|
Blog > Komentarze do wpisu
Prezydent Barak Obama, na którego głosowałem, wygłosił przemowę do połączonych izb Kongresu i Senatu Stanów Zjednoczonych
Lech Klekot: Barack Obama24.II. 2009. Niemilknące
Oklaski Dzisiaj nasz Prezydent,
Barak Obama, na którego głosowałem w
wyborach prezydenckich, wygłosił przemowę do połączonych izb Kongresu i Senatu
Stanów Zjednoczonych. Przerywano mu oklaskami
56 razy. Scena przypominała
mi nieco przemówienia Wodza Narodów byłego ZSSR, kiedy to zebrani obawiali się przerwać
klaskania w obawie o swoje życie. Oczywiście dzisiaj entuzjazm” klakierów” wynikał z ich obaw o
przyszłość ich kariery politycznej. Senatorowie i Kongresmani wiedzieli, że na ich dłonie skierowane są
liczne kamery telewizyjne. Prezydent mówił „mądrze
i na temat” do tych klakierów z Senatu i Kongresu, którzy są współwinni
zawalenia się amerykańskiej gospodarki. Inspirował ich i 300 milionów moich
współobywateli do działania. Podniecał wyobraźnie tworzeniem, przez Rząd, nowych miejsc pracy w dziedzinie „zielonej,
odnawialnej energii”, edukacji. Internetu i ochrony zdrowia. Skarcił prezesów
banków za nadmierne zarobki w czasie kiedy ich banki bankrutują. Tu zerwały się
znowu niemilknące oklaski. Posunął się nawet
tak daleko, że wypomniał społeczeństwu, że przez lata żyło nad stan i kupowało
domy na które ich nie było stać. Prezydent zasadniczo nie kłamał w tym co mówił.
Ominął się jedynie z prawdą nie mówiąc
o najważniejszym. Nie wspomniał o
wojnie w Afganistanie, jej kosztach i
kiedy zamierza ja „wygrać”, a której powodów
nikt nie potrafi nam wytłumaczyć. Nie wspomniał o podstawach dzisiejszego kryzysu ekonomicznego, wynikającego z
zaciągania długów. Wręcz przeciwnie, podobnie jak jego poprzednik, Prezydent G.W.
Bush i jego ekonomiczna świta, skoncentrował się na ganieniu banków za
utrudnianie w udzielaniu dalszych pożyczek i zachęcił obywateli aby się
zadłużali. Nie było w jego przemówieniu nagany dla tych co żyją na kredyt, ani
pochwały dla tych co oszczędzają. Słuchając jego przemówienia miałem wrażenie, że
przedsiębiorstwa nie powinny mieć własnego
kapitału obrotowego. Potwierdził rzecz od dawna wiadomą, że przywilej własności
kapitału należy do banków. Czyli „wara szczeniaku od kasy!” . Nakazał przez
sugestię, aby przedsiębiorstwa i przedsiębiorcy pozostali w amerykańskim neo-kapitalistycznym systemie wyrobnikami banków. Bankierzy co prawda nie są banków właścicielami, ale ich
najemnymi pracownikami. Prawdziwi, nominalni właściciele, czyli akcjonariusze są
tak rozdrobnieni, że nie maja żadnego wpływu na decyzje zarządów. Prezesi
banków są niczym innym niż nową Nomenklaturą. Ta Nomenklatura zgarnia śmietankę
zarobków nie ponosząc żadnego ryzyka. Przenosi się z jednego banku do drugiego
po zawaleniu się pierwszego, zgarniając, na odchodnym, na otarcie łez,
niesamowite, czasami kilkuset milionowe sumy dolarów,. Czy nie przypomina to systemu
komunistycznego z tym, że w komunie dyrektorskie uposażenia i odprawy były w porównaniu z
amerykańskimi bardzo mizerne? W najgorszym wypadku zsyłano nieudaczników na pozycje
dyrektorów PGRów. Przypatrując się
z bliska amerykańskiemu systemowi
neo-ekonomicznemu, odartego przez narastający kryz z wszelkich szat respektu i przyzwoitości,
przychodzi mi na myśl obawa, że komunizm czyha na nas za rogiem. Przecież nas
uczono na wykładach marksizmu – leninizmu, że końcowym stadium kapitalizmu jest
jego koncentracja i monopolizacja, kiedy to drobne przedsiębiorstwa są
pochłaniane przez molochy. Dzisiaj te molochy są często kierowane przez
najętych durniów z dyplomami uniwersytetów pierwszej ligi, którzy nie wiedzą
nawet co ich przedsiębiorstwa produkują ( jeśli w ogóle coś produkują). Mogę współczuć
memu Prezydentowi, że wziął sobie na barki zadanie czyszczenia stajni Augiasza.
Czy on rozumie zadanie jakie przed nim stoi i czy mu podoła, wątpię. Nie jestem w swym
zwątpieniu odosobniony. Setki tysięcy inwestorów giełdowych zareagowało tak jak
ja, z powątpiewaniem na jego przemówienie. Giełda (DIA) spadla o kilkadziesiąt
punktów i nie widać wyraźnej poprawy. Przypuszczam, że niedługo spadnie do
poziomu 50% swej szczytowej wartości 14
000 punktów, jaką miała w październiku 2007r. Czy się na tym poziomie zatrzyma,
czy tez będzie spadać dalej do poziomu 6000, a może do 5000 punktów, niewiadomo? A może ją zamkną i przejdziemy na
handel wymienny? Moja babcia, chłopka z okolic Janowa koło Częstochowy, mówiła,
że przezorny człowiek winien zawsze trzymać kury, Wedle niej, za cara Mikołaja
II, jajko utrzymywało swą wartość na
poziomie jednej kopiejki i było dla niej ważnym środkiem płatniczym Prezydent w swym przemówieniu
wspomniał, że problem nie zaczął się wczoraj ani przedwczoraj. Ja sobie dokładnie
przypominam kiedy to się stało. Był to rok 1984, kiedy to pierwszy raz w
historii Ameryka doświadczyła ujemnego bilansu w handlu zagranicznym.
Zaczęliśmy kupować więcej niż sprzedawać i żyć za długi zaciągane początkowe u
Japończyków a ostatnio u Chińczyków. Kiedy tego nie starczyło zaczęliśmy kupować
chińskie produkty na karty kredytowe płacąc, albo coraz częściej nie płacąc, lichwiarskie procenty. Urosły cale
pokolenia Amerykanów, które zostały wychowane w przekonaniu, ze dostanie życie
im się należy z racji posiadania amerykańskiego obywatelstwa. Nic dziwnego, że
tak trudno dostać to obywatelstwo. Teraz przychodzi
czas na zderzenie z rzeczywistością, z faktem, że Amerykanie nie wiele maja do
zaoferowania a nawet sprzedania. No, przepraszam,
mogą komuś wydać wojnę, gdy naiwnie zechce zażądać zwrotu swych pieniędzy, albo
odmówi dalszych pożyczek. Możemy również sprzedać przepis na nasza Przodującą
Demokrację. Niestety ostatnio lista
klientów na Przodującą Demokrację wyraźnie się skróciła. Bezrobocie rośnie z dnia na dzień jak i bankructwa właścicieli domów zadłużonych pożyczkami
hipotetycznymi. Amerykanie mogą
się jedynie pocieszyć, że zarazili swoja nonszalancją ekonomiczną resztę świata
kapitalistycznego a nawet post-komunistycznych Chińczyków, Polaków i
Rosjan. Europejscy i azjatyccy neofici amerykańskiego modelu neo-kapitalizmu, zadurzeni
wzorami z Wall Street, padają jak kłody
pod toporem nieubłaganego prawa, że „Z próżnego nie nalejesz” i że „Prawa
Wartości nie da się wydymać”. Co ja życzę
Prezydentowi Obama? Życzę mu aby się zdobył
na odwagę i powiedział rzecz oczywista, a bolesną, że obywatel winien oszczędzać i składać pieniądze
do banku a nie je z niego tylko pożyczać. A także żeby przedsiębiorstwa pieniądze zarabiały i operowały własnym
kapitałem obrotowym. Dzisiejszy kryzys mimo rządowych wygibasów i trylionów dolarów
wydrukowanych na jego ratowanie musi
upaść. Chodzi jedynie aby miał śmierć lekką i bez rozlewu krwi. Na jego gruzach
, ci co przeżyją, zbudują może system oparty na ideałach wartościach naszych
dziadków i pradziadków. Ja tu gadu, gadu a mój Prezydent już
wychodzi. Ostatnia Buźka, Buźka, Uściski dłoni, Autografy i znowu niemilknące oklaski. Byle do
wiosny, myślę sobie wyłączając
telewizor i zakładając kufajkę. O autorze: dr.inż. Jan Czekajewski, elektronik,
absolwent Politechniki Wrocławskiej oraz Uniwersytetu w Uppsali ( Szwecja). Założyciel
firmy Columbus Instruments eksportującej przyrządy elektro-medyczne do ponad 50
krajów. Publikuje okazyjnie, na
marginesie swej działalności gospodarczej i naukowej, na tematy społeczne i polityczne. Szanowna Redakcjo,
w zalazcniku pozwalam sobie przeslac, do wolnego darmowego wykorzystania
artykul refleksyjny napisany po przemowieniu Prezydenta Obama do polaczonych
izb Kongresu i Senatu.
W wypadku wykorzystania prosze dac mi znac na adres: janczek@aol.com
Z Szacunkim
dr.inz. Jan Czekajewski
Columbus, Ohio, USA
piątek, 27 lutego 2009, reakcja
|
Sowa Magazyn Europejski![]() Utwórz swoją wizytówkę
|