Bóg, Honor, Ojczyzna. Ojcowizna otwarta na świat - ogólnonarodowe zjednoczenie ugrupowań pod historyczną nazwą volni@o2.pl - Listy na adres: Postfach 800626, 65906 Frankfurt am Main
Stefan Kosiewski: Gawęda dla Wilhelma z Góry św. Anny, który radzi mi skończyć z tą polityką
Download
this episode (15 min) Drogi
Wilhelmie, wyjaśniam Ci w paru słowach, że ojca mojego, Władysöawa, ur. w
1926 roku, który całą okupację niemiecką przepracował jako niewolnik w Prusach,
UB zamknęła po tzw. wyzwoleniu w 1945 do więzienia za jakiś pistolet, a jak go
wypuścili w 1948, to się szybko ożenił i uciekł z rodzinnej wioski na Mazowszu z
moją matką Stefanią i urodzonym w Matki Bożej Gromnicznej 1949 roku moim bratem
do Czeladzi. I tu była dalej nasza Gehenna, jak się jeszcze długo po wojnie
mówiło w Polsce po żydowsku na oznaczenie piekła.
Ja byłem wyrzucony ze
studiów w 1977 roku "za postawę niegodną studenta PRL" a w 1978 roku skazali
mnie w Sosnowcu za pobicie milicjanta, potem pomagałem zakładać Solidarność w
paru miastach i zakładach pracy w trzech województwach: Katowickim, Bielskim i
Częstochowskim, m.in.: Katowice, Gliwice, Czeladź.
W Sosnowcu na
kopalni byłem rzecznikiem prasowym strajku gazowego, w tym czasie też byłem
zatrudniony jako dziennikarz w tygodniku "Solidarność Jastrzębie".
Przywrócili mnie w prawach studenta i obroniłem pracę magisterską, która
trzy lata czekała na mnie w dziekanacie, a tytuł pracy, który sobie sam wybrałem
był: "Henryk Elzenberg jako krytyk literacki".
13 grudnia 2001 roku
kamery zagranicznych telewizji ujęły mnie w Stoczni Gdańskiej za plecami Wałęsy,
który przemawiał do tych kamer i mówił, że stocznia jest odcięta od
świata.
A jak Wałęsa kandydował na prezydenta, to ja pracowałem dla
Wolnej Europy i pisałem też korespondencje do Tygodnika Solidarność, którym
kierował Lech Kaczyński.
Dwa lata temu przyjął mnie Wałęsa w Gdańsku, coś
tam porozmawialiśmy o paru sprawach, potem zrobiliśmy sobie wspólnie zdjęcia z
moim synkiem i kobietą.
A potem jeszcze widziałem Wałęsę nad Renem w
Oberwesel, ale do Darmstadt to tak mnie zaprosili do tego ich instytutu, żeby
nie doszło do naszego spotkania.
W stanie wojennym ciągnęli mnie na
kopalnię Wujek, kopalnie Bobrek do Bytomia i do kopalni Sosnowiec; przyjeżdżali
do mieszkania różni tacy emisariusze, że głupi by się połapał, że to prowokacja,
no więc nie dałem się sprowokować, a tylko jak głupi wykupywałem różne środki
opatrunkowe i lekarstwa biegając po aptekach i dostarczałem to razem ze
spirytusem opatrunkowym i odezwami przemawiającymi do rozumu, a nie do
emocji, pewnemu facetowi, który miał to rzekomo dostarczać do Huty Katowice, a
gdzie oni przepijali ten spirytus, to ja już nie wiem.
Nie dałem się
sprowokować, żeby nie iść siedzieć jak mój ojciec siedział za niewinność, lecz
wolałem powiedzieć na milicji, że zamierzam się zgodzić z Jaruzelskim, że jak
już Polska podpisała w Helsinkach Prawa Człowieka i każdy Człowiek i Obywatel ma
prawo wyboru kraju osiedlenia, jak mu się w PRL-u nie podoba, to ja jestem
zgodny wyjechać za granicę.
A jak mi przysłali ponowne wezwanie z
prokuratury w Katowicach, bo na pierwsze nie zareagowałem, gdyż wiedziałem, że
to tylko zemsta za to, że oddałem w czasach legalnej Solidarności do tej samej
prokuratury dokumenty przy paru świadkach na temat kilku afer związanych z
ludźmi koło Grudnia i Gierka, co mi potwierdził w rozmowie przy jeszcze
żyjących świadkach mecenas Kurcjusz, to się wtedy jakoś ten Grudzień podobno
sam powiesił w areszcie domowym, czy w ośrodku odosobnienia.
A mnie
zaczęli w tym stanie wojennym rewidować, jak Boga kocham,
rzeczywiście piwnicę z węglem w mieszkaniu komunalnym rodziców, u których
mieszkałem, a którego to mieszkania już za demokracji obecny senator Zbigniew
Szaleniec, a w swoim czasie zastępca burmistrza Czeladzi Marka Mrozowskiego nie
dał wykupić dla mojej matki, bo tak fałszywie przygotował umowę, że wskazałem
notariuszowi, że my nie możemy przecież kupować mieszkania na 4 piętrze w domu
opalanym węglem, jeżeli w umowie nie ma wpisanej części piwnicy na węgiel, do
której mieliśmy prawo, a bez którego to węgla nie dało by się zimą ogrzać tego
mieszkania.
To ten Szaleniec, wyobraź sobie, mój Drogi, odmówił
wniesienia do tekstu umowy notarialnej w obecności notariusza tych poprawek,
których ja się domagałem, że kupuję to mieszkanie razem z piwnicą, balkonem i
murami wewnętrznymi i zewnętrznymi, bo tak sporządzana jest w całej Polsce każda
umowa notarialna.
A ten Szaleniec, który za czasów Służby Bezpieczeństwa
prowadzony był na fałszywych dniówkach i pobierał pensję jako górnik dołowy,
a wywodząc się z dołów społecznych kopalni na dole nigdy nie widział na oczy, bo
uchodził za trenera okręgówki, czy rezerwy gdzieś podobno w Zabrzu, Bytomiu,
czy Gliwicach...
Jak to tam było z nim naprawdę, to tego Diabeł nie
wie. To może tylko jeden Niesiołowski (Nussbaum) zna się na takich rzeczach,
bo się teraz już oficjalnie kolegują, a po likwidacji SB, to się okazało, że
i Marek Mrozowski i ten Szaleniec porobili gdzieś po drodze podobno po dwa
kierunki studiów, bo za dwa tytuły mgr, mgr wyższa ustawowo w Polsce każda
pensja.
I zatrudnił się ten Szaleniec na podwyższonej w ten sposób pensji
w szkole podstawowej nr. 4 za nauczyciela od wuefu, a potem przeszedł do
zarządzania Czeladzką Spółdzielnią Mieszkaniową i zarządził, żeby sprzedać
przedszkole na osiedlu Piaski z przeznaczeniem na burdel, czyli agencję uciech
erotycznych, czy jak to się tam w tej nowomowie demokratycznej nazywa, bo w tym
przedszkolu robiła za przedszkolankę żona tego Szaleńca, Iwona, a oni chcieli ją
zrobić Dyrektorem Domu Tradycji Narodowych w przejętym pałacyku po byłym
właścicielu, czy dyrektorze kopalni Saturn.
No i ona jest tą dyrektorką w tym burdelu
tradycji żydokomunistycznych i już przejęła jako eksponat muzealny podobno
oryginalny mundur harcerski Walczakowej, żony profesora Walczaka, autora książki
o Gierku. On się z tego Gierka habilitował w Instytucie Wołczewa w Katowicach,
to była za Solidarności jawnej publicznie uczelnia moskiewska w
Katowicach.
A teraz ten Walczak posiada jak wielu naukowców w Polsce
umiejętność teleportacji, tzn. pokazywania się jednocześnie, o jednej porze w
kilku różnych miejscach; ma wykłady i zajęcia na kilku różnych uczelniach, i
wszędzie jest mile widziany i tak dobrze opłacany, żeby kasa grała.
Jak
mnie ten Mrozowski podstępem przywiózł kiedyś swoim autem na spotkanie publiczne
mówiąc tylko, że jedziemy do Walczaka, to ja im publicznie, w obecności może
dwustu osób w tej Spółdzielni Mieszkaniowej powiedziałem, co myślę, tzn. m.in.
powiedziałem temu Walczakowi, żeby on już nie pisał takich głupot jak
wcześniej, bo Polska wchodzi do Unii Europejskiej, czekają Polskę trudne chwile,
trzeba będzie dobrze myśleć, że wiem o tym m.in. dlatego, że na zorganizowane
przeze mnie publiczne spotkanie przyjechała do Frankfurtu sama
Wiceprzewodnicząca Parlamentu Europejskiego w przeddzień podejmowania przez
Polskę rokowań.
A ja z funduszy Polskiego Stowarzyszenia Szkolnego
Oświata, z naszych składek, zapłaciłem za wynajęcie sali i kupiłem szampana
na to spotkanie, bo ambasada RP się nie poczuwała do poparcia tych moich
społecznych i patriotycznych działań.
Aż go w końcu ten Marek, z którym
razem czy to na obozy harcerskie, czy na Sylwestra do Będzina jeździliśmy razem
tramwajem z magnetofonem, zrobił mi taką uprzejmość, że nie pytając o zgodę i
nie płacąc za to wydrukował w swoich (byłego żydokomunisty) materiałach
przedwyborczych mój antykomunistyczny poemat o Czeladzi, a nie podziękował
publicznie i nie zapłacił za to, a zrobił swoim zastępcą od spraw mieszkaniowych
tego Szaleńca, a ten mojej matce zrobił to, że umarła w komunalnym, a nie w swoim
własnym, wykupionym przez jej syna mieszkaniu.
Zaś mnie, to już chyba
wiesz: w stanie wojennym Ambasada Niemiecka dała promesę, czyli przyrzeczenie
wizy, to znaczy przysłali mi telegram po pierwszym spotkaniu, że mnie przejmą na
teren RFN za zgodą władz PRL.
I ja z tym telegramem pojechałem autobusem
na milicję do Katowic i tam szybko wydali mi paszport a po paru dniach
wyleciałem już z jedną walizką z tamtego PRL-u najbliższym samolotem Lufthansy
15 grudnia 1982, a 24 grudnia miałem już Geburtstag w Lagrze dla azylantów w
Schwalbach koło Frankfurtu nad Menem, bo w odróżnieniu od mojego Brata Władka,
który urodził się w Matki Bożej Gromnicznej, i zgasł szybko jak świeca, szkoda
słowa, to ja urodziłem się w Wigilię w jednym z miast województwa
Stalinogrodzkiego, żeby po latach m.in o tym napisać poemat "Pomidor", który jak
wyraził się krytycznie pewien Znawca, był sztandarowym poematem mojego
pokolenia.
Dwa lata temu znowu widziałem się w Gdańsku z Wałęsą coś tam
porozmawialiśmy o paru sprawach, ale zaczynam się już chyba powtarzać, więc
kończę, żeby Cię nie zamęczać i serdecznie pozdrawiam
Z Bogiem i ku
chwale Ojczyzny.
Z Frankfurtu nad Menem mówił Stefan
Kosiewski
P.S. w zeszłym roku żydowskie bandy w Tomaszowie
Mazowieckim, zorganizowane grupy przestępców działających w strukturach Policji
i Ministerstwa Sprawiedliwości skazały mnie zaocznym wyrokiem za rzekomą
kradzież piłki do gry w piłkę nożną, a Wałęsa na to zapytał tylko ze śmiechem:
to co, nie miał Pan czego lepszego kraść?
No i powiedz mi teraz, kogo tu
poprzeć w najbliższych wyborach, na kogo ja mam głosować?
A jak chcesz
sobie ze mną pogadć, to zadzwoń ale wiedz, że wytną i przytną potem wszystkie
słowa tak samo jak na różnych komputerach kopiują naszą korespondencję, bo
na tym polega ich robota.
Wałęsa korzysta ze skype; ja jestem na myspace
jako: mysowa
-----
Original Message ----- From: "Wilhelm Koziol" To: "SOWA" Sent:
Sunday, September 20, 2009 7:54 AM
> Moin Moin ! > Tak Tak
Bytom - Beuten rozumie ale czymu Czeldz ? Polskiem alt Reichym > byl
Sosnowiec :. pomylyles Historie 1937 r, > Milej niedzieli ci zycze i daj
spokoj z ta Polityka,. > 73