Bóg, Naród, Ojczyzna. Ojcowizna otwarta na świat - ogólnonarodowe zjednoczenie ugrupowań pod historyczną nazwą - Listy na adres: Postfach 800626, 65906 Frankfurt am Main
Nie pamiętam, kto tak trafnie
strawestował nazwę partii powołanej głównie przez europarlamentarzystów wywodzących się z Ligi Polskich Rodzin, nie wiem więc, komu za to podziękować. Z
pewną dozą prawdopodobieństwa obstawiam Zygmunta Wrzodaka lub Mariana
Brudzyńskiego, lecz równie dobrze może to być osoba w ogóle mi nie znana.
Nieważne. Grunt, że hasło to całkiem gramotnie nadało się mi na tytuł felietonu,
do którego napisania zostałem zainspirowany nerwową gonitwą moich politycznych
koligatów za… trójlistną koniczyną.
Na obecność w polityce tej
przesympatycznej roślinki monopol miało jak dotąd Polskie Stronnictwo Ludowe,
które przez lata kusiło Polaków koniczyną czterolistną. I to ze skutkiem wcale
pozytywnym. To znaczy: pozytywnym dla karier quasi-chłopskich polityków, bo ci z
wyborców, którzy raz za razem zawierzali temu mirażowi, w zdecydowanej
większości szczęścia nie zaznali.
Dziś, w dobie wszechobecnego wolnego
rynku zdarzyło się, że swój kramik z zieleniną otworzył ktoś inny. Jeszcze
towaru na ladę nie zdążył wyjąć, a już po kraju poszła plotka, że w promocji
będzie naturalny irlandzki dopalacz polityczny. A gdy ludziska dowiedziały się
jeszcze, że dla wszystkich chętnych z pewnością nie wystarczy, wzdłuż trotuaru
szybko ustawiła się całkiem spora kolejka. Choć ceny nikt nie znał, w ruch
poszły łokcie i kolana. Tłum zafalował i wypluł… pierwszych szczęśliwców z
koniczynkami w rękach, dla których świat nagle się zatrzymał, a oni pępkiem jego
się poczuli.
Jesteśmy statystami w kolejnej politycznej farsie.
Niedorzeczności w niej tyle, że publika boki zrywa. Gdy o tym myślę, pamięć moja
natarczywie przywraca fotografię wykonaną w 1943 roku w Sielcach nad Oką. Nad
bramą wejściową do miejsca formowania Ludowego Wojska Polskiego widniał napis:
„Witaj wczorajszy tułaczu – dzisiejszy żołnierzu”. A jakim to hasłem irlandzki
euroentuzjasta skusił naszych eurosceptycznych – nominalnie – polityków? „Witaj
dzisiejszy europośle – jutrzejszy europośle”. No i resztę za zioło w euro
wydawał. Że małostkowe? Tylko patrzeć, jak za swoim pryncypałem zaczną
powtarzać: „UE –TAK, wypaczenia – NIE”, a zdradzonej złotówce cichaczem
zafundują eutanazję.
Znalazł się sposób, by w Polsce jawnie uprawiać
politykę za obce pieniądze. To boli. Ale boli podwójnie, bo czyni się to rękami
moich byłych kolegów. Byłych…