|
piątek, 27 lutego 2009
Prezydent Barak Obama, na którego głosowałem, wygłosił przemowę do połączonych izb Kongresu i Senatu Stanów Zjednoczonych
Lech Klekot: Barack Obama24.II. 2009. Niemilknące
Oklaski Dzisiaj nasz Prezydent,
Barak Obama, na którego głosowałem w
wyborach prezydenckich, wygłosił przemowę do połączonych izb Kongresu i Senatu
Stanów Zjednoczonych. Przerywano mu oklaskami
56 razy. Scena przypominała
mi nieco przemówienia Wodza Narodów byłego ZSSR, kiedy to zebrani obawiali się przerwać
klaskania w obawie o swoje życie. Oczywiście dzisiaj entuzjazm” klakierów” wynikał z ich obaw o
przyszłość ich kariery politycznej. Senatorowie i Kongresmani wiedzieli, że na ich dłonie skierowane są
liczne kamery telewizyjne. Prezydent mówił „mądrze
i na temat” do tych klakierów z Senatu i Kongresu, którzy są współwinni
zawalenia się amerykańskiej gospodarki. Inspirował ich i 300 milionów moich
współobywateli do działania. Podniecał wyobraźnie tworzeniem, przez Rząd, nowych miejsc pracy w dziedzinie „zielonej,
odnawialnej energii”, edukacji. Internetu i ochrony zdrowia. Skarcił prezesów
banków za nadmierne zarobki w czasie kiedy ich banki bankrutują. Tu zerwały się
znowu niemilknące oklaski. Posunął się nawet
tak daleko, że wypomniał społeczeństwu, że przez lata żyło nad stan i kupowało
domy na które ich nie było stać. Prezydent zasadniczo nie kłamał w tym co mówił.
Ominął się jedynie z prawdą nie mówiąc
o najważniejszym. Nie wspomniał o
wojnie w Afganistanie, jej kosztach i
kiedy zamierza ja „wygrać”, a której powodów
nikt nie potrafi nam wytłumaczyć. Nie wspomniał o podstawach dzisiejszego kryzysu ekonomicznego, wynikającego z
zaciągania długów. Wręcz przeciwnie, podobnie jak jego poprzednik, Prezydent G.W.
Bush i jego ekonomiczna świta, skoncentrował się na ganieniu banków za
utrudnianie w udzielaniu dalszych pożyczek i zachęcił obywateli aby się
zadłużali. Nie było w jego przemówieniu nagany dla tych co żyją na kredyt, ani
pochwały dla tych co oszczędzają. Słuchając jego przemówienia miałem wrażenie, że
przedsiębiorstwa nie powinny mieć własnego
kapitału obrotowego. Potwierdził rzecz od dawna wiadomą, że przywilej własności
kapitału należy do banków. Czyli „wara szczeniaku od kasy!” . Nakazał przez
sugestię, aby przedsiębiorstwa i przedsiębiorcy pozostali w amerykańskim neo-kapitalistycznym systemie wyrobnikami banków. Bankierzy co prawda nie są banków właścicielami, ale ich
najemnymi pracownikami. Prawdziwi, nominalni właściciele, czyli akcjonariusze są
tak rozdrobnieni, że nie maja żadnego wpływu na decyzje zarządów. Prezesi
banków są niczym innym niż nową Nomenklaturą. Ta Nomenklatura zgarnia śmietankę
zarobków nie ponosząc żadnego ryzyka. Przenosi się z jednego banku do drugiego
po zawaleniu się pierwszego, zgarniając, na odchodnym, na otarcie łez,
niesamowite, czasami kilkuset milionowe sumy dolarów,. Czy nie przypomina to systemu
komunistycznego z tym, że w komunie dyrektorskie uposażenia i odprawy były w porównaniu z
amerykańskimi bardzo mizerne? W najgorszym wypadku zsyłano nieudaczników na pozycje
dyrektorów PGRów. Przypatrując się
z bliska amerykańskiemu systemowi
neo-ekonomicznemu, odartego przez narastający kryz z wszelkich szat respektu i przyzwoitości,
przychodzi mi na myśl obawa, że komunizm czyha na nas za rogiem. Przecież nas
uczono na wykładach marksizmu – leninizmu, że końcowym stadium kapitalizmu jest
jego koncentracja i monopolizacja, kiedy to drobne przedsiębiorstwa są
pochłaniane przez molochy. Dzisiaj te molochy są często kierowane przez
najętych durniów z dyplomami uniwersytetów pierwszej ligi, którzy nie wiedzą
nawet co ich przedsiębiorstwa produkują ( jeśli w ogóle coś produkują). Mogę współczuć
memu Prezydentowi, że wziął sobie na barki zadanie czyszczenia stajni Augiasza.
Czy on rozumie zadanie jakie przed nim stoi i czy mu podoła, wątpię. Nie jestem w swym
zwątpieniu odosobniony. Setki tysięcy inwestorów giełdowych zareagowało tak jak
ja, z powątpiewaniem na jego przemówienie. Giełda (DIA) spadla o kilkadziesiąt
punktów i nie widać wyraźnej poprawy. Przypuszczam, że niedługo spadnie do
poziomu 50% swej szczytowej wartości 14
000 punktów, jaką miała w październiku 2007r. Czy się na tym poziomie zatrzyma,
czy tez będzie spadać dalej do poziomu 6000, a może do 5000 punktów, niewiadomo? A może ją zamkną i przejdziemy na
handel wymienny? Moja babcia, chłopka z okolic Janowa koło Częstochowy, mówiła,
że przezorny człowiek winien zawsze trzymać kury, Wedle niej, za cara Mikołaja
II, jajko utrzymywało swą wartość na
poziomie jednej kopiejki i było dla niej ważnym środkiem płatniczym Prezydent w swym przemówieniu
wspomniał, że problem nie zaczął się wczoraj ani przedwczoraj. Ja sobie dokładnie
przypominam kiedy to się stało. Był to rok 1984, kiedy to pierwszy raz w
historii Ameryka doświadczyła ujemnego bilansu w handlu zagranicznym.
Zaczęliśmy kupować więcej niż sprzedawać i żyć za długi zaciągane początkowe u
Japończyków a ostatnio u Chińczyków. Kiedy tego nie starczyło zaczęliśmy kupować
chińskie produkty na karty kredytowe płacąc, albo coraz częściej nie płacąc, lichwiarskie procenty. Urosły cale
pokolenia Amerykanów, które zostały wychowane w przekonaniu, ze dostanie życie
im się należy z racji posiadania amerykańskiego obywatelstwa. Nic dziwnego, że
tak trudno dostać to obywatelstwo. Teraz przychodzi
czas na zderzenie z rzeczywistością, z faktem, że Amerykanie nie wiele maja do
zaoferowania a nawet sprzedania. No, przepraszam,
mogą komuś wydać wojnę, gdy naiwnie zechce zażądać zwrotu swych pieniędzy, albo
odmówi dalszych pożyczek. Możemy również sprzedać przepis na nasza Przodującą
Demokrację. Niestety ostatnio lista
klientów na Przodującą Demokrację wyraźnie się skróciła. Bezrobocie rośnie z dnia na dzień jak i bankructwa właścicieli domów zadłużonych pożyczkami
hipotetycznymi. Amerykanie mogą
się jedynie pocieszyć, że zarazili swoja nonszalancją ekonomiczną resztę świata
kapitalistycznego a nawet post-komunistycznych Chińczyków, Polaków i
Rosjan. Europejscy i azjatyccy neofici amerykańskiego modelu neo-kapitalizmu, zadurzeni
wzorami z Wall Street, padają jak kłody
pod toporem nieubłaganego prawa, że „Z próżnego nie nalejesz” i że „Prawa
Wartości nie da się wydymać”. Co ja życzę
Prezydentowi Obama? Życzę mu aby się zdobył
na odwagę i powiedział rzecz oczywista, a bolesną, że obywatel winien oszczędzać i składać pieniądze
do banku a nie je z niego tylko pożyczać. A także żeby przedsiębiorstwa pieniądze zarabiały i operowały własnym
kapitałem obrotowym. Dzisiejszy kryzys mimo rządowych wygibasów i trylionów dolarów
wydrukowanych na jego ratowanie musi
upaść. Chodzi jedynie aby miał śmierć lekką i bez rozlewu krwi. Na jego gruzach
, ci co przeżyją, zbudują może system oparty na ideałach wartościach naszych
dziadków i pradziadków. Ja tu gadu, gadu a mój Prezydent już
wychodzi. Ostatnia Buźka, Buźka, Uściski dłoni, Autografy i znowu niemilknące oklaski. Byle do
wiosny, myślę sobie wyłączając
telewizor i zakładając kufajkę. O autorze: dr.inż. Jan Czekajewski, elektronik,
absolwent Politechniki Wrocławskiej oraz Uniwersytetu w Uppsali ( Szwecja). Założyciel
firmy Columbus Instruments eksportującej przyrządy elektro-medyczne do ponad 50
krajów. Publikuje okazyjnie, na
marginesie swej działalności gospodarczej i naukowej, na tematy społeczne i polityczne. Szanowna Redakcjo,
w zalazcniku pozwalam sobie przeslac, do wolnego darmowego wykorzystania
artykul refleksyjny napisany po przemowieniu Prezydenta Obama do polaczonych
izb Kongresu i Senatu.
W wypadku wykorzystania prosze dac mi znac na adres: janczek@aol.com
Z Szacunkim
dr.inz. Jan Czekajewski
Columbus, Ohio, USA
czwartek, 29 stycznia 2009
dr.inz. Jan Czekajewski: dlaczego „zdradziłem” Socjalistyczną Ojczyznę
Sent: Thursday, January 29, 2009 1:28 PM
Subject: od Czekajewskiego: Poprawka uszkodzonego pliku Szanowni Panstwo,
Przepraszam za pomylke. Wczoraj wyslany artykul do darmowego wykorzystania
pod tytulem "
Srubki i Dzisiajszy Kryzys" mial uszkodzony plik, ktory nie dawal sie
otworzyc. Tym razem ten sam plik wysylam w nowej wersji.
Prosze dac znac, jesli Panstwo wykorzystacie.
Z szacunkiem
dr.inz. Jan Czekajewski janczek@aol.com Wspomnienia Emigranta Minęło prawie 40 lat mego emigracyjnego życia. Nazbierało się masę wspomnień, ale tylko niektóre utrwaliły się w mej pamięci, czy to z powodu intensywności doświadczeń, czy też przez kaprys losu, który w naszym umyśle jedne wrażenia uwypukla a inne pomija. Moje życie osobiste przeplatało się z zawodowym i w niniejszych wspomnieniach poświęcę więcej miejsca temu ostatniemu jakoż, że moje zawodowe doświadczenia mogą być bardziej interesujące dla czytelnika, niż me erotyczne porażki lub okazyjne sukcesy. Tak się złożyło, że niedawno profesor Jerzy Krzyżanowski, znany literat i polonista z Ohio State University w Columbus, z którym zwykle w niedziele, przy butelce wina Chardone Courtier, dyskutujemy przedwojenną i powojenną historię Polski, zagadnął mnie o przyczyny i historię mej własnej emigracji. O ile czas i miejsce pozwoliły, streściłem mu wtedy moje zmagania 40 lat mego zawodowego, emigracyjnego życia w Columbus, Ohio. Profesor Krzyżanowski był pierwszym Polakiem jakiego spotkałem po przybyciu do Columbus, Ohio szukając, na uniwersytecie tłumacza dyplomu lekarskiego mej ówczesnej żony, Zofii. Na marginesie muszę dodać, że prof. Krzyżanowski przeżył wiele w swym życiu i ma wiele ciekawych wspomnień z czasów swej partyzanckiej działalności w lubelskiej Armii Krajowej, a później z obozu sowieckiego w pobliżu Moskwy, gdzie go więziono po „wyzwoleniu” Polski przez Armie Czerwoną. Gawędy z profesorem Krzyżanowskim nasunęły mi pomysł przelania ich na papier. Brak Śrubki M3 Miarą Socjalistycznego Kryzysu Od pierwszych dni mej emigracji spotykałem się z pytaniem a nawet sam sobie takie pytanie zadawałem, co skłoniło mnie do emigracji? Czy mnie prześladowano?- Nie. Czy byłem glodny?-Nie. Czy walczyłem z Komunizmem?-Nie. Czy chciałem być bogatym i jeździć Mercesem?-Nie. Czy chciałem budować Polską Naukę- Tak! Tak! Najbardziej- Tak! Więc dlaczego pewnego dnia roku chyba 1966 udałem się do policji szwedzkiej w Uppsali z prośbą o azyl? Teraz z perspektywy czasu widzę, że był to proces stopniowego zrozumienia systemu polityczno-ekonomicznego PRL-u, który bynajmniej nie zmierzał ku poprawie, ale pogrążał się w bagnie. Spostrzegłem, będąc jeszcze bardzo młodym, że jeśli się z niego nie wyrwę, życie mi upłynie na walce z wiatrakami biurokracji komunistycznej, a z moim buńczuczny nastawieniem mogę skończyć w wiezieniu. Moje ambicje zawodowe, inżyniera elektronika odegrały w tej decyzji poczesną rolę. Papierkiem lakmusowym zidiocenia systemu ekonomicznego PRL-u , był dla mnie, jako młodego inżyniera, brak na rynku śrubek o wymiarze M3. Nazwa M3, wynikała z polskich norm technicznych w których M-oznaczało wymiar metryczny gwintu, a cyfra 3-odnosila się do średnicy śrubki w milimetrach. Były to małe śrubki( wkręty) do metalu używane powszechnie w ówczesnej, ale i w dzisiejszej elektronice, do przytwierdzania elementów elektronicznych do metalowego chassis. Jeśli by mnie dziś zapytano o krótką odpowiedź dlaczego „zdradziłem” Socjalistyczną Ojczyznę, to bym musiał powiedzieć: „Śrubka M3! Kiedy po pierwszym roku studiów na Wydziale Łączności Politechniki Wrocławskiej, latem roku 1953, skierowano mnie na praktykę wakacyjną do Zakładów Radiowych imienia Kasprzaka w Warszawie, moim zadaniem przy obrabiarce, tak zwanej rewolwerówce, była produkcja śrubek M3. Już wtedy, jako żółtodziób, mający lat 18, zastanawiałem się nad sensem produkcji małych metalowych wkrętów przez zakład produkcji elektronicznej. Takie śrubki winny produkować, na dużą skalę, wyspecjalizowane fabryki śrubek czyli wkrętów. Niestety z jakiś powodów związanych z socjalistycznym planowaniem, o śrubkach M3 w planach pięcioletnich zapomniano, i jeśli ktoś je potrzebował to robił je we własnym zakresie. Ktoś mi powiedział, że produkcja takich małych śrubek się nie opłacała, gdyż ich wykonanie było pracochłonne a fabryki metalowe rozliczano w planach produkcyjnych nie od ilości sztuk, ale od kilogramów produktu. Tak to było w okresie „Budowy Zrębów Socjalizmu”, ale kiedy po pięciu latach studiów i pobycie w Szwecji, wróciłam do Polski w roku 1963, ze zdumieniem spostrzegłem, że śrubki M3 były ciągle poszukiwanym i trudno dostępnym produktem. Kiedy więc, na dodatek w roku 1966 Konsulat PRL-u w Sztokholmie odmówił mi rozszerzania ważności mego paszportu na Amerykę, z powodu „mego obraźliwie krótkiego podania “, próg mej tolerancji dla systemu socjalistycznego się wyczerpał i ze śrubkami M3 skumulował. Zdesperowany, rzuciłem się wtedy w objęcia „wrogiego” systemu kapitalistycznego. Okazało się, że psychicznie byłem dobrze przygotowany do życia w nowej kapitalistycznej sytuacji, aczkolwiek nie była to droga bez trudności i załamań. Kiedy w roku 1968 przyjechałem do Ameryki na zaproszenie Uniwersytetu na Alasce, przez kolejne lata zachłystywałem się możliwościami, jakie ten kraj stawiał przede mną, młodym inżynierem, który palił się do realizacji swych pomysłów. Miara tych możliwości i wolności był dla mnie szeroki dostęp różnego rodzaju śrubek, włączając w to śrubki M3, którymi z entuzjazmem skręcałem swe wynalazki. Wtedy Brakowało Śrubek, a Dziś? W ciągu następnych czterdziestu lat osiągnąłem to, co chciałem, a nawet nieco ponadto. Zakładając własną firmę, osiągnąłem niezależność finansową i swobodę w decyzjach zawodowych. Czy ciągle, dzisiaj jestem zauroczony Ameryką, która mnie w roku 1968 zaadoptowała i gdzie urodziły się moje dzieci i wnuki? Niestety nie. Wypadki ostatnich lat obdarły mnie ze złudzeń. Być może Ameryka nigdy nie była krajem idealnym w jaki chciałem wierzyć, ale zmiany w polityce i ekonomi ostatnich 20 lat uwidoczniły mi, a także wielu innym myślącym ludziom, dogłębną korupcję systemu, zagrażającą amerykańskiej potędze i dobrobytowi. Pisząc o korupcji nie mam namyśli, drobnego łapówkarstwa, które w porównaniu z większością innych krajów jest ciągle, w USA na niskim poziomie. Osobiście w ciągu 40 lat prowadzania własnej firmy nie byłem zmuszony ani nie zaofiarowałem nikomu łapówki. Korupcja która zagraża Ameryce, jest bardziej niebezpieczna niż wymiana kopert z gotówka pod stołem, ponieważ jest ona usankcjonowana prawem. Prawo, Praworządność i Demokracja to są słowa litanii, jaką powtarzają wszyscy politycy i media. Amerykańska korupcja jest wbudowana w system wyborczy i koterię władzy, która co kilka lat zmienia kolor z Partii Demokratycznej na Partię Republikańską, w gruncie rzeczy pozostając Mono-Partią ze zmieniającą stołki w rządzie degenerującą się umysłowo „nomenklaturą”. Instrumentem władzy jest także system bankowy, czyli TheWall Street, gdzie najemni dyrektorzy, bynajmniej nie „kapitaliści-krwiopijcy”, można by powiedzieć „inteligencja pracująca”, wypłacają sobie wielomilionowe premie w sytuacjach, kiedy ich przedsiębiorstwa plajtują. System bankowo -finansowy, który rozrósł się jak nowotwór, zaraził swymi metodami łatwego szmalu, bankierów innych krajów. Szamani z Wall Street przekonali, upośledzonych polityków w Rządzie i Kongresie, że są w stanie kontrolować Cały Świat stukając w klawiatury komputerów. Dajcie Nam Władzę a my Was Urządzimy!- Obiecywali. Dostali to, co chcieli i mamy teraz tego konsekwencje. W ciągu ostatnich 20 lat pozbyto się większości przemysłu i zastąpiono go handlem detalicznym produktów chińskich. Aby zaspokoić maluczkich, pod naciskiem kolejnych rządów dawano pożyczki hipoteczne ludziom, o których wiadomo było, że nie będą mogli ich spłacić. Finansiści kryjąc się za rządowymi zaleceniami wypracowali własne metody wypłacania sobie olbrzymich premii. Maluczcy obywatele, szczególnie młodzież, czując przez skórę, że coś nie klapuje domagała się zmiany. Wysunięto, więc do wyborów przystojnego, elokwentnego i wykształconego mulata na prezydenta, Obamę, który odziedziczył pogłębiający się kryzys. Nie ufano mu jednak całkowicie, gdyż otoczono go pomazańcami starej nomenklatury. Obawiam się, że zasięg jego ruchów jest bardzo ograniczony i ogranicza się do ruchów klatki piersiowej przy oddychaniu i języka przy mowie. Tak, mowie, która jest niezwykle istotna, bo Obama mówi wiele i nawet inteligentnie, ale czy coś może, wątpię. Żaden z pomysłów, które do znudzenia przeżuwa Obama, a jeszcze przed nim G.W. Bush oraz zgraja telewizyjnych krętaczy, nie jest niczym nowym. Nikt nie mówi o zmianie podstawowych zasad prawnych systemu. Wszyscy wiedzą i mówią, że finansowa „wierchuszka”okrada akcjonariuszy, ale jak na razie Amerykański Kongres nie zatwierdził oczywistego prawa, że premie w publicznych spółkach akcyjnych, wolno wypłacać zarządowi tylko wtedy, jeśli spółka przynosi zyski. Kongres jest na pasku grup specjalnych interesów, które opłacają ich wybory. O polityce zagranicznej boję się nawet pisać, gdyż pewne tematy są tabu i mogą je dyskutować tylko ludzie o właściwych, zatwierdzonych przez nomenklaturę poglądach. Nawet profesor Zbigniew Brzeziński, który rozsądnie mówi co myśli na temat Bliskiego Wschodu i konfliktu Izraelsko-Palestyńskiego nie jest dopuszczany do szerokich mediów. Przed wyborem Obamy padł strach na nomenklaturę, ze Zbigniew Brzeziński mógłby być jego konsultantem czy doradcą. Rozpętano kampanie oszczerczą określając Brzezińskiego jako krwiożerczego jastrzębia, który jest niebezpieczny dla pokoju światowego z uwagi na jego głęboka nienawiść do Rosji. Od swych kontaktów ze Zbigniewem Brzezińskim, Obama się szybko odżegnał. Na swego ministra spraw zagranicznych, Obama wysunął a Amerykański Kongres zatwierdził, Hilary Clinton. Senatorkę, żonę byłego prezydenta Billa Clintona, która była entuzjastką ataku na Irak, wojny, która od początku była przegraną i która osłabiła reputacje Ameryki na świecie. Obama, na odmianę, się teraz zarzeka, że zaprowadzi „demokracje” w Afganistanie. Dlaczego demokracja w Afganistanie jest taka ważna dla mnie, Amerykanina w Ohio a także dla Polaka w Piotrkowie, Obama nie potrafi (albo mu zakazano) tłumaczyć. Prawie wszyscy w nowym rządzie Prezydenta Obamy byli w ten czy inny sposób związani z uprzednimi rządami Billa Clintona. Czy to jest zmiana, czy po prostu stare wraca ubrane w nowe pstrokate piórka? Na szczęście albo nieszczęście w ekonomii stara zasada obowiązuje, że „ z próżnego nie nalejesz” i że „ prawa wartości nie da się wydymać”. Pożywiom, uwidim! Powiedział podobno Radziecki Gruzin, wynalazca mikroskopu, Gównowidze. A ja się z nim w pełni zgadzam. Wygląda mi na to, że niedługo, w Ameryce, zabraknie śrubek M3. Jan Czekajewski Columbus, Ohio, USA janczek@aol.com O autorze. dr. inż. Jan Czekajewski, absolwent Politechniki Wrocławskiej i Uniwersytetu w Uppsali, Szwecja. Wynalazca- przemysłowiec w dziedzinie elektronicznych przyrządów medycznych. Założyciel firmy „Columbus Instruments” eksportującej swe produkty do ponad 50 krajów. Członek Polskiego Instytutu Naukowego w N.Y. (PIASA). Na marginesie swej działalności naukowej i przemysłowej, Jan Czekajewski często publikuje na tematy polityczno-ekonomiczne w prasie polskiej i emigracyjnej.
czwartek, 04 września 2008
List do Redakcji: Obrazliwa dla Polakow ekspozycja w Kanadzie
Halifax, Kanada , 21 lipiec 2008
Obraźliwa dla Polaków Ekspozycja w Muzeum Emigrantów w Halifaksie, Kanada Każdy kto zwiedza wschodnie prowincje Kanady a zwłaszcza Nowa Szkocje, winien odwiedzić w Halifaksie Muzeum Emigrantów mieszczące się w portowym budynku, przy molu zwanym Pier 21. Przez ten budynek w ciągu 50 lat od czasu pierwszej wojny światowej przewinęło się około miliona europejskich emigrantów do Kanady. Zwiedzający maja możliwość obejrzeć film „dokumentarny” albo raczej artystyczna ilustracje tego co się kiedyś w tym budynku działo, w czasie kiedy emigranci lądowali w Halifaksie. Jednym z takich symbolicznych emigrantów w pokazanym w tym filmie była mała, 10 letnia, chyba, polska Żydówka, która opowiadała pielęgniarce, że uciekła z Getta i ukrywała się w chrześcijańskiej rodzinie, która ciągle ja straszyła, że jak nie będzie grzeczna to ją oddadzą w ręce „władz”. Widz odnosi wrażenie, że te „władze” są władzami polskimi i to one są odpowiedzialne za tego dziecka tragedię i śmierć jej rodziców. Na zakończenie pielęgniarka uspokaja dziecko, że teraz nie musi się niczego bać i już nigdy jej nie wyślą z powrotem do Polski. Nigdzie w tym filmie nie jest wspomniane o Niemcach albo nawet Nazistach, którzy ostatnio są modnym zastępstwem dla niemieckich zbrodniarzy z okresu wojny. Film ten mocno nas zbulwersował i za namową mej amerykańskiej żony napisałem list protestacyjny do Muzeum Pier 21 jak i prasy kanadyjskiej i odnośnych ambasad, polskiej w Ottawie i kanadyjskiej w Warszawie. Moja reakcja byla podyktowana faktem, ze rodzice dwojga moich bliskich przyjaciol z narazeniem wlasnego i swych dzieci zycia, wykradli z Getta i ocalili, dwie male Zydowki w podobnym wieku do dziewczynki pokazanej we wspomnianym obrazliwym filmie. Szkalowanie Polski i Polaków ciągle jest w toku na amerykańskim kontynencie i można je znaleźć w najmniej spodziewanych miejscach i okolicznościach, nawet w wydawałoby się w przyjaznej Polakom Kanadzie. Jeśli ktoś chciałby zasięgnąć więcej informacji z samego źródła, oto jest adres tego Muzeum: Pier 21 Society 1055 Marginal Road Halifax, Nova Scotia B3H 4P6 Canada Telephone Switchboard: (902) 425-7770 Fax: (902) 423-4045 Email: info@pier21.ca Pier 21 Society Staff Dr.inz. Jan Czekajewski Columbus, Ohio, USA Członek Polskiego Instytutu Naukowego (PIASA) w NY
|
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
EU-Fotos
FREUNDE - PRZYJACIELE
IN POLEN - W POLSCE
KOSIEWSKI
Księga - Gästebuch
KULTUR
LITERATUR
Narodowi socjaliści - komuniści - inne
NASZE - UNSERE
POLONIA i Polacy za granicami RP
SOWA
SOWA RADIO
SOWA VIDEO
UNIA & POLSKA
YES - POLAND
Grab this swicki from eurekster.com Profil użytkownika Sowa Magazyn Europejski![]() Utwórz swoją wizytówkę
| ||||||||||||||||||||||