|
środa, 21 października 2009
Szarganie świętości: żydomasońska kiełbasa przedwyborcza na grobie ks. Jerzego Popiełuszki
Tuesday, Oct 20, 2009 Stefan Kosiewski: Orderem Orła Białego odznaczyć pośmiertnie króla Jagiełłę Download
this episode / kliknij, wysłuchaj (4 min)
sowa http://www.mypodcast.com/fsaudio/sowa_20091020_1856-520707.mp3european magazine - magazyn europejski - europäisches magazin
środa, 11 lutego 2009
Jędrzej Giertych: Czy narodzenie się nowej herezji?
Jędrzej Giertych http://www.esnips.com/doc/e3348b95-057c-4982-b6ba-5b8b558399d0/OPOKA-20 ![]() opracował: Krzysztof Cierpisz http://konserwa.blox.pl/2009/02/Jedrzej-Giertych-Czy-narodzenie-sie-nowej-herezji.html http://de.groups.yahoo.com/group/sowa/message/447
niedziela, 08 lutego 2009
terror żydowski na ziemiach Polski po 17 września 1939
Czeladź(...) Zydzi
- z dniem 17 wrzesnia 1939 dopuszczali sie bowiem licznych zbrodni wojennych na
Narodzie Polskim. Sa
dowody na to , ze wylapywali polskich bezbronnych rezerwistow i ich
rozstrzeliwali na miejscu. Byla
to prawdziwa V-kolumna, ktora na wiesc zaatakowania Polski przez Soviety
rozpoczela walke zbrojna przeciw polskim rezerwistom. Moj
dziadek, sp Karol - weteran Wojny 19 Cale
kolumny uciekinierow przechodzac przez Chelm szlo w kierunku Hrubieszowa. W
kolumnach tych szli takze nieuzbrojeni rezerwisci , ktorzy podazali do swych skladow
broni. Na
rogatkach tych stali terrorysci zydowscy, ktorzy wyrywali z tych m Dziadek
moj mieszkal w domu na II pietrze i odleglosci 100m i jak wielu innych byl bezsilnym
swiadkiem tej zbrodniczej procedury. Wladza ,ani policja ani wojsko nie
istnialo. Jedynymi
uzbrojonymi odzialami byli zydzi. Kiedy w takich okolicznosciach dwoch
uciekinerow - wzietych na rozstrzelanie - poprosilo dziadka o schronienie , ten
zabral im mundury, ktore spalil Wydarzenia
te - zachowanie zydow po 17 wrzesnia 1939 musza byc powiazane z mordem
Katynskim. DziS
na miejscu kazni w Borku , stoli pomnik , ktory nic nie wspomina o polskich
ofarach zydowskich mordow. Jest za to infomacja o ofiarch zydowskich. http://de.groups.yahoo.com/group/sowa/message/443 http://wyrok.notlong.com ![]() Krzysztof Cierpisz zyd po raz kolejny sciaga uwage Polakow NA MANOWCE: link byl podany, chodzi o innego zyda, a nie zydowke: po Andropowie (Liebermanie) nastał Gorbaczow (Garber) i ten żyd sprywatyzował Rosję, http://groups.google.de/group/sowa-frankfurt/browse_thread/thread/6c8d25aafaffc239/50e9cc6de0855408?hl=pl#50e9cc6de0855408 Michail Gorbačov prý záměrně zničil SSSR "ve jménu Boha Mojžíše", píše se v učebnici. FOTO: Archiv Právo http://www.novinky.
niedziela, 25 stycznia 2009
Syndrom Olejnika (żydowskie panstwo w Polsce po raz kolejny odkrywa swa niemoc)
Witold
Filipowicz exclusiv Syndrom OlewnikaCzy znów potrzeba tragedii, wielokrotnej tym razem, by państwo po raz kolejny odkrywało swą niemoc? I czy ta niemoc to efekt braku profesjonalizmu? Czy też może niemoc sterowana? Nie po raz pierwszy jesteśmy świadkami słabości państwa wobec przestępstw, które swoimi wątkami sięgają tzw. władzy. Szeroko rozumianej władzy, bez względu na jej szczebel. Sprawa zbrodni dokonanej na Krzysztofie Olewniku zdaje się odkrywać ciemną materię mechanizmów, jakie funkcjonują w naszym demokratycznym państwie prawnym. Setki podobnych spraw rozgrywa się od wielu lat i tylko dlatego, że nie mają aż tak tragicznych skutków oraz takiej determinacji, jaką wykazuje rodzina zamordowanego w dążeniu do wyjaśnienia kulis śmierci, nie trafiają na pierwsze strony gazet i do głównych wiadomości. Gdyby nie powaga sytuacji, niepomierną wesołość budziłyby wypowiedzi całej plejady polityków i wysokich urzędników państwowych na temat potrójnej śmierci – jak się twierdzi samobójczej – trzech głównych oskarżonych i skazanych. Tych, którzy mogliby mieć wiedzę szczegółową, niebezpiecznie szczegółową o powiązaniach, związkach i udziale innych osób. Trudno się dziwić siostrze ofiary, gdy stwierdza, że ten kraj to już nie jej Polska, że w żadną Polskę już nie wierzy. To, z czym mamy do czynienia od dawna, na tle wielu podobnych spraw może kojarzyć się z minionym ustrojem a nawet może nasuwać pytanie, czy ów miniony ustrój rzeczywiście jest minionym. Gorzej, bo w ustroju poprzednim przynajmniej było wiadomo kto jest kim i czego się po kim można spodziewać. Zwłaszcza po tamtej władzy. Dziś, na przykładach zarówno sprawy Krzysztofa Olewnika, jak i śmierci gen. Papały i wielu innych podobnych tragicznych wydarzeń, dla wielu obywateli Polska może się jawić niczym wrogie dla obywatela terytorium, na którym dzieją się historie rodem z republik bananowych. Pod hasłami, a jakże, demokratycznego państwa prawnego. Perspektywa oglądu i oceny podobnych zdarzeń poprzez pryzmat obecnej władzy nie wydaje się perspektywą właściwą. Przez ponad siedem lat, bez względu na to, kto aktualnie rządził, nikt nie był i nadal nie jest w stanie wyjaśnić sprawy tego zabójstwa. Sprawy, na pierwszy rzut oka, prostej. Brak profesjonalizmu? Podobną niewiedzę i niemoc państwo wykazuje w wielu innych sprawach. Równolegle kipi aż od informacji o niewiarygodnych sukcesach w zwalczaniu przestępczości zorganizowanej. Tu państwo sobie radzi. Na ogół sobie radzi. Przynajmniej w medialnych przekazach. Śmiesznie w tym kontekście brzmią słowa, jakie od kilku dni serwują nam głównie politycy, ale też i urzędnicy państwowi, gdy twierdzą, że w tej konkretnej sprawie nie ma co się doszukiwać żadnej spiskowej teorii dziejów o jakichś powiązaniach ze sferą rządową. Jeśli już, jak twierdzą, to co najwyżej można mówić o sitwach lokalnych. Znaczy, państwo przez siedem lat nie potrafi sobie poradzić z jakąś sitwą lokalną? To co to za państwo? Chyba krótką pamięcią mogą się poszczycić „zwolennicy” ewentualnych sitw lokalnych. Wystarczy wspomnieć aferę starachowicką, która swą „lokalnością” sięgnęła do sfer rządu i parlamentu. W sprawie Krzysztofa Olewnika, jeśli nawet korzenie sięgają sfer lokalnych, to można spokojnie założyć, iż właśnie te sfery szukają potem wsparcia znacznie wyżej. Gorzki śmiech, a raczej zimny gniew wywołują wypowiedzi szeregu osób, które same będąc odpowiedzialnymi za obecny stan rzeczy, ręce załamują nad stanem państwa. Tym stanem, który jest skutkiem działań i zaniechań owych teraz zdruzgotanych i zbulwersowanych person. Niesmak, by nie używać mocniejszych określeń, budzi to, że wszyscy, spod każdej barwy politycznej, starają się wykorzystywać podobne tragedie dla tworzenia własnych świetlanych wizerunków. Tak było w sprawie dotąd niewyjaśnionej śmierci gen. Papały, tak było i jest nadal w sprawie śmierci Barbary Blidy i – wszystko na to wskazuje – tak będzie nadal przy każdej podobnej okazji. Przyzwoitość odeszła do lamusa. Zastąpiona przez tzw. politykę. Tak zwaną, bo nawet w polityce są granice przyzwoitości. Tyle, że nie u nas, jak się okazuje. Fala dymisji po tej trzeciej samobójczej śmierci miała chyba przekonać społeczeństwo o…no właśnie, o czym? Co robił premier Tusk przez półtora roku rządzenia, co robił jego minister sprawiedliwości Ćwiąkalski? Jeszcze kilka dni temu słychać było wyłącznie peany pochwalne na cześć całego gabinetu, z ministrem sprawiedliwości na czele. Również i z innymi ministrami i szefami w resorcie sprawiedliwości i bezpieczeństwa, którzy w tej konkretnej sprawie w jakiś sposób ponoszą odpowiedzialność za tę, nazwijmy to umownie, niemoc państwa. Znamienne jest to, co się premierowi wymknęło, chyba nieopatrznie, przy okazji informowania o dymisji ministra sprawiedliwości. Mianowicie dymisja ta została spowodowana sprawą tak bardzo nagłośnioną przez media i reakcje społeczeństwa. Należy przez to rozumieć, że każde niechlujstwo, każde zaniechanie, szalbierstwo, a może wręcz przestępstwa urzędników państwowych pozostawać będą w zaciszu gabinetów, dokąd wieść o nich nie przedostanie się do opinii publicznej? To kto w tym państwie rządzi? Media? Nadużycie? Może niekoniecznie. Od blisko roku premier Tusk jest w posiadaniu wyroku Sądu Najwyższego – sygn. akt II PK 256/07 – w którym ze sformułowań uzasadnienia należy stwierdzić, iż na wysokich stanowiskach państwowych zasiadają nieuczciwi urzędnicy. Co premier Tusk z tą wiedzą robi? Nic. A w tym przypadku nie ma mowy o jakiejś wirtualnej odpowiedzialności politycznej. Jest za to całkiem materialny wyrok Sądu Najwyższego. W połowie grudnia ubiegłego roku Szef Kancelarii Premiera, Tomasz Arabski podany został do prokuratury z powiadomieniem o popełnieniu przestępstwa polegającym na uniemożliwianiu dostępu do oryginałów dokumentów urzędowych – art. 23 ustawy o dostępie do informacji publicznej. Te dokumenty mogą świadczyć o dokonaniu fałszerstwa przez innych urzędników państwowych w sprawie ściśle związanej z wyrokiem SN, o którym wyżej. Tymczasem Szef Kancelarii, na wniosek o dostęp do oryginałów – o ile takowe w ogóle istnieją – frywolnie stwierdza, że część gdzieś zaginęła, do części dostępu nie da z uwagi na ochronę danych osobowych, a co do dostępu do oryginałów, których kopie, owszem, nadesłał, nie wypowiada się w ogóle. Brak profesjonalizmu? Niechlujstwo? Zaniedbanie? Czy też może świadome uniemożliwianie ustalenia stanu faktycznego i uzyskanie odpowiedzi na pytanie, czy w sprawach przed sądami urzędnicy i ich pełnomocnicy posługują się kopiami dokumentów sfałszowanych? Co stoi na przeszkodzie w udostępnieniu wglądu w oryginały dokumentów urzędowych, zgodnie z obowiązkiem wywodzącym się z przepisów ustawy o dostępie do informacji publicznej? Co robi Szef Kancelarii w kwestii wyjaśnienia, kto jest odpowiedzialny za zaginięcie części dokumentów? Osobliwie akurat tych, które mogą mieć w powyższej sprawie kluczowe znaczenie. Tym samym nasuwa się pytanie, jakimi motywami kieruje się Szef Kancelarii Premiera, by łamać prawo w dostępie do informacji dotyczącej innych wysokich urzędników państwowych? Tych, których premier Tusk utrzymuje na wysokich stanowiskach w administracji rządowej. Premier milczy, prokuratura milczy, nie dzieje się nic. A co ciekawsze, od ponad trzech lat sądy stronią od uwzględnienia wniosków dowodowych w postaci przedstawienia oryginałów tych właśnie dokumentów. Podobnie jak pełnomocnicy wystrzegają się osobistego uwierzytelnienia kopii za zgodność z oryginałem. Czy chodzi o to, że milczenie i niemoc państwa przejawiają się wówczas, gdy w sprawie mieć mogą udział aktualni funkcjonariusze publiczni i aktualnie działający parlamentarzyści? Pytanie stąd się bierze, że na przykład w sprawach fałszerstw dokumentów byli parlamentarzyści – Renata Beger i Wanda Łyżwińska skazane zostały całkiem sprawnie po równie sprawnym śledztwie, zebraniu i przedstawieniu dowodów. W tej właśnie sprawie postawa ministra Ćwiąkalskiego również przypominała piłatowe umywanie rąk. Zarówno w kwestii skandalicznego wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie, uchylonego potem przez Sąd Najwyższy, jak również w sprawie uporczywego pomijania przez sądy wniosków dowodowych, a przede wszystkim w sprawie powiadomienia prokuratury o popełnieniu przestępstwa przez Szefa Kancelarii Premiera. Czy to też lokalne sitwy? Przynajmniej do czasu, gdy media nie wywloką na światło dzienne całego wachlarza zdarzeń, zaniechań, uników i niewyjaśnionych aspektów? Kto i jak wówczas będzie mówił o godności urzędnika Rzeczypospolitej Polskiej? Premier, minister sprawiedliwości, minister do spraw nieprawidłowości w administracji rządowej? To takie właśnie mechanizmy, taka ciemna materia doprowadzają do spraw tragicznych, jak w przypadku śmierci Krzysztofa Olewnika. I potem takie mechanizmy uniemożliwiają wyjaśnienie szczegółów, a zwłaszcza osób, których na pierwszym planie nigdy nie widać. A gdy już się nie da nic zrobić, bo wieść poszła w cały kraj i poza granice, robi się medialny spektakl z falą dymisji. Organizuje swoiste sympozjum na posiedzeniu Sejmu, z którego i tak nic nie wynika, a jedynie wszyscy wszystkich wytykają palcami, że każdy winien tylko nie ten, który akurat wszedł na mównicę. Powołuje się sejmową komisję śledczą ku uciesze gawiedzi i wszystko wraca w koleiny. Mamy właśnie następcę ministra Ćwiąkalskiego, szefa sejmowej komisji śledczej do spraw nacisków, Andrzeja Czumę. Co ta komisja od lutego ubiegłego roku ustaliła, nie wiadomo. Poza widowiskiem dla telewidzów, konkretów jak kot napłakał. Lepiej dla wszystkich by było, gdyby takich samych efektów nie osiągał teraz resort sprawiedliwości, szczególnie w obszarze bezpieczeństwa obywateli i pewności oraz mocy państwa. A winnych, tych faktycznych, mocodawców lub tych, którzy z jakichś powodów utrudniali i nadal utrudniają wyjaśnienie sprawy Krzysztofa Olewnika, jak i w wielu innych spraw, jak nie było tak nie ma. Witold Filipowicz Warszawa, styczeń 2009 mifin@wp.pl -----Original Message----- Date: Sun, 25 Jan 2009 13:34:14 +0100 Subject: Tekst do wykorzystania From: "Witold Filipowicz" To: "SOWA" "(...)Nie po raz pierwszy jeste¶my ¶wiadkami s³abo¶ci pañstwa wobec przestêpstw, które swoimi w±tkami siêgaj± tzw. w³adzy. Szeroko rozumianej w³adzy, bez wzglêdu na jej szczebel. Sprawa zbrodni dokonanej na Krzysztofie Olewniku zdaje siê odkrywaæ ciemn± materiê mechanizmów, jakie funkcjonuj± w naszym demokratycznym pañstwie prawnym. (...)"
Pozdrawiam WF
niedziela, 14 grudnia 2008
Polską rządzi ubeco-esbecka mafia oraz agentura moskiewska, a wszystkie "rządy" po
"okragłym stole" to tylko teatry marionetek
OJ! Naiwni, naiwni, naiwni......
"Nie da się usunąć skutków jesli sie nie usunie przyczyn" - to jedno z podstawowych praw logiki, przedmiotu usunietego z polskich szkół na początku lat 60-tych! A wierzacym przypominam: nie da się zwycięzyć zła dobrem jesli sie temu złu ulega. A całe zło polega na tym, ze Polską rządzi cały czas tzw. grupa trzymająca wladzę czyli stara ubeco-esbecka mafia oraz agentura moskiewska zalegalizowana przez Wałęsę pod szyldem WSI a wszystkie "rządy" po "okragłym stole" to tylko teatry marionetek - rzadów Olszewskiego i Kaczynskiego nie wyłączając! Wniosek jest prosty: PROBLEMY POLSKIE SĄ NIE DO ROZWIĄZANIA DOPÓKI TZW. GRUPA TRZYMAJACA WLADZE NIE ZOSTANIE UZNANA JAKO ORGANIZACJA TERRORYSTYCZNA O CHARAKTERZE ZORGANIZOWANEJ PRZESTEPCZOŚCI ORAZ ZNEUTRALIZOWANA I WYELIMINOWANA Z ZYCIA SPOŁECZNEGO I PUBLICZNEGO!! A taki akt prawny jest nierealny w ramach obecnego państwa legalnego bezprawia w ktorym mafia bolszewicka ma status "swiętych krów". Do tego potrzebna jest REPOLONIZACJA CZYLI OPARCIE SIĘ O POLSKIE PRAWODAWSTWO JAKIE OBOWIĄZYWAŁO WSZYSTKICH POLAKÓW W 1939 ROKU! Głos wolajacy na patriotycznej pustyni, Jerzy Tatol http://de.groups.yahoo.com/group/kulturzentrum1/message/1491
sobota, 06 grudnia 2008
Bezprawie, bez wolności w nienaszej spółdzielczości: Należy wyciąć raka żydokomuny!
Czeladź - niegospodarność, "rewitalizacja" miasta za 120 mln złotych, burdel,
zniszczenia zabytków (...) Dyskusja podczas Konferencji była niezwykle emocjonująca. Zbyt wiele krzywd już wyrządzono od 1989 roku ludziom przypisanym niegdyś spółdzielczości mieszkaniowej i praktycznie nikt nie poniósł za to konsekwencji. „ Na sądy nie ma co liczyć, gdyż one i tak zawsze są po stronie prezesów spółdzielni. W przyczyny tego stanu rzeczy, które dla mnie są oczywiste, przecież sędzia gdzieś mieszka, ma dzieci, które będą potrzebują mieszkania, nie będę wnikał”- mówił jeden z dyskutantów z Białegostoku. Mówiono o licznych patologiach w kierowaniu spółdzielniami, o manipulowaniu wyborami spółdzielczych władz, o uwłaszczaniu się na spółdzielczym majątku i „kokosowych” zarobkach prezesów, które są zupełnie nie adekwatne do wkładu ich pracy i kondycji ekonomicznej spółdzielni. Wiele gorzkich słów padło pod adresem spółdzielczych władz związanych z niehumanitarnym traktowaniem członków- właścicieli spółdzielni. Pokazano także, jak prezesi spółdzielni mieszkaniowych, korzystając z instrukcji związków rewizyjnych spółdzielni mieszkaniowych, zawiązali antypaństwowy spisek ( inaczej się tego nie da nazwać) przeciwko zapisom ustawy znowelizowanej w ubiegłym roku. Pod pretekstem, że niektóre przepisy ustawy zostały zaskarżone do Trybunału Konstytucyjnego przestali realizować obowiązujące przepisy prawne. Sabotują te dotyczące przyjęcia nowych statutów, nie rejestrują ich w sądach rejestrowych, a przede wszystkim już zaczynają się wybierać na kolejne lata według starych zasad i prawa już nie obowiązującego. Należy wyciąć raka żydokomuny! Bo zeżre Naród Polski ta choroba antyspołeczna, która atakuje też populację żydowską od wewnątrz http://my.opera.com/sowa-frankfurt/blog piątek, 05 grudnia 2008
Opinia społeczna
o spółdzielczości, w szczególności o spółdzielniach mieszkaniowych ugruntowana
jest od lat. Państewka w państwie, w których dzieją się dantejskie sceny.
Pojawiające się od dawna setki artykułów na ten temat zdają się potwierdzać
zasadność negatywnych ocen. Zjawiska nepotyzmu, kumoterstwa, niekompetencji, niegospodarności a w końcu i zwykłej arogancji organów i pracowników wobec członków przedstawiane są w tak wielu odmianach i z wielu stron kraju, że trudno byłoby zakładać, iż dotyczy to tylko jakiejś wąskiej grupy. Wystarczy dokonać nawet pobieżnej kwerendy spraw sądowych i doniesień do prokuratury wnoszonych przez członków spółdzielni, gdy próby porozumienia wewnątrz zawodzą. Członkowie zarządów i rad nadzorczych stają pod pręgierzami i niejednokrotnie się okazuje, że zasadnie. Wyroki sądów karnych przeciwko prezesom i innym członkom organów świadczą o tym, że istotnie w spółdzielczości dobrze nie jest. Spółdzielnia Mieszkaniowa „Górczewska” w Warszawie jest jedną z setek jej podobnych. Z takimi samymi bolączkami, jak inne spółdzielnie. Od szeregu miesięcy docierały do mieszkańców informacje o pogarszającej się kondycji SMG. Nie tylko finansowej. Przede wszystkim organizacyjnej, a w szczególności o wyjątkowo złej atmosferze wewnątrz i nieustających scysjach pomiędzy członkami spółdzielni i jej organami – Radą Nadzorczą i Zarządem. Nie pozostawało nic innego, jak wyjść do ludzi i w bezpośrednich rozmowach spróbować ustalić przynajmniej ogólny zarys źródeł wewnętrznych konfliktów. Bo że te konflikty istnieją, nie ulegało żadnej wątpliwości. Nadarzyła się właśnie doskonała okazja, bowiem na dni 14-15 listopada zaplanowano obrady Zgromadzenia Przedstawicieli (ZP), statutowy organ Spółdzielni, zakresem kompetencji tożsamy z Walnym Zgromadzeniem. Jednakże życie po raz kolejny pokazało, jakie jest nieprzewidywalne i pełne niespodzianek. Pierwotny cel wizyty na obradach ZP uległ gwałtownej przemianie wobec zaskakującego zdarzenia, jakie się rozegrało w związku z pojawieniem się na sali obrad osoby z…legitymacją prasową (...). http://de.groups.yahoo.com/group/sowa/message/226 ![]() Artykuły i fotografie z tego blogu są dostępne na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Bez utworów zależnych 2.0 Germany. Gość: Tygrys, 86-80-n1.aster.pl 2008/12/06 10:21:31 Zgadzając się zasadniczo z poglądem autora co do prawa przysłuchiwania się obradom przedstawicielowi prasy pozwalam sobie wyrazić zastrzeżenia do całości art. mącącego "Kowalskiemu" w głowie. Zebranie Przedstawicieli (istnieją watpliwości prawne czy miało prawo byc zwołane ze względu na ostatnia nowelizację ustawy osm) jest najwyższym organem spoldzielni ale działającym na ogoł raz w roku przez 1 dzień i nie sprawuje władzu "na codzień". Przewodniczący Zebrania prowadzi tylko obrady i nie ma innej władzy. W realiach dość przypadkowego przedastawicielstwa na ZP zebrani wykazują się na ogół ograniczonymi kwalifikacjami i to jest powszechny mankament o który nie można winić "Nowaka" który został wybrany do reprezentowania swojej Grupy Członkowskiej - takie są realia. Podczas obrad Zarząd ma ograniczoną rolę podobnie jak Rada Nadzorcza. W sumie autor art. sugeruje, że Prezydium ZP rządzi na codzień, spółdzielnią co jest oczywistym nonsensem. Radził bym więcej powściągliwoścci w ferowaniu osądów i zapoznania się przed publikacją art. z Ustawą osm oraz porozmawiania z kimś z doświadczonych samorządowców spółdzielni z podziałem komopetencji i sposobem funkcjonowania spółdzielni mieszkaniowych, Pozostaje z wyrazami szacunku, Ryszard Pikuła od redakcji: Przewodniczący Rady Nadzorczej SM Marymont Potok i wieloletni działacz samorządowy społdzielczości mieszkaniowej.
poniedziałek, 25 sierpnia 2008
Z Listu do Szwecjan; w rocznicę sierpnia 1980
european magazine - magazyn europejski - europäisches magazin sowa Monday, Aug 25, 2008
Stan David Ligoń: Z Listu do Szwecjan; w rocznicę sierpnia 1980Download
this episode / wysłuchaj (8 min) mp3
nie pisze się dla tych, co udają Greka na Dolnym Sląsku, ale dla tych, którzy nie szczędząc sił dla Sprawy poddają rzecz obróbce przy zachowaniu wiary w miarę jedynej słusznej dla Praw Człowieka pozycji wertykalnej. Pan Krzysztof Cierpisz jest polskim emigrantem politycznym w Szwecji, więc nie musi wiedzieć o tym, że żydokomuna nie po to weszła do Polski we wrześniu 1939 roku a potem w 1944 roku, żeby się dzielić ze swoimi mocherami talmudycznymi zdobytą nad Polakami władzą. Bo zauważa Pan Krzysztof dziś, 25 sierpnia 2008: "Właśnie , dobrze, ze zauwazcie w końcu ten mój pogląd, który nie jest jakimś "wymysłem" a wybiegał nieco w przyszłość,która już dziś zaczyna deptać Polsce po pietach". Pogląd Pana Krzysztofa zamknął się w stwierdzeniu: "Panstwo Izrael bedzi zlikwidowane - to na Ziemi Swietej - a zbudowane nowe panstwo zydowskie (zydoskie) w Polsce. To na trupie Polski. Ludnosc polskojezyczna pomoze". Zauważmy, .: B., że stworzony na ziemiach Zachodniej Polski demolud o nazwie PRL nie był państwem polskim, jak Rzeczpospolita Polska do 1939 r. PRL nie była Polską. Totalitarną władzę nad Polakami w PRL posiadali agenci Moskwy oraz Izraela, żydoubowcy w mundurach wojska oraz milicji, którzy współpracowali z żydowcami w innych częściach świata, przede wszystkim: NRD i USA. W szczytowym okresie funkcjonowania PRL-u władzę nad Polakami uosabiał Czesław Kiszczak, który w sierpniu 1980 roku był szefem kontrwywiadu wojskowego PRL i dlatego nic nie wiedział o żydowcach z tzw. Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża: Borusewicz, Gwiazda, Lis, Wałęsa, Wyszkowski, którzy jawnie głosili za żydowcami-korowcami: Modzelewskim, Romaszewskim, Michnikiem i Kuroniem, że chcą zreformować, czyli przejąć w PRL-u władzę, robili przygotowania do przejęcia władzy. Tymczasem Kiszczak nie uważał i dał się głupio podejść i zaskoczyć tym paru sprytnym, niewykształconym, "polskim działaczom związkowym" o rysach Bronsztajna /Leo Trockiego (Wildsztajna, Blumsztajna, Kalksztajna), że Polak by się na nich nie poznał i podjechali sobie motorówkami wojskowymi pod stocznię, a szef kontrwywiadu wojskowego PRL Czesław Kiszczak nic o tej akcji kontrwywiadu wojskowego PRL nie wiedział! W nagrodę za to, że Kiszczak dał się tak głupio zaskoczyć Lechowi Wałęsie, wkrótce tenże sam Kiszczak mianowany został Ministrem Spraw Wewnętrznych PRL-u, czyli szefem całego kontrwywiadu i wywiadu ubowców a żydzi: Gwiazda z Lisem i Kaczorami mogli sobie śmiało rozkręcić Solidarność do 10 milionów członków, bo co zostało zaplanowane, to się nie odstało pod Kiszczakiem i Jaruzelskim, Wałęsą, Kwaśniewskim, Kaczyńskim, Buzkiem, Tuskiem, Marcinkiewiczem, Millerem, Belką, Cimoszewiczem. Pytania warsztatowe: - Czy może być i tak, że wkrótce przyjadą na ziemie Polski żydzi, żeby Polaków też wyzwolić spod tego wszystkiego, co już jest? - Czy miał może takie wizje we Szwecji, w ojczyźnie św. Brygidy polski emigrant polityczny, że na miejscu Unii Europejskiej, do której Izrael ma razem z Gruzją, Turcją i Ukrainą w 2014 roku planowo doszlusować, powstanie jeszcze jedno, jakieś nowe państwo żydowskie? - A co na to widzenie żyd Sarkozy we Francji, która jest w obecnej Unii Europejskiej? - A jego kolega w Hiszpanii? - A ich koledzy w Bułgarii, Gruzji i Rumunii, koleżanka w Niemczech o nazwisku takim samym jak Jacek Merkel z Gdańska, liberał i kolega premiera Tuska? - Czy ci żydzi, którzy już się sami wybili w Unii na niepodległość, też mają być jeszcze wyzwoleni z raz już zdobytej władzy i własności? - A któż to będzie potem jeszcze chodził się modlić do świątyni w Jeruzalem, którą żydzi ponoć chcą odbudować, a wszystko robią na całym świecie, żeby się w niczym nie ograniczać? - Kto będzie obchodził z radością w tym roku rocznicę strajków w Gdańsku? - Komuż to proponował żyd Jagielski w sierpniu 1980 roku w stoczni: dogadajmy się jak Polak z Polakiem? Czyż nie temu, który wiecznie co innego mówi, a co innego mu się po głowie tułacze? - Czyż nie nazywał Lech Wałęsa polskich emigrantów
politycznych zdrajcami, bo ich zdradzili ci właśnie ludzie w Ojczyźnie mojej,
którzy oszukali Naród Polski i założyli nową, drugą Solidarność, z nowym
statutem i działaczami takimi jak: Buzek, Wałęsa i Kaczyńscy, na których nie
pomylił się Naród Polski i nie zawiódł generał, szef kontrwywiadu wojskowego w
PRL. http://sowa.mypodcast.com
niedziela, 17 lutego 2008
Bajki pani prezydent Walz w TVn24 i prawda w sieci: Ustawiane konkursy i sprawy w sądzie; Witold Filipowicz
Hanna Gronkiewicz-Waltz oceniła jako "zarzut nieprawdziwy" doniesienia mediów, jakoby konkursy na stanowiska w warszawskim ratuszu były ustawiane. - 90 procent konkursów wygrywają ci, którzy są w środku instytucji, to znana praktyka także z państw UE – stwierdziła prezydent Warszawy. Jak podkreśliła, niektóre przepisy dotyczące konkursów są źle sformułowane i to może być przyczyna pewnych nieprawidłowości. http://wiadomosci.onet.pl/3206862,relacjetv.html W nawiązaniu do dzisiejszego wywiadu z Prezydent Warszawy w sprawie konkursów do urzędów administracji publicznej - TVN24, godz. 10 - warto zainteresować się, jak faktycznie od wewnątrz przebiegają te "castingi" i jakie bywają skutki. Opowiadania Pani Prezydent, mówiąc oględnie, można między bajki włożyć. Tego w oficjalnych przekazach nie ma, żaden z opiniotwórczych ośrodków nie pokazuje tej strony administracji publicznej i faktycznego funkcjonowania państwa. 1. Najbliższa sprawa - z art. 212 KK przeciwko autorowi tekstu "Paragrafy i kaptury" - sprzed blisko 4 lat - odbędzie się w poniedziałek, 18 lutego w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Woli - ul. Kocjana 3, sala 59 o godzinie 9.00 - sygn.. akt III K 836/07. To już czwarta sprawa po...3 rozprawach pojednawczych!! Tym razem chyba wreszcie rozprawa główna. 2. W Sądzie Najwyższym - w dniu 19 lutego - odbędzie się rozprawa również na tle konkursu na wyższe stanowiska w służbie cywilnej, gdzie legalnie wygranego w tym konkursie dyrektora usunięto po 3 miesiącach ze stanowiska. Rozbieżności orzecznictwa sądów I i II instancji jeżą włos na głowie, zwłaszcza pojawiające się okoliczności już z zakresu kodeksu karnego. Teksty o tym szerzej "Dyrektora na chwilę przyjmę" i "Postępowania zaciemniające" - dostępne w sieci. - sygn. akt II PK 256/07 - 19 lutego, Sąd Najwyższy, Pl. Krasińskich 2/4/6, godzina 11.00, sala G. 3. W sprawie konkursu na Kierownika Działu w Zakładzie Gospodarowania Nieruchomościami Warszawa-Śródmieście, wniesiona została - w listopadzie - skarga do WSA w Warszawie, za pośrednictwem Prezydenta Warszawy. Dotą nie ma żadnego znaku, co dalej z tą sprawą. Niewykluczone, że skarga w ogóle nie została przekazana do Sądu. Szerzej o tym w tekście "Przejrzystość niezupełna" - dostępny w sieci. Za takie zachowanie urzędu - zaniechanie przekazania skargi do Sądu - Minister Schetyna został w styczniu ukarany przez WSA w Warszawie grzywną w wysokości 1000 złotych. Dotąd nie odpowiedział, z jakich środków będzie ta grzywna płacona i czy zamierza minister ustalić urzędników winnych zaniedbania oraz wyegzekwować od nich pieniądze podatnika, jak również czy zamierza wyciągnąć wobec winnych konsekwencje. - sygn. akt II SO/Wa 38/ Witold Filipowicz Warszawa From: Witold Filipowicz Sent: Saturday, February 16, 2008 9:48 PM Subject: Konkursy w sądzie karnym, administracyjnym i Sądzie Najwyższym
niedziela, 16 grudnia 2007
Jerzy Tatol: O twardy patriotyzm, odwagę mówienia w Polsce prawdy w cudze oczy.
Wiadomość z dyskusji apel do Polaków:nic o nas bez nas! Popieram apel ale potrzebne jest "pospolite ruszenie" Polaków! Nadmierne i nieustanne funkcjonowanie tych dwóch pierwszych epitetów http://ochaby.blox.pl/2007/12/Grudniewski-Jan-Tatl-Jerzy-moga-sobie-wyglaszac.html From: Jerzy Tatol To: sowa-frankfurt@yahoogroups.de Cc: listy@prezydent.pl ; cirinfo@kprm.gov.pl ; listy@sejm.gov.pl ; biurowt@interia.pl ; witold.tomczak@europarl.europa.eu ; info@glospolski.com ; h-wujkowska@wp.pl ; krzysztof.cierpisz@manufaktura.se ; sowa-frankfurt@googlegroups.com ; kulturzentrum@yahoogroups.de ; lwprezydent@tlen.pl ; panwici@yahoo.com ; jkossecki@aster.pl ; polishinstitute@yahoo.com ; janszarlinski@poczta.neostrada.pl ; dakowy@elektron.pl ; cb@bedder.de ; boguchwala@go2.pl ; usopal@netgate.com.uy ; sowpol@o2.pl ; lusiaoginska@o2.pl ; instytut@hyppocrates.pl ; pamiecnarodu@o2.pl Sent: Saturday, December 15, 2007 10:37 PM Subject: sowa magazyn europejski Re: [sowa] apel do Polaków:nic o nas bez nas!
niedziela, 11 listopada 2007
Witold Filipowicz o zagrożonej wolności mediów w Polsce
Pierwszy Monitorowy Jarosław Kaczyński zapowiedział, na zwołanej przez siebie konferencji prasowej, że będzie monitorował stan wolności mediów w RP. Wszystkich, zwłaszcza same media, oświadczenie to niezwykle rozradowało. A może rozśmieszyło. Wszystko jedno, choć różnicę da się uchwycić. Ostatnie dwa lata rządów, dzień po dniu pokazywały, jak władza pojmuje wolność mediów. Władza, czyli, ni mniej nie więcej, Jarosław Kaczyński. Nie ma się co rozwodzić nad znanymi powszechnie faktami, jak to z tą wolnością i równością bywało, w tym i cenzurą, nawet prewencyjną. Zdarzały się też historie, o których mało kto wiedział, bo same media jakoś tak starały się niektórych spraw nie dostrzegać. Jednym z takich przykładów było zdarzenie z 14 września tego roku, czyli całkiem świeżutkie. W jednej z ról głównych wystąpił, trzeba trafu, Jarosław Kaczyński. Wspomnianego dnia odbywała się konferencja prasowa Premiera RP z Premierem Wietnamu. Już na początku spotkania usuniętych zostało z konferencji dwoje dziennikarzy Magazynu Kontrateksty. Usuniętych mimo ważnych legitymacji prasowych i mimo posiadania akredytacji z Kancelarii Premiera. Powód? Na żądanie…Premiera Wietnamu. Powodem żądania usunięcia przez BOR jednego z dziennikarzy, Ton Van Anh, występującej w podwójnej roli – dziennikarki Kontratekstów, ale też dziennikarki Radia Wolna Azja była jej działalność opozycyjna na rzecz demokracji w obszarze azjatyckim, głównie Wietnamu. Jędrzej Karpiński prawdopodobnie podzielił los Anh z tego powodu, że oboje mieli legitymacje Kontratekstów. A że prawdopodobnie, to dlatego, bowiem Kancelaria Premiera - słowami Agnieszki Glapiak, dyrektor CIR – pismem z 11 października - nie potrafi wyjaśnić tego zdarzenia z Jędrzejem Karpińskim. Natomiast bardzo poważnie wyjaśnia powód usunięcia wietnamskiej dziennikarki. Chodziło o względy bezpieczeństwa delegacji wietnamskiej, w szczególności bezpieczeństwa Premiera Wietnamu. Komentować tego zdarzenia nie ma potrzeby, jest wystarczająco wymowne. Ale to jeden z przykładów szczególnej dbałości Jarosława Kaczyńskiego o wolność mediów. Również daje obraz sposobów i narzędzi używanych ku tej dbałości. W tej sytuacji zapowiedź Jarosława Kaczyńskiego o zamiarze intensywnego monitorowania wolności mediów szczególnie uradowała rzeczony Magazyn Kontrateksty. Jarosław Kaczyński, jako Premier RP, miał nieograniczone wręcz możliwości i narzędzia do – nazwijmy to umownie – monitorowania, łącznie, jak się okazuje, z używaniem funkcjonariuszy służb specjalnych. Jako poseł opozycyjny, do monitorowania pozostają mu dobre okulary i względnie wydolny słuch, a za narzędzie pilot do telewizora. BOR będzie ewentualnie eks premierowi służył jedynie za przewodnika, by nieopatrznie nie zawędrował z nawyku do Kancelarii Premiera, co groziłoby mu kolejnym, po wyborach, szokiem. Od monitorowania wszelkich obszarów życia publicznego są media. W tym również od monitorowania wolności słowa, dostępu do informacji publicznej, przede wszystkim zaś od patrzenia na ręce władzy. Również i politykom. Wszelkich barw. Głównie zaś tym, których wiarygodność pozostawia wiele do życzenia.
Witold Filipowicz Warszawa, 8 listopada 2007 r.
"(...) A że prawdopodobnie, to dlatego, bowiem Kancelaria Premiera - słowami Agnieszki Glapiak, dyrektor CIR - pismem z 11 października - nie potrafi wyjaśnić tego zdarzenia z Jędrzejem Karpińskim. Natomiast bardzo poważnie wyjaśnia powód usunięcia wietnamskiej dziennikarki. Chodziło o względy bezpieczeństwa delegacji wietnamskiej, w szczególności bezpieczeństwa Premiera Wietnamu. Komentować tego zdarzenia nie ma potrzeby, jest wystarczająco wymowne. Ale to jeden z przykładów szczególnej dbałości Jarosława Kaczyńskiego o wolność mediów. Również daje obraz sposobów i narzędzi używanych ku tej dbałości. Pozdrawiam Witold Filipowicz http://groups.google.de/group/sowa-frankfurt/browse_thread/thread/81ed6bd18b34c4bb
poniedziałek, 29 października 2007
Państwo Izrael bedzie zlikwidowane - to na Ziemi Swietej - a zbudowane nowe państwo zydowskie (zydoskie) w Polsce
28 Paź, 08:44 Zydom a nie "syjonistom". Syjonizm jest produktem judaizmu a nie odwrotnie. Podobnie, produktem judaizmu sa : marksizm, feminizm, ekumenizm, globalizm, czy ekologizm. Bezustanna rewolucja swiatowa - wg Trockiego - zostala zastapiona bezustannym szerzeniem swiatowego polipa - a to bez wzgledu na forme. Syjonizm jest jedynie chwilowym wypryskiem na ciele judaizmu. Przeminie on tak samo szybko jak marksim lub inne. Musi on znalezc sobie jedynie nowe i lepsze wcielenie. Juz teraz widac , ze syjonizm w stosunku do tzw Izreala w Ziemi Swietej, zmienia sie na syjonizm w stosunku do Polski. To Polska jest marzeniem zyda a nie piaski Synaju. Panstwo Izrael bedzi zlikwidowane - to na Ziemi Swietej - a zbudowane nowe panstwo zydowskie (zydoskie) w Polsce. To na trupie Polski. Ludnosc polskojezyczna pomoze. KC 26 Paź, 23:50 Zydokomuna ma sie tym lepiej, gdyz podzielona na tzw. polska prawice i polska lewice ulatwila dojscie do wladzy w Polsce syjonistom i ich slugusom. Czytajcie www.wolneradiopolska. blog.onet.pl Pozdrawiam Zbigniew Rolinski Dnia 26-10-2007 o godz. 11:33 Opozycja Pozaparlamentarna napisał(a):
piątek, 28 września 2007
Witold Filipowicz: Jak Prezes z Premierem, jak budują RP wszystkie opcje
Witold Filipowicz Warszawa Wszyscy wobec prawa są równi. Tak powiadali bohaterowie Orwella. Tę frazę słyszymy i dziś kilka razy dziennie. Na czym ta równość polegała w „Folwarku zwierzęcym”, wszyscy mniej więcej wiedzą. Kto sądził, że powieść owa zalicza się do gatunku SF, od paru lat musi swój pogląd zdecydowanie korygować. Niespełna dwa tygodnie temu na jednym z portali internetowych pojawiła się informacja o praktykach finansowo-prawnych byłej szefowej Ministerstwa Pracy. Wynikało z tej informacji, że minister Kalata miała nad wyraz szczodrą rękę dla swoich pracowników. Na premie i nagrody wydała w ubiegłym roku ponad 8 milionów złotych. Wedle raportu kontroli zarządzonej przez premiera, stanowiło to 23 procent środków wobec planowanych na ten cel 3 procent. Z tej samej notatki dowiadujemy się, że prezes Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie poskarżył się premierowi na minister Kalatę. Żalił się, że Ministerstwo Pracy nie płaci grzywien nałożonych przez sąd, nie przekazuje skarg obywateli oraz nie wykonuje wyroków sądu. W sumie była minister Kalata jest winna Skarbowi Państwa około 25 tysięcy złotych. Nie Ministerstwo, jak się błędnie podaje, lecz w ostatecznym rozrachunku minister Kalata osobiście. O ile przepisy o odpowiedzialności urzędnika za działania niezgodne z prawem potraktować poważnie. Dwie ciekawe informacje w jednym i żadnej odpowiedzi, za to seria pytań się ciśnie, z których choćby kilka warto postawić; Panu Premierowi: Jak to jest możliwe, że dopiero po rozpadzie koalicji zainteresowano się radosnym rozdawnictwem pieniędzy publicznych przez minister Kalatę? Przez rok nikt nic nie widział i nie słyszał? To gdzie się podziewały kontrole resortowe, audyty, gdzie się podziewała NIK z badaniem wykonania budżetu? Zwłaszcza, że już przed wieloma miesiącami wróble na dachu opowiadały sobie o wizażystce dla minister Kalaty za jedyne 11 tysięcy, czy o gustownym, stylowym bufecie ministerialnym za jedyne 50 tysięcy? I co dalej z tym fantem, Panie Premierze? Pomijając już inne aspekty finansowych wyczynów minister Kalaty, przekroczenie wydatków planu finansowego, tu o 20 procent, stanowi naruszenie dyscypliny finansów publicznych. Powinno to, niejako automatycznie, najdalej na koniec marca, po zakończeniu roku budżetowego, uruchomić procedurę postępowania dyscyplinarnego. Co w tym czasie porabiał resortowy rzecznik dyscypliny finansów publicznych? Czy powiadomił swojego bezpośredniego szefa, Głównego Rzecznika Dyscypliny Finansów Publicznych w Ministerstwie Finansów? Czy też zaniechał wykonania obowiązku ustawowego? Dlaczego przez tyle miesięcy nikt nie reagował na finansowe ekscesy minister Kalaty i dlaczego nadal nic w tej sprawie nie słychać o podjęciu kroków prawnych, wynikających z przepisów ustawy o finansach publicznych? „Ciemność, ciemność widzę….” Panu Prezesowi WSA w Warszawie: Na początku ubiegłego roku do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie złożony został wniosek o ukaranie grzywną Szefa Służby Cywilnej za nie przekazanie w terminie skargi obywatela. Minister Jan Pastwa wprawdzie skargę przekazał, ale nie w obowiązującym, 30-dniowym terminie, lecz kilkanaście dni później. Tym samym złamał prawo. Co na to WSA w Warszawie? Otóż i fragment postanowienia, sygn. akt II SO/Wa 353/05): „(…)Zdaniem Sądu przekroczenie terminu na przekazanie odpowiedzi na skargę wraz z aktami sprawy jest niewielkie, a organ dopełnił wszystkie obowiązki związane z przekazaniem sprawy (…)”. Podobne stanowisko zajął w sprawie…Prezes WSA w Warszawie, na wniesioną skargę na tak kuriozalne postanowienie sądu. Finał? Obywatel złożył wniosek zgodnie z przepisami prawa, zgodnie z przepisami prawa został wezwany do uiszczenia opłaty sądowej, zgodnie z przepisami prawa opłatę wniósł, a na koniec otrzymał postanowienie WSA w Warszawie o treści, jak wyżej zacytowano i skargę oddalił. WSA w Warszawie, dwukrotnie, potwierdził złamanie prawa przez organ i na koniec, pospołu z ministrem Janem Pastwą, pokazali obywatelowi gest Kozakiewicza. I nawet nikt nie zwrócił poniesionych kosztów opłaty sądowej. Znaczy, obywatel zapłacił Sądowi za to, by Sąd stwierdził, że obywatel ma rację, ale jednocześnie pokazał mu w związku z tą racją to, co pokazał. W obu przypadkach dotyczących WSA, wraz z przekazywanym stanowiskiem w sprawie łamania prawa przez organ władzy publicznej, pouczano też obywatela o prawie wniesienia skargi kasacyjnej. Znaczy, nie dość, że obywatel został, de facto, pozbawiony pieniędzy w pierwszej instancji, mimo zasadności złożonego wniosku, bo nikt mu ich nie zwrócił, choć złamanie prawa przez organ stwierdzone zostało, to jeszcze obywatela kierowano na drogę ponoszenia dalszych kosztów. Nie tylko już samej opłaty, ale też – z uwagi na przymus adwokacki – również kosztów pełnomocnika. Jakiego finału, wobec tak kuriozalnej postawy WSA, można się było spodziewać po NSA? Jeśli taki kierunek i sposób stosowania prawa wskazuje sam WSA w Warszawie, to skarżenie się teraz na minister Kalatę, że nie przekazuje skarg, wygląda i zabawnie, i zastanawiająco. Panu Prezesowi można, co najwyżej, podarować paczkę chusteczek jednorazowych z dedykacją porzekadła: „Sameś sobie zgotował ten los, Grzegorzu Dyndało”. Minister Kalata pokazywała właśnie, że nawet jak już sąd, z jakiejś przyczyny, grzywnę nałoży, to i tak funkcjonariusz publiczny ma tę grzywnę, prawo i sąd w miejscu nieszczególnie szacownym. A skoro uzbierało się tyle tych zobowiązań, to znaczy, że minister Kalata działała tak od dłuższego czasu i w niejednej sprawie. Co robił Pan Prezes WSA przez ten czas? Panu Premierowi zaś może by podesłać tekst ustawy o finansach publicznych, z powiększoną czcionką i tłumaczem, szczególnie tej części o dyscyplinie finansów publicznych. Wprawdzie jest jeszcze parę ustaw z przepisami pasującymi jak ulał do minister Kalaty i jej działalności, ale już ta jedna by wystarczyła. Zresztą, kto by je czytał i po co? Gest Kozakiewicza na dobre zagościł w polskim życiu publicznym, teraz sobie utrwala miejsce w systemie prawnym państwa. Być może zagości też przy urnach wyborczych. Witold Filipowicz Warszawa, 10 września 2007 r. mifin@wp.pl zaraz w dzień wyborów będę prosił o chętnych do budowania programów i struktur w czasie roku - bo więcej to nie może wytrwać - zrobimy dogrywkę i uporządkowanie kraju - mówił Wałęsa.
środa, 26 września 2007
Witold Filipowicz (exclusiv): EuroPiS 3000
OK, budujemy. Dołączone zostały przykłady, jedne z wielu, jak - póki co - budują RP wszystkie opcje polityczne, od prawa do lewa. Jeszcze trochę i kamień na kamieniu nie pozostanie. EuroPiS 3000 Był wybuch radości, euforia, fajerwerki. Polska wraz z Ukrainą wybrane na organizatorów Euro 2012. Nie minęła nawet doba, gdy entuzjazm gwałtownie słabnąć począł. Powróciła rzeczywistość. Zaczęło docierać do wczorajszych triumfatorów, że organizacja imprezy sportowej na skalę międzynarodową to nie kwestia zakupu paru piłek, kompletu majtek i koszulek. Stadiony, drogi, infrastruktura, organizacja, nie tylko na skalę jednego kraju, to zadanie nieco trudniejsze, niż zorganizowanie wiecu partyjnego. Aby podołać takiemu przedsięwzięciu potrzebne są pieniądze, ludzie, wizja i sprawnie funkcjonujący organizm państwa. Poczynając od samego szczytu, rządu, do najmniejszej gminy. Polska pretendowała do roli organizatora jeszcze przed wyborami w 2005 roku. Należało się liczyć, że możemy tę szansę otrzymać. Już choćby ta perspektywa winna wyznaczać kierunki działania nowej władzy. Jaki sytuacja przybrała kierunek rozwoju, wszyscy wiemy. Ustawiczne wojny międzykoalicyjne, bitwy na teczki, priorytetowe tworzenie kolejnych służb do zadań specjalnych od ścigania wszystkiego i wszystkich. Zaczął się masowy exodus w poszukiwaniu normalności i pracy na obczyźnie. Emigracja na skalę porównywalną do tej z lat osiemdziesiątych.
Wiosną 2006 roku władza zafundowała nam kolejny prezent w postaci rozgonienia na cztery wiatry konkursów na wyższe stanowiska w służbie cywilnej. Trzon apolitycznego – z założenia – aparatu administracyjnego państwa został praktycznie unicestwiony. Wprawdzie poprzedni system i tak był w dużej mierze fikcją, jednakże jakieś tam hamulce przed sobiepaństwem ustanawiał. Z końcem października ubiegłego roku hamulce powędrowały na złom. No i zaczęło się… Wszelkie zawirowania rządowe wywoływały personalne zawirowania w urzędach, agencjach, spółkach skarbu państwa. Dyrektorzy, kierownicy, prezesi – wszystko zaczęło się kręcić jak na gigantycznej karuzeli. Funkcje i stanowiska obejmowane są jak popadnie. Kto wcześniej rano wstaje, ten rządzi. To, rzecz jasna, odbija się na obsadzie stanowisk niższych, do ochroniarza włącznie. Nie inaczej dzieje się w administracji samorządowej. Obowiązujące tu konkurencyjne zasady obejmowania stanowisk, wzorowane na regulacjach poprzedniej ustawy o służbie cywilnej, przejęły też i faktyczne zwyczaje. Przepisy przepisami, a stanowisko i tak ma dostać ten czy ów wybrany zawczasu. Ciocie, szwagrowie, teściowie, koledzy koleżanek – luz. I jeszcze do tego luz kolejny w systemie zamówień publicznych. Można sobie wyobrazić, kto choć trochę zna od wewnątrz administrację – jak to teraz funkcjonuje. Bezwład, krzyżujące się decyzje, dziwaczne postępowania…, a przy tym i wszechobecny strach. O to, czy jutro jeszcze będę na stanowisku, będę miał pracę, czy będę…czy będę…. I ten nadrzędny teraz kierunek myślenia – byle przetrwać, byle nie podpaść. Lepiej nie zrobić nic, niż o włos za dużo. Oficjalnie zaś słyszymy - może nie nazbyt nachalnie – że przygotowania do Euro 2012 idą pełną parą zgodnie z planem. Jakim planem? Któż w ogóle jakiś plan widział i kto go stworzył? Ta wielokrotna koalicja pomiędzy wewnętrznymi waśniami? Sztaby urzędników, których wymienia się masowo przy byle okazji albo i bez? Zespoły tworzone ad hoc, wedle jedynego kryterium kwalifikacji – bo swój? Właśnie Ministerstwo Finansów w trybie ekspresowym przeprowadza konkursy na dyrektorów izb skarbowych i naczelników urzędów skarbowych. Wystarczy spojrzeć na wymogi stawiane kandydatom. Stanowiska te są, bądź co bądź, stanowiskami organów administracji publicznej. Z władztwem wydawania decyzji administracyjnych. Tymczasem od zwykłego specjalisty w jakimkolwiek urzędzie żąda się znacznie wyższych kwalifikacji. Przez dwa lata nie wprowadzono niezbędnych regulacji prawnych, by umożliwiły sprawną realizację zadań związanych z organizacją mistrzostw. Żeby to nadrobić, wprowadzono właśnie specustawę, która umożliwia udzielanie zamówień publicznych na wielomilionowe inwestycje bez przetargów. Nikogo nie wzruszają sygnały płynące od Komisji Europejskiej, że taki system może zostać zakwestionowany, jako niezgodny z prawem wspólnotowym. Poskutkuje to nie tylko karami finansowymi, ale też i cofnięciem środków unijnych, które miały być przeznaczone na organizacje Euro 2012. Przy okazji uchwalenia specustawy przewidziano w niej tworzenie spółek celowych skarbu państwa do udzielania tychże zamówień. Najpierw jednak należy te spółki wyposażyć w personel. Na jakich zasadach, nietrudno zgadnąć. Teściowie ze szwagrami już zacierają ręce. Co będzie w tym czasie robić CBA, okaże się po wyborach. Na razie odnotowało kolejny sukces – przechwyciło w Krakowie architekta-łapownika. Jednego. Ale, jak widać, władza zadbała, by CBA nie spoczęło na laurach i miało zapewniony front robót ma najbliższe kilkanaście lat. Ogłoszono też inny sukces. Stadion w Warszawie otrzymał lokalizację. Po kilku miesiącach. I tak dobrze, bo mogła się tal lokalizacja rodzić jak parę kilometrów autostrady – kilka lat. Nikt jakoś specjalnie głośno nie mówi o braku dwustu tysięcy pracowników budownictwa, którzy pojechali szukać szczęścia i pracy za granicą. Zresztą może i słusznie nie wspomina, bo i cóż by ci pracownicy mieli tu robić? Najpierw trzeba coś zaplanować i wdrożyć. A kto ma to zrobić? Za miesiąc zmieni się układ rządzący. Obecna władza samodzielnie raczej rządzić nie będzie. Znów koalicja i znów karuzela stanowisk. W zależności od wyników wyborów, nie da się wykluczyć gremialnego sprzątania po poprzednikach. Od góry do dołu, wszerz i wzdłuż. Zamiast naprawiać, fikcyjny w dużej mierze, system profesjonalnego aparatu administracyjnego państwa, zafundowano nam nieustające igrzyska i permanentną loterię stanowisk. Rano referent, wieczorem dyrektor, albo na odwrót. Świadomość takiego stanu rzeczy niewątpliwie bardzo jest pomocna w codziennej pracy koncepcyjnej i perspektywicznym planowaniu W chwili uchwalania ustawy o państwowym zasobie kadrowy, dziwolągu, który m.in. sankcjonował dziesiątki nielegalnie zajmowanych wyższych stanowisk w służbie cywilnej, bez konkursów, opozycja larum wznosiła pod niebiosa o zamachu na apolityczną administrację. Przed kilkoma miesiącami temat znikł w ogóle z programów wszystkich partii. Dlaczego? Stało się jasne, że wybory są nieuniknione. Władza jest zainteresowana utrzymywaniem takiego sposobu obsadzania stanowisk. A opozycja? Po wyborach otrzyma od obecnej władzy wspaniały prezent. Czyszczenie stanowisk z elementu niesłusznego pójdzie sprawnie i gładko. Mamy mieć mistrzostwa w piłkę nożną, ale na razie intensywnie trenujemy rugby i wolną amerykanę. O Ukrainie lepiej nie wspominać. Akurat i tam odbywają się igrzyska wyborcze. Imprezę na miarę Euro 2012 przeprowadzimy, jeśli w ogóle, to za jakieś następne tysiąc lat. Witold Filipowicz Warszawa, 25 września 2007 r. mifin@wp.pl
sobota, 14 lipca 2007
odwracaja uwage od tego, co
istotne: WŁADZA i WŁASNOSC - w kierunku oprawy, pokrowca politycznego dla
Europy
----- Original Message ----- From: "volny" <volny@o2.pl> To: "Krzysztof Cierpisz" <krzysztof.cierpisz@manufaktura.se>; <lech.walesa1@gazeta.pl> Sent: Saturday, July 14, 2007 11:40 AM Subject: upraszczaja odpady zydowskie, eliminuja Polakow, odwracaja uwage od tego, co istotne: WLADZA i WLASNOSC - w kierunku oprawy, pokrowca politycznego dla Europy upraszczaja odpady zydowskie, eliminuja Polakow, odwracaja uwage od tego, co 1. doc.dr praw Olgierd Baehr - Poznań http://krzysztof.cierpisz.googlepages.com/listotwarty2 ----- Original Message ----- From: Andrzej.Marszalkowski Cc: Bohdan Poręba ; ZygKulig@wp.pl Sent: Saturday, July 14, 2007 10:51 AM Subject: sowa magazyn europejski Re: Przedstawiciele środowisk naukowych i twórczych: L i s t o t w a r t y Jeśli mówi się o Europie jako wspólnocie duchowej, to trzeba ją określić, bo wspólnota duchowa z pederastami, narkomanami i innymi dewiatami oraz dekadencka duchowość obecnej Europy całkowicie mi nie odpowiadają, Andrzej Marszałkowski
sobota, 12 maja 2007
należy wpierwej umyć sie i ogolić. Co ten "trybunał" jest wart widać już
Moze jestem zbyt konserwatywny From: sowa-frankfurt@yahoogroups.de [Sent: den 12 maj 2007 06:11 http://sowa.mypodcast.com/2007/05/Stefan_Kosiewski_Trybuna_do_lustracji_Uwe_i_Willi-16525.html http://groups.google.de/group/sowa-frankfurt/browse_thread/thread/7afeb2c836c0d89a |
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
EU-Fotos
FREUNDE - PRZYJACIELE
IN POLEN - W POLSCE
KOSIEWSKI
Księga - Gästebuch
KULTUR
LITERATUR
Narodowi socjaliści - komuniści - inne
NASZE - UNSERE
POLONIA i Polacy za granicami RP
SOWA
SOWA RADIO
SOWA VIDEO
UNIA & POLSKA
YES - POLAND
Grab this swicki from eurekster.com Profil użytkownika Sowa Magazyn Europejski![]() Utwórz swoją wizytówkę
|