Bóg, Naród, Ojczyzna. Ojcowizna otwarta na świat - ogólnonarodowe zjednoczenie ugrupowań pod historyczną nazwą - Listy na adres: Postfach 800626, 65906 Frankfurt am Main
Wpisy z tagiem: Kosiewski
wtorek, 22 lutego 2011
Stefan Kosiewski do Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie, Kaczyński, Giertych
dot.: śledztwa w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem, Antypolskiego Pogromu w Tomaszowie Maz. 5. 7. 2008 r., działalności band żydowskich w strukturach państwowych Rzeczypospolitej Polskiej; AP III Ko 726/ 10, Warszawa; http://gloria.tv/?media=126704
tu: dochodzenie w sprawie: Roman Giertych, Liga Polskich Rodzin; Prokuratura Okręgowa w Warszawie, sygnatura akt: V Ds. 49/07
Szanowni Państwo,
dziękuję uprzejmie za pismo z 8 lutego 2011 r. i przyjmuję do wiadomości, że korespondencja przekazana Państwu przez Prokuraturę Generalną przy piśmie z 2 lutego 2011 r. zawiera treści tożsame z korespondencją wysłaną przeze mnie 29 stycznia 2011 r., o sposobie załatwienia której poinformowany zostałem pismem z 3 lutego 2011 r.
Nie popełnię chyba błędu stwierdzając, że treści podnoszone przeze mnie w kolejnych pismach muszą być tożsame, gdyż dotyczą tych samych spraw; diabeł jak wiadomo tkwi w szczegółach.
W części korespondencji dot. katastrofy samolotowej pod Smoleńskiem takim szczegółem jest np. położenie zwłok gen. Błasika w kabinie tupolewa; Pan Prokurator płk Ryszard Filipowicz przyznał publicznie, że Prokuratura jest w posiadaniu dokumentu ubogacającego w tej materii we wiedzę, którą nie dysponuje jeszcze Jarosław Kaczyński. W interesie publicznym leży chyba jego niezwłocznie zgłoszenie się do Prokuratury na rozmowę wyjaśniającą.
Ponieważ Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie nie odpowiedziała dotychczas na kierowane do niej przeze mnie wnioski, m.in. o uznanie czynnika społecznego za stronę w sprawie wykrycia osoby/ osób odpowiedzialnych za spowodowanie katastrofy i śmierć 96 obywateli RP; jak w piśmie z 5 czerwca 2010 r. wnoszę o przesłuchanie Jarosława Kaczyńskiego w związku z możliwością współodpowiedzialności za spowodowanie katastrofy 10 kwietnia 2010 r. i śmierć 96 obywateli RP.
Natomiast w części dotyczącej działalności w Polsce zorganizowanych grup przestępczych złożonych z osobników o żydowskich nazwiskach pragnę tylko podzielić się wiedzą akademicką zdobytą przeze mnie na studiach polonistycznych pod kierunkiem takich znawców Języka Polskiego jak prof. Malicki i prof. Polański, która pozwala powiedzieć, że nazwisko: Giertych jest tak samo żydowskim nazwiskiem jak np. nazwiska: Gierek, Dietrich i Seremet.
Roman Giertych doszedł w nadzwyczaj młodym wieku do władzy, państwowych pieniędzy i zaszczytów, bo Naród Polski zawierzył był legendzie wyrobionej przez tajne służby, że z nazwiskiem Giertych należy kojarzyć wszystko, co dobre było ongiś w polskiej Narodowej Demokracji, a nie zaś tajne spotkania w pokojach hotelowych Macieja Giertycha, ojca Romana z oficerami Służby Bezpieczeństwa i wywożenie przez niego na Zachód Europy artykułów napisanych przez ubowców, artykułów gotowych do publikacji w prasie będącej oficjalnie w rękach dziadka Jędrzeja Giertycha.
Roman Giertych odszedł z polityki po wyczerpaniu się dla niego możliwości działania i po skończeniu się kasy, z której Liga Polskich Rodzin Macieja i Romana Giertychów czerpała pełnymi rękoma. Chętnie wróciłby on do polityki, państwowych dotacji partyjnych i przywilejów władzy, " gdyby nastroje i samoświadomość w społeczeństwie zmieniły się diametralnie" - przyznaje Roman Giertych w wywiadzie dla onetu nie pytając, jak czynili to jeszcze miejscowi zrodzeni przez Redlińskiego w "Konopielce" w tym samym chyba roku, w którym urodził się Roman Giertych pozbawiony w swoich dywagacjach dylematu dręczącego jeszcze miejscowych Redlińskiego, czy "diametralnie" to znaczy: dobrze, czy kiepsko?
Zdradzając się z marzeń politycznego nieroba o powrocie do żłoba w krainie Szlarafii Roman Giertych nie tylko szczerze przyznaje, że nie płaci składek członkowskich w żadnej partii ale i oznajmia, że nic nie robi na rzecz politycznej organizacji Narodu Polskiego. Nie ma także zamiaru pracować pozytywistycznie u podstaw, by zmienić świadomość Narodu na lepszą, bo tym zajmują się przecież jak wiadomo zawsze na całym świecie tajne służby, a nie młodzi działacze partyjni. Dlatego też Giertych nie mówi o świadomości Narodu, lecz o "samoświadomości społeczeństwa". Cynicznie wyciąga przy tym na wierzch brudy, które Polakom podchodzą do gardła: żydokomunistyczne nieporządki w Resorcie Sprawiedliwości i ubecki charakter tajnych służb Rzeczypospolitej Polskiej Kiszczaka ustanowionej oficjalnie przy wódce w Magdalence.
Tymczasem Marian Brudzyński, autor projektu nazwanego w jakimś obcym języku "Korporacja Subvento" i jeden z byłych kolegów partyjnych Romana Giertycha zachowuje zimną krew, mimo ciosów zadawanych mu z różnych stron przez tajemniczych osobników i przypomina na internetowej stronie propolonia.pl o dochodzeniu prowadzonym od lat przeciwko temuż Giertychowi przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie, sygnatura akt: V Ds. 49/07.
Portal propolonia lubi dziś na fejsbuku 397 osób . Może komuś wydać się ta licza małą, np. w zestawieniu z liczbą 3027 dokumentów księgowych i 417 umów zleceń i o dzieło, na łączną kwotę 14. 466.973 zł. , obciążającą byłego szefa partii LPR a zgromadzonych (dokumentów) dotychczas przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie. Marian Brudzyński obwinia Romana Giertycha jeszcze o inne, brzydkie rzeczy, które mogą być zakwalifikowane przez Prokuratora jako przestępstwa. Trzeba tylko, żeby Prokuratura w Polsce nie zamiatała partyjnych śmieci pod dywan jak za Jaruzelskiego i Gierka, lecz żeby kierowała się w pracy konstytucyjną zasadą równości obywateli wobec prawa.
Marian Brudzyński deklaruje zgłoszenie wniosku o zmianę kwalifikacji zarzucanych czynów i o ściganie zorganizowanej grupy przestępczej, która działała jego zdaniem w b. kierownictwie LPR.
Biorąc pod uwagę demonstrowaną przez Romana Gierycha bezpartyjność oraz wspomnianą powyżej aktywność medialną, w której wyjawia on zamiar powrotu do życia politycznego na zasadzie zrozumiałej tylko dla osób wtajemniczonych w rolę guzika o innym kolorze niż wszystkie pozostałe, przyszywanym do sutanny przywdziewanej przez osoby, którym powierza się do odegrania tajne role, wnoszę o przejęcie przez Prokuraturę Apelacyjną w Warszawie dochodzenia prowadzonego przez Prokuraturę Okręgową, sygn. akt: V Ds. 49/07.
Uzasadniając: wychodzę z przekonania, że Naród Polski nie jest jednak tak ciemny, jak chciałyby sądzić osoby z tylnego fotela podpowiadające być może Romanowi Giertychowi możliwość ukrycia się na kilka lat pod płaszczem opieki immunitetu Senatora, czy też tzw. Posła Niezależnego.
Sytuacja zawsze może zmienić się diametralnie, jak mówią adwokaci swoim klientom, jak tylko pojawią się nowe okoliczności w sprawie. O to niniejszym zabiegam.
Jaruzelski jest po
skomplikowanej operacji "plus problemy neurologiczne" - jak sam wyjaśnia, więc
na wstępie listu otwartego do prezydenta Komorowskiego generał przeprasza za ew.
nieporadności.
A jest za co przepraszać, bo młodym Polakom należy nie
tylko w grudniu przypominać o tym, iż pośród wielu różnych nieporadności
Wojciech Jaruzelski ma na swym koncie wydany jednak przez kogoś rozkaz
strzelania do Polaków na Wybrzeżu w 1970 roku. Generał Jaruzelski robił za
Ministra Obrony Narodowej PRL-u także w 1981 roku, kiedy z Warszawy poszedł taki
sam rozkaz mordowania Polaków, strzelania do strajkujących w Katowicach górników
i do Polaków na ulicach Lubina. Zgładzenie polskiego księdza Popiełuszki jak i
cała działalność terrorystycznej OAS bez wątpienia należą też do nieporadności
totalitarnej władzy żydokomunistycznej, która nie umiała sobie poradzić z
niepokornym Narodem Polskim i jego niezwyciężoną, bo naturalną, otrzymaną w
darze od Boga wolą wybicia się na niepodległość spod kryptorasistowskiej władzy,
którą Naród nasz zawsze będzie odczuwał jako obcą. Tak jak Ujgurzy za obcych
odczuwają zmasoneryzowanych Chińczyków, którzy dla pozoru tylko ogłupiają
podbite narody marksistowską ideologią komunistyczną, żeby móc zbijać dla siebie
realny kapitał, bogacić się kosztem zniewolonych narodów.
Czy mianowany
na Polskę rezydent żydokomunistycznego KGB nie poczuł się w Polsce nigdy obco?
Czy Jaruzelski nie poczuł się nigdy obco w domu przy ul. Ikara, którego to domu
sam nie zbudował i nie odkupił prawowicie od właściciela, Polaka mieszkającego w
USA? Czy rżnie głupa idąc w zaparte jak pospolici kryminaliści w mundurach i po
cywilu wykonujący wydane przez niego nieludzkie rozkazy?
Stan wojenny w
Polsce bezprawiem i zdradzieckością nie odbiegał zaiste od napadu Związku
Sowieckiego na Polskę 17 września 1939 roku. Okupant hitlerowski nie strzelał
bowiem z karabinów do zaganianych do niewolniczej pracy Polaków, jak w Gdyni
1970 roku obca władza komunistyczna z rozkazu Ministra Obrony Narodowej PRL-u
strzelała do Polaków.
Dlaczego Wojciech Jaruzelski w liście do prezydenta
Komorowskiego nie mówi o sobie jako o byłym Ministrze Obrony Narodowej, który
przed Sądem Ostatecznym winien jeszcze odpowiedzieć przed sądem demokratycznej
Polski za wydane przez siebie antypolskie rozkazy, chociaż sam przypomina, że w
gronie byłych szefów państw komunistycznych był jedynym "profesjonalistą
wojskowym"?
Dlaczego emeryt wojskowy używa oczyszczającej go z
indywidualnych grzechów formy pluralis maiestaticus? Dlaczego mówi o sobie: "My,
komuniści"? Dlaczego przysposabia sobie świadomie tę niezręczność stylistyczną?
Dlaczego wciąga do współodpowiedzialności za swoje Grzechy: Wałęsę i
Komorowskiego? Nie odpuszcza przy tym całej liście wyliczonych z nazwiska
zachodnich polityków, wymienia po nazwisku Mazowieckiego z Janem Pawłem II,
Tymińskiego, Rulewskiego i nie gardzi posłużeniem się nazwiskiem jednego z
najmłodszych psów Jarosława Kaczyńskiego?
O co tak naprawdę chodzi
prezydentowi Jaruzelskiemu w tym liście otwartym do prezydenta Komorowskiego i
po co ten list jest aż tak długi, jeśli generał przeczuwa już swoją nieuchronną
godzinę zejścia a może i zna datę pogrzebu na Powązkach, czy Wawelu, lub tylko w
Panteonie Wybitnych Polaków przy Kurtyce, bo w ostatnim słowie przydługiego
listu generał pisze: "Ja zaś już tylko kandyduję do miejsca, w którym wszyscy -
wcześniej , czy później - się znajdziemy".
Jaruzelski nie daje Polakom
spokoju do ostatniej chwili swego zafajdanego życia, bo najwyraźniej chce żeby
komunizm zwyciężał nawet po jego śmierci, poza grób. Dlatego wszystkich, kogo
tylko może wpycha do jednego kotła, diabłu na pociechę, bo nawet przez myśl mu
nie przejdzie, że świat jest jednak bardziej złożony i skomplikowany, niż prosta
jak drut lista agentów żydomasońskiej władzy na tym świecie.
Tymczasem
Katolicy wiedzą, że po śmierci pójdą do Nieba a ubogacił nas tą wiedzą sam Pan
Jezus Chrystus. Inne wiary i narody mogą sobie iść na łono swych ojców,
zamieniać się w nic, panującą zarazę, święte krowy i psy. Dla Polaków Pan Bóg
Ojciec ma Królestwo Niebieskie, w którym Jezus Chrystus przygotował dla
wierzących w Niego pokoje. Arabów Allach zabiera w nagrodę za życie na tym
świecie do niebiańskich ogrodów, bo życie ma przecież dla większości ludzi na
świecie swój głęboki sens. A tylko bezduszni ludzie o myślach nieskomplikowanych
jak: rozkaz, pociągnięcie za cyngiel i wystrzał z lufy mogą sobie jak bydło
zwyczajnie iść do piachu.
Gdzie generał Jaruzelski chciałby pociągnąć za
sobą pluralizm kulturowy świata? Oto jest pytanie spektakularne! Jaruzelski
przychodzi Hamletowi z pomocą podpierając się na tym swoistym, bo
zainscenizowanym przez siebie Sądzie Ostatecznym, co rusz inną osobą.
-
Któż z was jest bez winy, zdaje się pytać publicznie generał Jaruzelski przed
śmiercią? Czy prezydent Bush zapraszając mnie do Ambasady USA w Warszawie nie
zdjął już ze mnie de facto całego odium za stan wojenny? Przecież mógł ze mną
inaczej rozmawiać, niż to było, po czym zabawia Polaków szczegółami ukrywanego
dotychczas przed Narodem Polskim spotkania prezydenta Stanów Zjednoczonych z
warszawskim wasalem Moskwy.
A czy Papież Jan Paweł II nie rozmawiał ze
mną jak z Człowiekiem i nie błogosławił po tych strzelaninach za Gomułki i
zajściach w stanie wojennym, które nie mają przecież żadnego znaczenia przy
prawdziwym ogromie zniszczeń wojennych - relatywizuje uświadamiając: czyż
Wojtyła nie błogosławił Polaków do Unii Europejskiej? A Gorbaczow, czy Gerber,
czyż nie uciekł w końcu z Rosji do tej samej Ameryki, w której Brzeziński
kształcił się i rozwijał w Sztuce Królewskiej? Do Ameryce, która w naszej
Polsce, Polsce Kwaśniewskiego i Buzka zrobiła sobie bazę przeładunkową dla
kozłów ofiarnych wyznaczonych rozkazem do Guantanamo?
Relatywizując
swoją odpowiedzialność za ludzkie ofiary i nieludzki stan wojenny, czyli tzw.
już tymczasem mniejsze Zło (bo większe to jak wiadomo: Hitler i Mussolini,
Stalin, Fidel Castro i Kambodża) generał Jaruzelski tak naprawdę nie rzuca słów
na wiatr i nie mówi bynajmniej do ściany. Zwraca się bowiem konkretnie oraz
imiennie do młodych trockistów w Polsce, żydokomunistycznych rewizjonistów,
którzy zapowiedzieli na 12 grudnia 2010 roku tradycyjną chucpę przed domem przy
ulicy Ikara w Warszawie, w którym Jaruzelski chciałby sobie w spokoju wspominać
kolejną rocznicę wprowadzenia przez siebie rozkazem stanu wojennego, o którym
członek Rady Państwa o żydowskim nazwisku Reiff dowiedział się od niego po
herbacie, że ma jeszcze tylko do podpisania ten tzw. akt Rady
Państwa.
Jaruzelski promuje dzisiaj 15 sygnatariuszy innego listu
otwartego zapraszających na nocną imprezę, toasty i grzańca przed zajmowanym
przez niego domem, a zamiast zawiadomić władze porządkowe stolicy o
zapowiedzianej akcji chuligańskiej w środku nocy pod oknem umierającego,
zwolnionego ze szpitala po skomplikowanej operacji śmiertelnika, wymienia
precyzyjnie typowanych przez siebie na opozycjonistów ludzi, mianowanych
rozkazem przywódców in spe dla buntujących się Polaków. Jaruzelski mówi:
Zdzisław Krasnodębski, Paweł Lisicki, Jan Pospieszalski, Bronisław Wildstein,
Ecce homo, Piotr Zaremba, Rafał Ziemkiewicz, Tomasz Sakiewicz.
W taki
sam sposób (po nazwiskach) żydokomuna namaszczała zawsze swoich rzekomych
wrogów, a w rzeczywistości mianowanych następców. Najpierw Gomułka podrzucał
Polakom pojedyncze nazwiska: Michnik, syn Ozjasza Szechter, Modzelewski i Kuroń,
a potem listę członków i współpracowników KOR-u wyznaczonych zawczasu do
współrządzenia w przyszłości Polakami promowała w kółko i na okrągło masowa
propaganda. W taki sam sposób namaszczany i wciskany Polakom był wcześniej
Kazimierz Mijal, który dożył w końcu 100 lat a zanim dał się poznać jako Radio
Tirana, to kierował przecież w latach 1947-1950 Kancelarią Prezydenta Bieruta,
by w stanie wojennym powrócić z Pekinu do PRL-u Jaruzelskiego.
Koło się
zamyka, koło wiecznych powrotów w kieracie narzuconego Polsce niewolnictwa:
Mirosław Chojecki założył najpierw Komitet Obrony Robotników w 1976 roku, a po
Magdalence i okrągłym stole Stowarzyszenie Wolnego Słowa, które w czasach
wolności wywalczonej dla Polski przy kieliszku wódki przez Kiszczaka i Wałęsę z
Michnikiem i Kaczyńskim nie ma już przecież nic do roboty, jak tylko urządzać
sobie publicznie kpiny z pogrzebu Polski.
Pozostaje zatem na koniec
wspomnieć o niebagatelnej roli w kulturze i w życiu każdej rodziny Chasydów, bo
Jaruzelski powinien jednak jeszcze trochę pożyć, żeby w wolnej Polsce móc
odcierpieć chociaż za swoje winy, jeśli nie chce po katolicku odpokutować.
Chociaż tak Bogiem a Prawdą to nie wiadomo, czy jakiś inny generał rozkazodawca
umiałby się w Niebie gdzieś przed Popiełuszką i górnikami z Wujka schować?
Jedno winno być jasne dla wyznaczonych przez Jaruzelskiego następców:
gdyby Adolf Hitler żył tak długo, jak Kazimierz Mijal, a w Niemczech była by
taka sama demokracja i Unia Europejska, co w Polsce, to pewnie do dzisiaj toczył
by się w najlepsze Proces Norymberski, a między pobytami w szpitalu i na sali
sądowej były Kanclerz Hitler doradzałby na posiedzeniach Rady Bezpieczeństwa
Narodowego obecnej i przyszłej pani Kanclerz Niemiec jak prezydent Jaruzelski
doradzał w tych oto dniach prezydentowi Komorowskiemu, na którego wojsko nie ma
żadnego haka, bo i po co niby właściwie, jeśli oprócz Stowarzyszenia Wolnego
Słowa jest w Polsce ONR a 11 listopada Janusz Korwin-Mikke przemawiał pod
pomnikiem Narodowca Dmowskiego z namaszczonym na opozycjonistę redaktorem
Ziemkiewiczem, który nie bez kozery jest przecież z gazety Rzeczypospolita, a ta
jest w rękach kapitału obcego.
Naród ma prawo się bronić. Przed zagładą, wyniszczeniem przez inny naród, przed potopem i podstępem, przed zbrodnią Naród ma prawo do obrony koniecznej. Polak ma prawo bronić własnego Narodu i własnej Ojczyzny przed złoczyńcami żydokomunistycznymi w pierwszym, drugim, trzecim i czwartym pokoleniu. Działanie w obronie koniecznej wyłącza przestępność czynu.
Nie jest przestępcą, kto występuje w obronie koniecznej. Polak nie musi za demokracji podkładać ładunków bombowych jak bracia Kowalczykowie za czasów Gierka, którym żaden prezydent RP nie oddał honoru, nie przyznał Orderu Orła Białego za tamten głośny protest w obronie niepodległości Narodu Polskiego i suwerenności Ojczyzny.
Polak może nie iść na wybory, nie głosować na nich; może olać tych, którzy są u władzy ale i ma też prawo z godnością bronić się i odpowiadać na ich bezmyślne czyny.
Polak ma prawo nasrać na żydokomunistyczny porządek zaprowadzony w mojej Ojczyźnie po 17 września 1939 r. a umocniony przez generała Służby Bezpieczeństwa Kiszczaka i uległych mu ludzi o mentalności agentów, tajnych współpracowników SB, którzy potajemnie spotykali się z nim i z Jaruzelskim w lokalu kontaktowym w Magdalence, a następnie przy tzw. okrągłym stole w okazałym budynku, przy udziale kamer telewizyjnych i przedstawicieli Kościoła Katolickiego, z których jeden tylko biskup Orszulik umiał po 10 latach powiedzieć prawdę o swoich rozmówcach w wywiadzie dla gazety wyborczej: Ci bandyci, z którymi się wtedy spotkałem.
17 sierpnia 2010 r. odważny Polak w podeszłym wieku rzucił słoikiem z nieczystościami w tablicę umieszczoną kilka dni wcześniej na ścianie Kancelarii Prezydenta RP, za którą to ścianą był chyba rozstawiony ten okrągły stół Kiszczaka. Odprowadzany przy użyciu siły przez czteroosobowy patrol Straży Miejskiej 71-letni staruszek obie dłonie wykręcanych rąk zaciskał po bohatersku w kształcie litery V jak victor, zwycięzca.
Na podstawie informacji uzyskanych przez Magazyn Europejski SOWA od Komendy Stołecznej Policji w Warszawie wiemy, iż bohaterski staruszek z Lubelszczyzny przetrzymany został na noc w areszcie policyjnym, chociaż policja ustaliła już jego dane osobowe i nie zachodziło podejrzenie, iż zatrzymany może nie stawić się nazajutrz w celu prowadzenia przy jego udziale dalszych działań wyjaśniających.
Absurdalność zarzutów postawionych zatrzymanemu staruszkowi została wyjaśniona w krótkiej rozmowie telefonicznej, którą przeprowadziłem osobiście 20 minut po godzinie 22 z młodszym aspirantem Mariuszem Mrozkiem.
Zatrzymany Polak nie może być oskarżony o zbezczeszczenie miejsca czci, bo zabrudził tylko kałem kamienną tablicę, która nie jest obiektem żadnej czci, lecz informuje jedynie o tym, że w tym miejscu zbierali się Polacy. Obrzucona kałem tablica informacyjna nie oddaje też sama w sobie czci osobom, które zginęły w katastrofie pod Smoleńskiem, chociaż w napisie nawiązuje do okoliczności zbierania się w tym miejscu Polaków.
Działa w obronie koniecznej ten, kto występuje w celu przywrócenia porządku lub spokoju publicznego.
Z winy Jarosława Kaczyńskiego i Antoniego Maciarewicza, byłego współpracownika i byłego członka ateistycznego, trockistowskiego KOR-u, Polska stała się w ostatnich dniach pośmiewiskiem dla całego Bożego świata. Zawinił znowu też Episkopat, który przez lata nie umiał wyłączyć z działań politycznych zakonnika Rydzyka i nie umiał znowu w porę nazwać Zła po imieniu. Zapomnieli znowu Biskupi o swoich obowiązkach pasterskich w stosunku do Narodu Polskiego, który to Naród wierzy głęboko w Boga, modli się za swoich Pasterzy i znowu broni się osamotniony, a broni się tak, jak nauczył się z książek, od Polaka Noblisty, jak Zagłoba bronił Polski przed Potopem. Fortelem.
W celu przywrócenia porządku publicznego w Warszawie i spokoju publicznego w Polsce odważny, podeszły wiekiem Polak rzuca szklanym słoikiem w kamienną tablicę. Czy może zachodzić podejrzenie, że w zderzeniu z cienkim szkłem słoika uszkodzony zostanie kamień? To przecież dzieci szkolne zabawiają się za pomocą dłoni w: kamień, papier, nożyce. Dziecko to wie, że kamień jest silniejszy od słoika z gównem, a papier zwycięża kamień, bo dłoń jak papier zawija pięść.
Polska jest w tych dniach obiektem zamachu sekty mutantów żydokomunistycznych drugiego pokolenia. A nikt nie ma odwagi zatrzymać Jarosława Kaczyńskiego na 48 godzin do wyjaśnienia chociażby spraw związanych z aferami dokonanymi po Magdalence przy udziale obu braci, z których żaden nie zasłużył nie tylko na Aleje Zasłużonych ale i na dotychczas okazywaną cierpliwość przez Polaków.
Obrona musi być konieczna, co oznacza, że należy zachować umiar w wyborze środka obrony, oraz że nie może zachodzić rażąca dysproporcja między dobrem bronionym a dobrem poświęconym.
Poinformowany o możliwości złożenia skargi na działania policji uważam, że nie należy normalnych, trzeźwych i zdrowych na umyśle ludzi, ubranych przyzwoicie w białe, zaprasowane spodnie i czystą koszulę latem zatrzymywać w policyjnych celach, bo sąd może zastosować odstąpienie od wymierzenia starcowi kary. Kancelaria Prezydenta RP zaś może usunąć niezwłocznie tablicę, która stanowi zamach na zdrowy rozsądek w Polsce, przypominam treść wykutego w niej napisu:
"W tym miejscu w dniach żałoby po katastrofie smoleńskiej, w której 10 kwietnia 2010 roku zginęło 96 osób - wśród nich prezydent RP Lech Kaczyński z małżonką i były prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, obok krzyża postawionego przez harcerzy gromadzili się licznie Polacy zjednoczeni bólem i troską o losy państwa".
Prezydent Komorowski może sobie przy tym zatrzymać sprawcę tej tablicy, czyli swojego pierwszego nieszczęścia, na posadzie w Kancelarii Prezydenta RP, bo na swoje drugie nieszczęście powołał już chyba Nałęcza z socjalistycznej Unii Pracy na swojego doradcę a ten przez nikogo nie pytany wypowiada się do mediów, że jeśli miałby doradzać prezydentowi w tej sprawie, to on doradza, żeby się tym zajęli radni Stolicy. Tyle doradził Prezydentowi RP taki tam profesor Nałęcz.
Pozostaje sprawa odpowiedzialności cywilnej za powstałe koszty sprzątania po gównianym happeningu. Jeżeli nie znajdzie się w Polsce żaden ksiądz z jajami i nie potrząśnie kiesą, nie zrzuci z tacy za wymycie marmuru, a prezydent Komorowski nie sprzątnie tablicy na Dobre, to jako magister i prezes Stowarzyszenia Szkolnego OSWIATA we Frankfurcie otworzę pewnie subkonto i zacznę zbierać z przeznaczeniem na polskie podwórko. A na policję zadzwonię za 24 godziny, żeby zapytać, czy puścili chłopa wolno. Jak mi Bóg miły.
Zadaniem Prokuratora Generalnego RP nie jest rozwiązywanie problemów
rodzinnych Jarosława Kaczyńskiego.
Dlaczego więc prokurator Andrzej
Seremet ujawnił 20 lipca 2010 r. trzymaną dotychczas przez Wojskową Prokuraturę
w największej tajemnicy państwowej informację o tym, że Służby Kontrwywiadu
Wojskowego RP już kilkadziesiąt minut po katastrofie 10 kwietnia br.
dezaktywowały telefon satelitarny prezydenta Lecha Kaczyńskiego, przez który to
telefon prowadził on z bratem Jarosławem m.in. rozmowę telefoniczną na
kilkanaście minut przed śmiercią, jeśli ujawnienia treści tej rozmowy domaga się
już tymczasem w Polsce znaczące grono przytomnych osób na czele z prezydentem
Lechem Wałęsą, a Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie podejrzewa z urzędu o
spowodowanie katastrofy szereg wytypowanych ludzi i Jarosława Kaczyńskiego
wezwała na przesłuchanie na dzień 27 lipca?
Prokurator Andrzej Seremet ujawniając tajemnicę wagi państwowej, dotyczącą
faktu zniszczenia w Polsce jeszcze 10 kwietnia 2010 r. tak bardzo ważnych
dowodów w sprawie spowodowania katastrofy, albowiem dezaktywowano nie tylko
telefon satelitarny prezydenta Kaczyńskiego ale i wszystkie karty SIM każdej
obecnej na pokładzie tupolewa osoby, dokonał niewątpliwie za kogoś innego
bezprawnej i niewłaściwej oceny zniszczonego wcześniej materiału dowodowego a
przy tym potwierdził nieprawdę uznając, że sprzęt ten stracił wszelkie dane i
stał się bezwartościowy. To jest tylko przedmiot, przy pomocy którego odbywano
rozmowy - mówi Andrzej Seremet a dziennikarz radia RMF FM przytacza
bezkrytycznie tę wypowiedź, bo dziennikarz radiowy nie musi wiedzieć, co wolno
wojewodzie, a czego nie wolno robić prokuratorowi Andrzejowi Seremetowi na tym
etapie prowadzenia śledztwa przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w
Warszawie.
Dziennikarz radiowy nie musi także wiedzieć, czy Prokurator
Generalny Andrzej Seremet jest zobowiązany z urzędu do zrobienia służbowego
użytku z wiedzą, którą posiadł na temat zniszczenia w Polsce dowodów związanych
z katastrofą samolotową nad Smoleńskiem. Bo to prokurator Seremet powinien
wiedzieć, że telefon satelitarny Lecha Kaczyńskiego nie jest z pewnością bez
wartości w rękach Rosjan! Takoż i każda karta SIM ocalała z tej katastrofy a
zabezpieczona na miejscu, gdyż według procedur, które powinny jednak obowiązywać
prokuratorów i wszystkich obywateli nie tylko w Rosji ale i w państwie skleconym
przez komunistycznych złoczyńców w Magdalence, dowody w postaci zapisów
elektronicznych winne być zabezpieczone w każdym państwie prawa na oryginalnym
nośniku.
Telefon satelitarny Lecha Kaczyńskiego pozostaje więc do
dyspozycji nie tylko rosyjskich prokuratorów i jeśli tak zwany zespół sejmowy do
spraw obrony imienia Kaczyńskich, byłych współpracowników KOR-u, powołany w
Polsce przez KOR-owców: Maciarewicza i Romaszewskiego nie zaprzestanie bić piany
i pić do Rosjan z pomówieniami o dokonanie rzekomej "zbrodni", to byle haker w
Murmańsku może przecież ściągnąć z internetu za darmo program do przywracania
danych na tych kartach SIM zdezaktywowanych przez warszawskich agentów, na
kartach będących poza granicami Kraju jak prawdziwe władze Rzeczypospolitej
Polskiej były i prawdziwe harcerstwo, do którego należał śp. dh Kaczorowski
przez wiele jeszcze lat po przegranej przez Polskę wojnie w 1945 roku, zanim
wrócił z insygniami do Ojczyzny, by zginąć pośród 96 innych ofiar katastrofy
tupolewa.
Jeżeli gazeta "Nasz Dziennik" jak i wszystkie inne media oraz
osoby pozostające do dyspozycji paradującego jeszcze w sutannnie polityka
Rydzyka nie zaprzestaną siać nienawiści do Braci Rosjan przy okazji wymyślania
coraz to nowych bredni na kanwie tej katastrofy, to strona rosyjska może
przecież zaprosić agentów Służb Kontrwywiadu Wojskowego z Warszawy zamaskowanych
jako Toruńska Pielgrzymka Piesza Rodziny Archeologów Radia Maryja, żeby ryli
sobie ziemię na miejscu wypadku w poszukiwaniu UFO, lub drugiego samolotu, który
według najnowszej wersji tej gazety o. Rydzyka miał się rzekomo zderzyć z
tupolewem Kaczyńskich, choć nie wiadomo, jak miałby tego dokonać, jeśli mgła
była taka, że najwyższy dowódca lotnictwa wojskowego ziemi nie widział z
odległości 50 metrów, a prokuratura w Warszawie zwróciła się już do władz
amerykańskich z zapytaniem o to, czy istnieje w Ameryce nagranie rozmowy braci
Kaczyńskich, które należałoby przecież zdezaktywować w ramach NATO jak wszystkie
inne dowody, które mogły by naruszyć układ o bezkarności złoczyńców z
Magdalenki. Układ o immunitecie bezmyślnych i bezwzględnych dla Polaków
prokuratorów w Polsce, bezkarności niesprawiedliwych sędziów, prawie dla ludzi
uważających się za wybranych i tak zwanej sprawiedliwości dla wielomilionowej
reszty bydła.
Prokurator Andrzej Seremet objął funkcję Prokuratora
Generalnego 31 marca 2010 r. powołany na to stanowisko przez prezydenta Lecha
Kaczyńskiego 6 marca, a jeśli chce pozostać na tym wpływowym i nieźle chyba
popłatnym stanowisku za prezydenta Komorowskiego, to powinien raczej unikać
stwarzania wrażenia, że chciałby się jakoś odwdzięczyć rodzinie zabitego
prezydenta Kaczyńskiego za otrzymaną niedawno nominację.
Bo Prezydent
Bronisław Komorowski może nie skorzystać z prawa łaski w stosunku do takiego
Prokuratora Generalnego, który na oczach całego świata nie umie utrzymać języka
za zębami i zachowuje się kosztem Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie i
Służb Kontrwywiadu Wojskowego tak, jak zostało już to powiedziane, a jakby
Jarosław Kaczyński miał jeszcze na tym coś skorzystać.
22.07.2010 Prokurator Seremetwezwany do Sejmu | 22.7.2010 19:08
Na
początku sierpnia, podczas kolejnego posiedzenia Sejmu, odbędzie się
spotkanie prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta z komisją
sprawiedliwości w sprawie katastrofy smoleńskiej - powiedział w czwartek
22.07.2010 przewodniczący tej komisji Ryszard Kalisz (SLD) .
Bóg powiedział do Mojżesza na górze Synaj:
Nie będziesz rozgłaszał fałszywych
wieści i nie dołożysz ręki, ażeby z niesprawiedliwymi ludźmi świadczyć na
korzyść bezprawia. LXX 23,1.
Niesprawiedliwy i bezprawny był narzucony
Polakom po 17 września 1939 roku system komunistyczny. Bóg wie, jak
niesprawiedliwymi ludźmi byli komuniści, którzy pozbawili życia dziesiątki
tysięcy oficerów Wojska Polskiego w Katyniu. A Katyń jest dla Polaków słowem, które mówi
za całość bezprawia wyrządzonego naszemu Narodowi przez programowo bezbożnych
złoczyńców używających dla siebie nazw: ateiści i komuniści.
http://sowa.quicksnake.pl/Stefan-Kosiewski/Nie-cz-si-z-wielkim-tumem Bóg
powiedział do Mojżesza na górze Synaj: Nie będziesz … «więcej»
Do Katynia przecież poleciał z kapłanami
Chrystusa prezydent Lech Kaczyński, żeby pomodlić się do Boga za
dusze sprawiedliwych, a Bóg chciał inaczej.
Dla pomieszania Dobrego i Złego obchodzi
publicznie w czarnym krawacie żałobę po zabitym pod Smoleńskiem bracie Jarosław
Kaczyński i nazywa w Sosnowcu komunistę Gierka "polskim patriotą" tylko dla
zaspokojenia chorego pragnienia posiadania władzy nad Polakami.
Bóg
powiedział do Mojżesza na górze Synaj: Nie łącz się z wielkim tłumem, aby
wyrządzić zło. LXX 23,2.
Docent Jarosław Kaczyński nie zna Księgi
Wyjścia, jak Polacy nie znają jego naukowych ksiąg, a Mussolini i Hitler są
patriotami jedynie dla kochających Ojczyznę inaczej.
Nie łącz się z wielkim tłumem, nie głosuj
na żadnego z nich.
Wołkowysk 27.08.2005. Związek Polaków na Białorusi, VI Zjazd, za stołem prezydialnym od lewej: Stefan Kosiewski (gość Zjazdu z Niemiec), prezes ZPnB Józef Łucznik, wiceprezes Eugeniusz Skrobocki.
Wiktor Dmuchowski from IP 77.253.241.*** | 1.7.2010 15:13
Szanowny Panie Stefanie, podpisuję się pod tym co Pan tu powiedział, jedynie czego bym nie potrafił, to tak ostro i emocjonalnie, jak w kazaniu ks.Piotra Skargi, wypowiedzieć te zdania, ale jeszcze tego się nauczę, bo warto, ponieważ śpiący lud w Polsce nie rozumie i nie słyszy słów i podstępnych, niszczących państwowość polską, działań władz w Warszawie.
Serdecznie gratuluję wspaniałego KAZANIA, oby tylko przemówiło do tych tępych głów, których trzeba i zapaliło ogień Prawdy. Pozdrawiam Pana, Wiktor Dmuchowski, Częstochowa http://sowa.quicksnake.pl/Wiktor-Dmuchowski
Dawno, dawno temu, w czasie ostatniego posiedzenia Komisji
Krajowej prawdziwej jeszcze Solidarności siedzialem był sobie w Gdańsku 11 lub
12 grudnia przy stoliku w stołówce by spożyć kolację (chleb i serek topiony) z
jednym z sygnatariuszy deklaracji założycielskiej Klubów Służby Niepodłegłości,
który demonstracyjnie nosił w lewej klapie brązowej, sztruksowej marynarki
rzucającą się w oczy metalową odznakę z literami zapisanymi po masońsku z
kropką: K.S.N. oraz rozpiętym na krzyżu wyszczuplonym orzełkiem z drugim,
mniejszym krzyżem na koronie, a nazwisko miał takie samo jak mąż siostry babki
Antoniny, Jaworski i opowiadał mi wtedy ten Seweryn o tym, jak wspierał przed
dwoma tygodniami w Warszawie - wspólnie z jakimś drugim kolegą, którego nazwisko
być może mi uleciało - strajk studentów Szkoły Głównej Oficerów Pożarnictwa,
głównie polskich, chłopskich dzieci, zakończony głośną akcją ZOMO-wców i
rozwiązaniem tej szkoły w ostatnim dniu listopada 1981 roku.
Ten strajk posłużył tylko tzw. eskalacji napięć w kraju oraz
propagandzie nieuchronnie, z góry przegranego, jakiegokolwiek konfliktu z
wojskową władzą PRL; po wprowadzeniu stanu wojennego telewizja państwowa w
Polsce, która naówczas była w rękach nie kryjącego się z niemiłym, żydowskim
zarozumialstwem Jerzego Urbana, ministra propagandy wojskowego reżimu Wojciecha
Jaruzelskiego, puszczała całymi dniami na okrągło program o rzekomym zagrożeniu
dla Polski, jakie stanowić miał ten strajk studentów pożarnictwa, inspirowany i
wspierany przez wymienianych po nazwisku ludzi, których zmrożona stanem wojennym
Polska wcześniej nie znała, więc mogła dzięki temu puszczaniu w telewizji
nazwisk poznać i poznała jako ludzi zasługujących na szacunek i uznanie przez
Naród Polski, bo uznanych przez komunistyczną władzę za swoich przeciwników, a
więc tym samym nobilitowanych do stopnia opozycjonisty demokratycznego, no i ten
Seweryn miał w sobie coś z tego.
Kluby Służby Niepodlegości nie podjęły żadnej działalności na
rzecz odzyskania przez Polskę niepodległości, zaistniały natomiast wtedy, w
komunistycznej rzeczywistości nazwiska osób, które miały zaistnieć, bo po to
przezornie umieszczone zostały przez Wojciecha Ziembińskiego pod deklaracją
służby niepodległości z datą 27 września 1981 r. Po 30 latach przyszła pora na
to, żeby przypomnieć, gdzie wówczas było ZOMO i manipulacja studentami
pożarnictwa, a gdzie podziewali się ci, co wtedy dużo deklarowali, a nic nie
zrobili, by Polska nie zginęła, póki my żyjemy; najwyższa pora, bo dwóch z tych
nieaktywnych bohaterów opozycji kandyduje dziś na najwyższy urząd w państwie,
którego podwaliny dał w Magdalence generał SB Kiszczak i wódka wypita na zgodę
ze złoczyńcami, których świat obwinia do dzisiaj nie tylko o jednego księdza
Popiełuszkę.
W Magdalence na oczach zaślepionych biskupów i księży Kościoła
świętego zobowiązali się oficjalnie do współpracy z komunistami m.in.: Lech
Kaczyński i Lech Wałęsa, natomiast Jarosław Kaczyński po trzydziestu latach od
haniebnej Magdalenki uznał, iż pora najwyższa, by zacząć w Polsce nazywać
"lewicą", a nie postkomunistami, drugą stronę stołu zastawionego przez Kiszczaka
obficie wódką i śledziem po żydowsku, bo wyznał wreszcie publicznie ten
członek-założyciel K.S.N-u, kojarzonego przez Naród z prawicą, że on, Jarosław
Kaczyński też jest "lewica", a więc: jedna banda.
Jarosław Kaczyński odziedziczył po ojcu Mundku, który był
postacią dychotomiczną, AK-owcem i żydokomunistą po wojnie, nie tylko dom w
Warszawie ale i tę dialektyczną zdolność do przekabacania innych i wychodzenia
na swoje. Bo czyż znany jest gdziekolwiek w Polsce jeszcze jeden taki przypadek,
żeby AK-owiec postawił sobie uczciwie dom po wojnie w Warszawie? A co na to
biedny ojciec Rydzyk, który na co dzień buntuje od lat Naród przeciw komunistom,
a w okresach każdych wyborów całe odium za kolaborację zrzuca tylko na Wałęsę i
każe na Kaczyńskich głosować? Czy teraz ten ksiądz Rydzyk będzie święcił urny
wyborcze dla tej farbowanej lewicy Kaczyńskiego, która w moherach i w
podskokach podąża co roku na spotkania pod Jasną Górę?
Przypomnieć więc pora, że do tzw. prawicy zapisali się w 1981 r.
swoimi nazwiskami pod deklaracją K.S.N.-u m.in: Bronisław Komorowski i Jarosław
Kaczyński, Antoni Macierewicz i Stanisław Michalkiewicz, Jacek Bartyzel i Jerzy
Łojek i jeszcze wielu, wielu innych, zadeklarowanych opozycjonistów
antykomunistycznych, prawdziwa elita patriotycznego żydostwa, w tym czterech
członków KOR-u. A ja tam nie byłem, gdzie sam nie chciałem, tylko serek z
chlebem jadłem i opisuję, co na własne oczy widziałem.
Jarosław Kaczyński jest dzisiaj żałosny i tragiczny dla każdego
dziecka, które tylko wie, gdzie ma oczko, gdzie uszko, gdzie rączka prawa, gdzie
lewa; dla każdego dziecka, które wie, że kaka jest be i nie bierze się tego w
usta, jak nie chodzi się na wybory w posranych spodniach na dupie, bo wybory są:
bezpośrednie, wolne i równe. Na tym polega demokracja, że każdy obywatel sam
oddaje swój głos bezpośrednio, a Kaczyński wykorzystał do tego dziecko. Swojego
dziecka Pan Bóg mu odmówił, lub jak to mówi lewica: nie dała mu matka natura,
więc użył cudzego, podciągnął z całych sił do góry na brzuchu sprowadzoną w tym
celu z Gdańska wnuczkę zabitego brata Lecha, żeby cała Polska widziała, że
Kaczyński oddaje głos pośrednio, łamiąc zasady demokracji, bo kartkę do urny
dziewczynka wrzuciła, żeby ulitowała się cała Polska nad wyrafinowanym
politykiem, któremu tak się pomieszało, że nie wie dziś już , gdzie lewica,
gdzie prawica, gdzie SB-ecka przeszłość kuma Dubienieckiego, teścia Marty
Kaczyńskiej-Dubienieckiej, matki dziecka, która w odróżnieniu od swojej matki
używa wszak nazwiska dwuczłonowego, choć prokaczyńskie, kryptorasistowskie i
syjonistyczne media w Polsce ograniczają się do jednego.
Jarosław Kaczyński oddał nieważny głos w Komisji Wyborczej
zainstalowanej w Szkole Głównej Oficerów Pożarnictwa w Warszawie, bo tak chciał
Plan Boży, albo ślepy los, jak chcą wierzyć lewicowi ateiści, żeby człowiekowi,
który od lat robi sobie kpiny z demokracji i z Polskiego Narodu uświadomić, że
teraz już wszyscy w telewizji widzą, że Jarosław Kaczyński jest tam, gdzie w
1981 roku było ZOMO i helikopter z liną, po której ZOMO-wcy się spuszczali na
dach tego budynku.
Tak samo nieważne głosy, bo oddane nie bezpośrednio, lecz rękoma
swoich dzieci, a więc osób trzecich, zaliczył w swoim dorastaniu do poważnej
demokracji szef postkomunistów Napieralski z żoną, więc można śmiało
powiedzieć, że jeśli Rymarz, Szef Państwowej Komisji Wyborczej nie ukróci tej
infantylizacji Polski, to tylko patrzeć, jak po Sejmie zacznie uganiać się
szarańcza dzieci za krzyżem zdjętym ze ściany nad drzwiami waląc przy tym o
podłogę buławą marszałkowską, a za nimi pędzić będzie w tej transmisji
postkomunizmu na cały świat zdziecinniała banda idiotów z mandatami posłów,
którym zawierzono niegdyś, że będą demokratami.
pismem PR-I-Ko2 1673/10 z dnia 26 lutego 2010 roku Pan
Prokurator Lucjan Nowakowski pełniący obowiązki Dyrektora Biura Prokuratora
Krajowego poprosił mnie o wskazanie jednostki prokuratury i numeru sprawy,
której dotyczyła moja korespondencja elektroniczna, jaka nadeszła do Biura
Ministra Sprawiedliwości dnia 17 lutego 2010 r. a przekazana została do Biura
Prokuratora Krajowego 19 lutego br. pismem nr BM-III-R-o52-2175/2010/1.
Przypomnę, że z datą 17 lutego 2010 r. zamieszczony został w internecie mój List
braterski do Pana Prezesa zawierający wezwanie "Zawierzmy Matce Bożej
Pocieszenia" W Gdańsku bowiem też odwołaliście się od postanowienia
Prokuratora Rejonowego, by - jak Pan pisze - zaczekać na
sprawiedliwość. Rolnik nie po to sieje ziarno jednego dnia, żeby
kolejnego dnia wybierać to samo ziarno palcami z gleby. Wniesione sprawy
dojrzewają do sprawiedliwości, a ludzie wnoszący je doczekują się cierpliwie
uznania swoich praw. Polacy w Gdańsku, Czeladzi, Tomaszowie Mazowieckim
i w każdym innym ciemnym zakątku Ojczyzny winni się modlić i pracować, jeżeli
chcą żyć i wierzyć w odzyskanie Polski dla Polaków. Nie ustanawia nikt
bezprawia i gwałtu, a tylko do czasu Zło toleruje. Przebiera się miarka na
oczach sprawiedliwych, przelewa czara goryczy. W tym łaska paradoksu
Pocieszenia, Wiary wbrew znakom na Ziemi. Biuro Ministra Sprawiedliwości
nadało Pana sprawie bieg. Uprzejmie proszę o udzielenie wyczerpującej odpowiedzi
Dyrektorowi Biura Prokuratora Krajowego, żeby Polacy w Gdańsku mogli doczekać
się sprawiedliwości a Matka Boża Pocieszenia wielbiona była za łaski, których
jesteśmy świadkami. Szatańska Przewrotność podnosi łeb w Ojczyźnie Polaków:
Józef Oleksy (prawdziwe imię i nazwisko do wiadomości redakcji) pomstuje na
Prokuraturę w strukturze państwowej ustanowionej w Magdalence i przy tzw.
okrągłym stole. Czy Zło Diabelskie może zbierać owoce pracy rolnika?
Zawierzyłem Was w Gdańsku Matce Bożej Pocieszenia. Nie ustajcie w pracy
i w modlitwie, bo nasza jest Radość Pocieszenia. Z Panem Bogiem. z
Frankfurtu nad Menem mówił Stefan Kosiewski http://sowa.mypodcast.com/201003_archive.html http://sowa.quicksnake.pl/Stefan-Kosiewski/Do-Jerzego-Kowalskiego-3-Biuro-Ministra-Sprawiedliwoci-nadao-Pana-sprawie-bieg