|
czwartek, 05 marca 2009
Instytut Analiz Bezpieczeństwa Narodowego ProPolonia.pl
Z inicjatywy środowiska skupionego wokół portalu ProPolonia.pl odbyło się w Warszawie spotkanie założycielskie Instytutu Analiz Bezpieczeństwa Narodowego ProPolonia.pl, którego celem jest opisywanie zjawisk występujących w warunkach postępującej utraty suwerenności państwa polskiego, ze szczególnym uwzględnieniem gospodarki kraju, jego obronności, bezpieczeństwa wewnętrznego i polityki zagranicznej. Instytut tworzy płaszczyznę prezentowania opinii niezależnych ekspertów, a jego dorobek ma stać się przyczynkiem do budowania programów naprawczych Rzeczypospolitej. W skład grupy członków założycieli Instytutu weszli m.in.: Stanisław Baj, Marian Barański, Marian Brudzyński, Tadeusz Dylak, Dariusz Kosiur, Andrzej Skorski, Paweł Ziemiński. Na stanowisko dyrektora nowego podmiotu powołano Krzysztofa Zagozda. Instytut formalnie zainicjuje swoją działalność poprzez złożenie na ręce Marszałka Sejmu projektów ustaw zwiększających osobistą odpowiedzialność za decyzje podejmowane przez polityków, urzędników państwowych i samorządowych, jednocześnie zastrzegając sobie prawo do obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej w przypadku zignorowania przez parlament. Z kolei do rządu i Prezydenta RP skierowane zostanie pismo ostro protestujące przeciw dalszemu nieuzasadnionemu zadłużaniu państwa, czego przejawem jest zapowiadana pożyczka w wysokości 4 miliardów euro udzielona Polsce przez Europejski Bank Inwestycyjny. http://de.groups.yahoo.com/group/kulturzentrum_/message/1597 2009-03-04 19:33:39
Jeszcze uzupełnienie
Marian Brudzyński
Instytut,
to nie jest jeszcze żaden ruch, a tym bardziej partia. W naszym
zamyśle, Instytut ma służyć Polakom w uporządkowaniu i opracowaniu od
podstaw projektu politycznego, który mogą zaakceptować rożne środowiska
patriotyczne o proweniencji narodowej. Trwające rozmowy z różnymi
grupami i nowe kontakty - będące odpowiedzią na nasze ostanie
stanowisko - pozwalają nam mieć nadzieję na powstanie autentycznej
nowej siły narodowej, zupełnie niezależnej od pookrągłostołowego
establishmentu. Formuła Instytutu jest oczywiście otwarta i będzie się
stopniowo poszerzać. Mam nadzieję, że w oparciu o wypracowany program i
mądrą IDEE - a nie tylko same nazwiska liderów - uda nam się pojednać
różne zwaśnione(często celowo) środowiska.
wtorek, 27 stycznia 2009
Krzysztof Zagozda: Od eurosceptyka do eurorealisty. Polityczna ewolucja Wojciecha Wierzejskiego i spółki
Krzysztof Zagozda Powiem bez ogródek: w czasie czytania ostatniego tekstu Wojciecha Wierzejskiego (Declan Ganley w niedzielę w Warszawie) ogarniało mnie postępujące zażenowanie. Nie tak dawno podobnego uczucia doświadczyłem przy wertowaniu książki z sylwetkami sędziów okresu stalinowskiego, którzy wydawali wyroki skazujące na śmierć lub długoletnie więzienie swoich byłych towarzyszy broni z czasów wojennej konspiracji. Gdy ktoś zapyta: co łączy ich z Wierzejskim? Odpowiem: pospolite zaprzaństwo. Skomplikowane? No to po kolei. Wszyscy dobrze pamiętamy oficjalne bezkompromisowo negatywne stanowisko Ligi Polskich Rodzin najpierw wobec referendum akcesyjnego do Unii Europejskiej, a później projektu jej konstytucji. Twarzą tych antyunijnych kampanii był Wojciech Wierzejski. Wciąż mam przed oczami jego płomienne wystąpienie w inowrocławskim teatrze miejskim, gdy jako poseł do Parlamentu Europejskiego w proch i pył rozbijał mrzonki euroentuzjastów przestrzegając słuchaczy przed gospodarczym i politycznym zwasalizowaniem Polski. Dziś już wcale nie jestem pewien, czy była to szczera troska o kraj, czy zwykłe polityczne paliwo. Do tej drugiej opcji przekonuje mnie między innymi nigdy nie skrywany pęd środowisk ligowych i postligowych do europejskich synekur. Tłumaczenie jest zawsze to samo: musimy tam być, by walczyć o swoje. A przecież tajemnicą poliszynela jest to, że Parlament Europejski w niczym nie przypomina swojego nominalnego polskiego odpowiednika i pełni bardziej rolę malowanej przyzwoitki niż poważnej instytucji politycznej. Warto dodać – przyzwoitki dobrze opłacanej. W 2004 roku wielu z nas naiwnie uwierzyło, że sowite apanaże „naszych” europosłów posłużą do budowy silnych środowisk narodowo-patriotycznych. Czy wypada dać się oszukać po raz drugi tym samym ludziom? W ostatnią niedzielę Bogdan Pęk – jeden z tych, którzy po zdobyciu brukselskich posadek wypięli się na swój elektorat – znów groźnie pomrukiwał: „Żarty się skończyły!” No tak, Panie Pośle. Nieuchronnie zbliżający się kres lukratywnego kadencyjnego stołka to już wcale nie żarty. Pięć lat zbijania bąków szybko minęło i najwyższy już czas, by znów przypomnieć się wyborcom. Pęk, Wierzejski i inni przebierający nóżkami do Brukseli, upatrują swojej szansy w osobie Declana Ganleya. Przypomnę, jak środowisko ProPolonia.pl niedawno scharakteryzowało tę postać: „jego misją nie jest budowa Europy Ojczyzn, ale naprawa Unii Europejskiej, która - jego zdaniem - jest zbyt dobra, zbyt wartościowa i cenna, jest co najmniej - najbardziej udanym procesem pokojowym w historii świata, ale i czymś o wiele więcej. Ten irlandzki polityk zdecydowanie opowiada się przeciwko suwerenności narodów i państw: ponad 80% nowych praw w każdym kraju członkowskim pochodzi z Brukseli i to mi nie przeszkadza”. Wierzejski skwapliwie przemilcza to wszystko, czego w wywiadach udzielanych w Polsce nie ukrywał nawet sam Ganley. Mało tego. Odsądza od czci i wiary tych, którzy cytują Irlandczyka: zanim jednak projekt ten został publicznie zaprezentowany, już pojawiły się zarzuty ze strony co gorliwszych zawodowych mącicieli, tych co to życie całe „poświęcili” rozwalaniu, intrygom i wzajemnemu oskarżaniu się o zdradę. I w tym właśnie Wierzejski przypomina sędziów, o których wspomniałem na samym początku. Jeszcze parę lat temu sam był przez kosmopolitycznych liberałów nazywany „mącicielem” i „intrygantem”. Dziś zadziwiająco łatwo przychodzi mu takie samo wyrokowanie o konsekwentnych przeciwnikach ograniczania suwerenności Polski. Jakże zaskakująco brzmią w ustach Wierzejskego znane skądinąd słowa: skoro Naród polski zdecydował się na integrację z Unią… A jeszcze parę lat temu polityk ten grzmiał o wielkiej machinie przedreferendalnej manipulacji! Wierzejski łatwo operuje półprawdami: Dziś każdy eurodeputowany już jest w jakiejś europejskiej grupie politycznej (frakcji). Żadna z obecnych grup w europarlamencie nie odpowiada naszym zasadniczym interesom narodowym, ani naszemu światopoglądowi. Jeśli więc Ganley ma propozycję zbudowania nowej formacji, to jest to zrozumiałe i powinno spotkać się z naszym zainteresowaniem. Czym innym są jednak frakcje polityczne w Parlamencie Europejskim, a czym innym tzw. europartie. O tych ostatnich tak mówi unijne prawodawstwo: Partie polityczne na poziomie europejskim są ważnym czynnikiem integracji w ramach Unii. Przyczyniają się one do kształtowania świadomości europejskiej i wyrażania woli politycznej obywateli Unii (art. 191 TWE). W podmiotowym rozporządzeniu czytamy: iż partia europejska musi przestrzegać zasad, na których opiera się Unia, tj. wolności, demokracji, poszanowania praw człowieka i podstawowych wolności oraz rządów prawa. Z zapisów tych Wierzejski doskonale zdaje sobie sprawę. Nie przeszkadza mu to jednak w manipulowaniu czytelnikiem. Pisze on, że najważniejsze jest to, jakie założenia ideowo-programowe będą stały u podstaw budowania tej formacji. W świetle przytoczonych zapisów unijnych nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Podobnie rzecz się ma z finansowaniem europartii. Choć prawo UE dopuszcza ograniczone subwencje prywatne, to najważniejsze okazują się dotacje z unijnego budżetu. A kto może je otrzymać? Te partie, który przestrzegają w swoim programie i w swoich działaniach zasad, na których opiera się Unia. Czy w kontekście powyższego powinno nas dziwić to, że ligowi i postligowi politycy ostatnio coraz częściej nazywają siebie eurorealistami? I nawet jestem im wdzięczny za to samookreślenie. Realizm w ich działaniach jest zaiste uderzający. Przypominają policjanta, który w nocy okrada mieszkania, a rankiem pojawia się, by zebrać odciski palców z miejsca zdarzenia i użalić się nad ofiarami własnego przestępstwa. Parlament Europejski to komisariat i melina w jednym. Za chwilę znów rozpisze nowy nabór. Na kolejne pięć długich lat. http://groups.google.de/group/sowa-frankfurt/browse_thread/thread/587258f9311b8d9c?hl=pl
piątek, 23 stycznia 2009
Krzysztof Zagozda, Partie prawicowe wobec elektoratu patriotycznego w przededniu kryzysu gospodarczego
Krzysztof Zagozda Wiele można by mówić o mentalnych i emocjonalnych deformacjach społeczeństwa polskiego w odniesieniu do postrzegania rzeczywistości politycznej, skutkujących stale malejącym zainteresowaniem sprawami publicznymi oraz dramatycznie niskim stopniem poczucia odpowiedzialności za państwo i narodową wspólnotę. Taki stan rzeczy konserwuje wyklarowany po 1989 roku układ sił politycznych, który jest gwarantem ciągłości liberalno-kosmopolitycznych rządów w naszym kraju. Nie oznacza to wcale, że w Polsce nie ma elektoratu kierującego się w swoich politycznych wyborach silnie emocjonalnym patriotyzmem i zorientowanego na zmianę systemu sprawowania władzy. Wprost przeciwnie. Taki elektorat wciąż istnieje i w sprzyjających okolicznościach mógłby zagwarantować parlamentarną większość partii spoza „układu”. I właśnie ten „układ”, powszechnie nazywany okrągłostołowym, od początku doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Wiedząc, że niemożliwe jest szybkie i całkowite spacyfikowanie osadzonego w tradycji patriotyzmu Polaków, postanowił go skutecznie kanalizować poprzez powoływane w tym celu byty polityczne. Prawdziwym majstersztykiem mógł okazać się projekt zaadoptowania w naszym kraju systemu dwupartyjnego, osadzony na pozornym sporze pomiędzy Platformą Obywatelską a Prawem i Sprawiedliwością. Jego autorzy nie docenili jednak siły prawicowego elektoratu, który – kierowany patriotyzmem i dobrą wiarą – dał władzę PiS-owi oraz Lechowi Kaczyńskiemu, przeznaczonym w projekcie do odgrywania roli opozycji parlamentarnej. Postawił ich tym samym w bardzo niekomfortowej sytuacji w perspektywie planowanych kolejnych ograniczeń suwerenności Polski na rzecz Unii Europejskiej. Dla choćby szczątkowego zachowania mitu partii konserwatywno-prawicowej PiS doprowadził do nowych wyborów parlamentarnych, których skutkiem stało się zmarginalizowanie – nieroztropnie garnących się do władzy – Ligi Polskich Rodzin i Samoobrony RP. Najważniejsze jednak było to, że w parlamencie zaistniał układ sił planowany dwa lata wcześniej: z rządzącą liberalną i jawnie proeuropejską Platformą Obywatelską oraz z rzekomą opozycją w postaci Prawa i Sprawiedliwości. Nie zdecydowano się na pozbawienie Lecha Kaczyńskiego władzy prezydenckiej, choć i reakcję na taki krok testowano w społeczeństwie. Tak więc projekt systemu dwupartyjnego, mimo że z perturbacjami i koniecznymi modyfikacjami, jest do dziś dość skutecznie wdrażany w życie. Nie wszystko dało się przewidzieć z perspektywy Warszawy, a już na pewno nie kryzys w gospodarce światowej, który lada chwila ujawni silne wzmocnienie państwowych i narodowych egoizmów. Mitem okaże się deklarowany solidaryzm wewnątrz Unii Europejskiej, której konstrukcja coraz wyraźniej podporządkowana będzie realizacji interesów niemieckich. Nawarstwienie się sytuacji krytycznych sparaliżuje dotychczasową mobilność Brukseli i gospodarczo pozostawi co biedniejsze kraje unijne własnemu losowi. Załamanie się rynków wewnętrznych wywoła niepokoje społeczne już obserwowane w kilku państwach należących do wspólnoty. Trudno sobie wyobrazić, by ominęły one Polskę. Na fali niekontrolowalnego niezadowolenia z drastycznie pogarszającego się poziomu życia z pewnością podnoszone będą postulaty natury politycznej. Stąd już tylko krok do wyłonienia się prawdziwie niezależnych ośrodków aktywności społecznej o patriotyczno-narodowej proweniencji, które mogą zachwiać dotychczasowym, mozolnie budowanym okrągłostołowym status quo. „Układ” nie ma zbyt wiele czasu, by na taką ewentualność się przygotować. Zaistniała pilna potrzeba zafunkcjonowania na naszej scenie politycznej podmiotu deklarującego eurosceptycyzm i konserwatywną aksjologię, kanalizującego nastroje społeczne. Przed „układem” stoją zatem dwie możliwości: uwiarygodnienie definicyjnie do tego przygotowywanego Prawa i Sprawiedliwości albo zainicjowanie nowego bytu partyjnego. Prób realizacji pierwszej z tych opcji można by dopatrywać się w tych wypowiedziach Jarosława Kaczyńskiego i Ludwika Dorna, w których – choć na razie rozłącznie – mówią o potrzebie odnowy wizerunku PiS oraz jednoczeniu szeroko rozumianej prawicy pod jego przywództwem. Dodatkowym atutem tej ewentualności jest silny związek PiS-u z NSSZ Solidarność. W dobie przewidywanych protestów pracowniczych alians taki byłby trudny do przecenienia. Pytanie tylko, ile wiarygodności w oczach Polaków zachował jeszcze ten kierowany przez Janusza Śniadka związek zawodowy? Czy aby nie jest już powszechnie postrzegany jako listek figowy służący interesom gnębiącego Polskę „układu”? Słabością partii Kaczyńskich są bez wątpienia jej działacze. Wielu z nich straciło entuzjazm oraz zaufanie do swoich liderów po oddaniu władzy Platformie Obywatelskiej i utracie państwowych synekur. Czy zbliżający się kongres partii będzie w stanie ich zdyscyplinować i położyć kres początkom anarchii? I wreszcie przed „układem” stoi pytanie najważniejsze: czy Jarosławowi Kaczyńskiemu i kierowanemu przez niego Prawu i Sprawiedliwości jeszcze raz zawierzy prawicowy elektorat? Wszak już wiele razy zawiódł się on na swoich dotychczasowych wybrańcach, a ślepa miłość łatwo przerodzić się może w bezkompromisową nienawiść. Jeśli rzeczywistość zweryfikuje te wątpliwości na niekorzyść PiS-u, pozostanie do rozegrania opcja druga, osadzona na osobie Declana Ganleya. Ten irlandzki milioner zyskał sobie sympatię polskich patriotów po tym, jak stał się spiritus movens odrzucenia konstytucji UE przez mieszkańców zielonej wyspy. Budowany wokół niego projekt polityczny okazuje się niezwykle atrakcyjny dla wielu ugrupowań prawicowych i centroprawicowych. Silne ciążenie ku niemu obserwujemy nie tylko u tych polityków, którzy poznali już smak władzy, ale i u tych zachowujących jak dotąd polityczne dziewictwo. Spierać się można o powody tego stanu rzeczy. Choć w niektórych przypadkach mogą one mieć genezę ideową, tym niemniej świadczą o sporej politycznej naiwności. Trudno bowiem przypuszczać, by Declan Ganley – jako entuzjasta Unii Europejskiej – godził się na finansowanie inicjatyw wspierających polską suwerenność polityczną i gospodarczą, a tę przecież mają na ustach nasi konserwatywni politycy. Jedynym jak dotąd środowiskiem patriotycznym głośno odcinającym się od sformalizowanej współpracy z Ganleyem jest środowisko ProPolonia.pl, którego oświadczenie w tej sprawie spotkało się z powszechnym ostracyzmem działaczy prawicowych. Trudno dziś wyrokować, która z opcji kanalizowania nieuchronnego wzrostu nastrojów niezadowolenia z sytuacji społeczno-politycznej i gospodarczej będzie w najbliższym czasie realizowana. Jest wielce prawdopodobne, że postępować będą obie równolegle aż do momentu przejęcia przez „układ” pełnej kontroli nad sytuacją. Rozgrywkę tę z pewnością wesprą dyspozycyjne media, w których sztandarową niezależność praktycznie mało już kto wierzy. Po tej samej stronie barykady staną też wszyscy ci, którzy wiele mogliby stracić na przywróceniu w Polsce normalności: PRL-owscy utrwalacze „władzy ludowej”, biznesmeni uwłaszczeni na majątku narodowym oraz sprzedajni politycy i urzędnicy administracji państwowej i samorządowej. „Układ” pozostaje silny i zwarty. Ale czy to wystarczy do zwycięstwa nad Polakami? http://groups.google.de/group/sowa-frankfurt/browse_thread/thread/826a943b7980a587?hl=pl
niedziela, 18 stycznia 2009
Krzysztof Zagozda: Naprzód, do Brukseli!
Na obecność w polityce tej
przesympatycznej roślinki monopol miało jak dotąd Polskie Stronnictwo Ludowe,
które przez lata kusiło Polaków koniczyną czterolistną. I to ze skutkiem wcale
pozytywnym. To znaczy: pozytywnym dla karier quasi-chłopskich polityków, bo ci z
wyborców, którzy raz za razem zawierzali temu mirażowi, w zdecydowanej
większości szczęścia nie zaznali. |
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
EU-Fotos
FREUNDE - PRZYJACIELE
IN POLEN - W POLSCE
KOSIEWSKI
Księga - Gästebuch
KULTUR
LITERATUR
Narodowi socjaliści - komuniści - inne
NASZE - UNSERE
POLONIA i Polacy za granicami RP
SOWA
SOWA RADIO
SOWA VIDEO
UNIA & POLSKA
YES - POLAND
Grab this swicki from eurekster.com Profil użytkownika Sowa Magazyn Europejski![]() Utwórz swoją wizytówkę
|