoraju w październiku 1964 r. w
w stanie wojennym miał 17 lat i został internowany chyba po znajomości, bo w
Czeladzi zrobił po Magdalence pierwszy milion, a potem sprywatyzował Polmos i
"Pod Filarami" w miasteczku pokazał się kiedy indziej, niż Niesiołowski, choć w
tym samym celu, tzn. nie pogardził także przy okazji wizyty prezentem kupionym
przez burmistrza z kasy miejskiej za 100 złotych dla mieszkającej w Czeladzi
córki Palikota, której akurat chyba się coś urodziło.
Wojskowa Prokuratura Okręgowa w
Warszawie, która winna prowadzić śledztwo w sprawie spowodowania katastrofy
samolotowej i sprowadzenia śmierci na 96 obywateli RP, nie zajmuje się niestety
od kilku miesięcy niczym innym, jak tylko przyjmowaniem różnych wersji przyczyn
katastrofy a wszystko po to, żeby prawdziwy temat zainteresowania Polaków
(Zbrodnia i Kara) ukryć za zasłoną dymną pluralizmu wersji najbardziej nawet
idiotycznych, jak posądzenie Rosjan o robienie sobie nad własnym lotniskiem
smrodu w postaci sztucznej mgły po to tylko, żeby później przed tą mgłą
przestrzegać pilotów rosyjskich samolotów i tupolewa prezydenta RP oraz kierować
ich na lotniska w innym miejscu. Prokurator Generalny RP Andrzej Seremet naraził na
ośmieszenie w oczach światowej opinii sprawowanego przez siebie urzędu poprzez
mataczenie, że zwrócił się oficjalnie do władz Stanów Zjednoczonych z zapytaniem
o możliwość wyprodukowania takiej mgły przez Rosjan, zamiast zapytać
bezpośrednio u producenta.
Bo dla wszystkich było jasne, że chodzi im
tylko o to, by wygrać na czasie. Dopóki nikt nie wiedział w Polsce, czy ktoś
inny, poza tajnymi służbami w Polsce, nagrał tę rozmowę braci Kaczyńskich
przeprowadzoną przez telefon satelitarny i mógłby chcieć ją wykorzystać przed
wyborami prezydenckimi w Polsce. Prokurator wojskowy nie śmiał więc wzywać na
przesłuchanie jedynego żyjącego uczestnika tej kluczowej dla całej sprawy
rozmowy, który mógł się przecież niebawem okryć immunitetem chwały
prezydenckiej predystynującej nie tylko na Wawel ale przede wszystkim do
wydawania rozkazów pilotom i przedwczesnego kierownia prokuratorów na zasłużoną
sobie emeryturę.
Nie po to przecież prokurator Andrzej
Seremet został powołany przez jednego Kaczyńskiego w marcu 2010 r. na stanowisko
Prokuratora Generalnego, żeby rzucać drugiemu Kaczyńskiemu kłody pod nogi.
Prokurator nie taki głupi jak wypromowany w telewizji socjolog Migalski, który
chciałby pogryźć rękę, która go wpisała na listę do wykarmienia w Brukseli.
Jarosław Kaczyński mógł więc bez obaw
zgłosić swoją kandydaturę na prezydenta, a prokurator wojskowy pozwolił sobie
wezwać Jarosława Kaczyńskiego na przesłuchanie dopiero po wyborach, żeby Polacy
mogli się dowiedzieć, że Kaczyńscy mieli potrzebę skorzystania ze służbowego
telefonu satelitarnego Prezydenta RP tylko po to, żeby pogadać sobie o stanie
zdrowia mamy, który dla obu nie był żadną nowością, bo Pierwsza Mama
Rzeczypospolitej od dłuższego czasu przebywała na chorobowym, a jak Pan Bóg
pozwoli, to przeżyje obu swoich synów.
Prezydent Lech Wałęsa, który wyhodował
Kaczyńskich na własnej piersi w Związku Zawodowym Solidarność, w Tygodniku
Solidarność i w Kancelarii Prezydenta i za to jest przed Bogiem i Historią
prawdziwie odpowiedzialny, a nie za figurowanie w latach siedemdziesiątych na
liście płac Służby Bezpieczeństwa, twierdzi że kluczem do sprawy
odpowiedzialności za katastrofę w Smoleńsku jest nagrana przez nie wiadomo w
końcu kogo, poza służbami specjalnymi Warszawy, rozmowa obu braci, którzy do
filmu "O dwóch takich, co ukradli księżyc" przefarbowani byli na słomianych
blondynów, a czysto polskie głosy podłożyły za nich dwie aktorki i to miało
chyba już w jakiś sposób się odcisnąć jeżeli nie na obu, to przynajmniej na
bezdzietnym singlu. Jarosław Kaczyński chciał kandydować i nikt mu w tym nie
przeszkodził, chociaż jako prezydent mógł paść ofiarą szantażu Tajemnych Złych
Sił, które nie chcą przekazać do Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie ani
stenogramu nagranej rozmowy, ani oryginalnego nagrania na żadnym nośniku.
W tej sytuacji prokurator Seremet
rozważa publicznie możliwość wezwania na
przesłuchanie konkretnych osób odpowiedzialnych za zorganizowanie zakończonej
katastrofą prywatnej wycieczki Lecha Kaczyńskiego do Katynia, na którą zabrało
się pełno różnych osób, którym na rękę było, żeby Lech Kaczyński wystartował w
ten spektakularny sposób w kolejnych wyborach na prezydenta RP. Lech Kaczyński
mógł już parę lat wcześniej udać się na groby polskich oficerów do Charkowa, był
nawet z oficjalną wizytą na Ukrainie i miał te kwiatki wpisane do programu
wizyty, ale nie doleciał, zaniemógł bez podania powodu, a może chodziło
o oczyszczenie z "elementów nacjonalistycznych" wizyty popierającej w wyborach
europejszczyka Juszczenkę.
Prokurator Generalny odchodzi więc od
kwestii ewentualnej odpowiedzialności braci Kaczyńskich za wymuszone na pilotach
i generałach lądowanie i spowodowanie katastrofy, a mówi o możliwości wezwania
na przesłuchanie urzędników z Kancelarii Prezydenta organizujących od strony
technicznej lot, odpowiedzialnych za zabranie takiej ilości paliwa, że w
Smoleńsku starczało tego jeszcze na lot do Paryża i z powrotem do Warszawy, a
nie starczało tam, gdzie według stenogramu chciał latać Dyrektor Kazana.
Prokurator mówi, że może przesłuchać urzędników odpowiedzialnych za zakup i
zabranie na pokład samolotu na potrzeby kateringu prezydenta tysięcy buteleczek
alkoholu, których Palikot nie może odcierpieć, bo od paru lat nie jest już w
Polmosie a tylko przechwala się publicznie, że nosił w dawnych czasach flaszki
po poetach.
Prokurator dobrze wie, co robi wodząc
śledztwo na manowce, a Niesiołowski w starym swoim stylu sypie kolegów bredząc
w telewizji (3.), że nie można mówić o odpowiedzialności karnej, bo
"odpowiedzialność karna jest wtedy, kiedy ktoś, no jakaś świadomość tego jest".
Bo takie jest rozumienie odpowiedzialności karnej senatora Niesiołowskiego, że
jak ktoś zabił kogoś albo okradł, czy zdradził kolegów, lub Ojczyznę, a nie ma
świadomości tego, że zrobił coś złego, to nie powinien za nic odpowiadać i
prokurator nie powinien szukać winnego. "Zresztą prawdopodobnie winni też już
nie żyją" - mówi Niesiołowski i nie wiadomo właściwie tylko, dlaczego używa
liczby mnogiej?
Bo jeśli pilot i generał byli tylko
biernymi wykonawcami rozkazu najwyższego Dowódcy Sił Zbrojnych RP, to czy nie
powinien za całe Zło odpowiadać tylko Hitler? Jeżeli Gierek był dla
Kaczyńskiego patriotą, chociaż zwalczał KOR, a jednak Słonimskiemu ani żadnemu
innemu żydowi krzywdy nie zrobił ani sam, ani w trójkę z Kiszczakiem i z
Jaruzelskim, a wręcz odwrotnie. To, czy warto było Polakom słuchać za Gierka
Wolnej Europy i uczyć się na pamięć nazwisk KOR-owców?
Gawędę Stefana Kosiewskiego
zatytułowaną "Niesiołowski postawił krzyżyk na Dolniakui 95 innych ofiarach" czytał z Frankfurtu nad Menem
Autor.
Kluczem jest nagranie telefoniczne rozmowy braci . L.Wałesa
Moja wersja
Sprawy miały się tak ;
Piloci odmówili lądowania .
Prezydent zadzwonił do brata , ten zalecił z przymiotnikach lądowanie .
Prezydent wysłał szefa protokółu do pilotów , piloci odmówili .
Prezydent wezwał i wysłał Generała , piloci odmówili .
Generał po żołniersku załatwił lądowanie .
Tak moim zdaniem wyglądało to lądowanie .
Czy można będzie to udowodnić ? wydaję się że tak ? kiedy ? a to już inna sprawa .
Kluczem jest nagranie telefoniczne rozmowy braci . L.Wałesa
Tak ostrzegałem przed wyborami Kaczynskich , kilka lat temu i ostrzegam dziś
Kaczyńscy to Nieszczęście gdziekolwiek się pojawią , dlatego wyrzuciłem ich obu z pracy swego czasu ,zrobiłem to trochę za późno .Dziś zrobiłbym to samo Ten któremu przekazałem ZZ Solidarność w 1990 r L .Kaczyński . W tamtym czasie wice przewodniczący przeze mnie zresztą uczyniony tak mi i Polsce pomagali w najtrudniejszym momencie dziejów .Czy z takimi ludźmi mogłem więcej osiągnąć Na każdym kroku zdrada , agenci i takie postawy .Jak n/p odebrał pan jego Kwaśniewskiego prezydenckie zwycięstwo w 1995 roku? - Nie ukrywam, że zdecydowanie ,dobrze. Wypiłem wtedy potężny kielich dobrego wina". To mówi Jarosław Kaczyński o Aleksandrze Kwaśniewskim. Kto nie; wierzy, niech sprawdzi na 244. stronie książki 0 dwóch takich... Alfabet braci Kaczyńskich" wywiadu rzeki ,który przeprowadzili z rządzącymi dziś Polską bliźniakami Michał Karnowski i Piotr Zaremba . Kłamcy i Oszuści poderwali mi autorytet zniszczyli zaufanie bardziej niż SB i robią to nadal jak widać .
Sąd nakazuje pozwanemu Lechowi Kaczyńskiemu, aby w terminie jednego miesiąca od daty uprawomocnienia się wyroku zamieścił na własny koszt dwukrotnie dzień po dniu w Radiu Oświadczeniem tym stanowiącym oczywistą nieprawdę naruszyłem dobre imię oraz godność osobistą Lecha Wałęsy. Niniejszym oświadczeniem przepraszam Lecha Wałęsę za naruszenie jego dóbr osobistych i odwołuję, to, co o Nim wówczas powiedziałem Lech Kaczyński", + 10 000 zł na cele społeczne