Bóg, Honor, Ojczyzna. Ojcowizna otwarta na świat - ogólnonarodowe zjednoczenie ugrupowań pod historyczną nazwą volni@o2.pl - Listy na adres: Postfach 800626, 65906 Frankfurt am Main
Blog > Komentarze do wpisu
Witold Filipowicz: Jak Prezes z Premierem, jak budują RP wszystkie opcje

 układy słuszne  OK, budujemy - jak - póki co - budują RP wszystkie opcje polityczne, od prawa do lewa. Jeszcze trochę i kamień na kamieniu nie pozostanie.

 Witold Filipowicz
Warszawa
  

Wszyscy wobec prawa są równi. Tak powiadali bohaterowie Orwella. Tę frazę słyszymy i dziś kilka razy dziennie. Na czym ta równość polegała w „Folwarku zwierzęcym”, wszyscy mniej więcej wiedzą. Kto sądził, że powieść owa zalicza się do gatunku SF, od paru lat musi swój pogląd zdecydowanie korygować. Niespełna dwa tygodnie temu na jednym z portali internetowych pojawiła się informacja o praktykach finansowo-prawnych byłej szefowej Ministerstwa Pracy. Wynikało z tej informacji, że minister Kalata miała nad wyraz szczodrą rękę dla swoich pracowników. Na premie i nagrody wydała w ubiegłym roku ponad 8 milionów złotych. Wedle raportu kontroli zarządzonej przez premiera, stanowiło to 23 procent środków wobec planowanych na ten cel 3 procent.

Z tej samej notatki dowiadujemy się, że prezes Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie poskarżył się premierowi na minister Kalatę. Żalił się, że Ministerstwo Pracy nie płaci grzywien nałożonych przez sąd, nie przekazuje skarg obywateli oraz nie wykonuje wyroków sądu. W sumie była minister Kalata jest winna Skarbowi Państwa około 25 tysięcy złotych. Nie Ministerstwo, jak się błędnie podaje, lecz w ostatecznym rozrachunku minister Kalata osobiście. O ile przepisy o odpowiedzialności urzędnika za działania niezgodne z prawem potraktować poważnie.

Dwie ciekawe informacje w jednym i żadnej odpowiedzi, za to seria pytań się ciśnie, z których choćby kilka warto postawić;

Panu Premierowi:  Jak to jest możliwe, że dopiero po rozpadzie koalicji zainteresowano się radosnym rozdawnictwem pieniędzy publicznych przez minister Kalatę? Przez rok nikt nic nie widział i nie słyszał? To gdzie się podziewały kontrole resortowe, audyty, gdzie się podziewała NIK z badaniem wykonania budżetu? Zwłaszcza, że już przed wieloma miesiącami wróble na dachu opowiadały sobie o wizażystce dla minister Kalaty za jedyne 11 tysięcy, czy o gustownym, stylowym bufecie ministerialnym za jedyne 50 tysięcy?

I co dalej z tym fantem, Panie Premierze?

Pomijając już inne aspekty finansowych wyczynów minister Kalaty, przekroczenie wydatków planu finansowego, tu o 20 procent, stanowi naruszenie dyscypliny finansów publicznych. Powinno to, niejako automatycznie, najdalej na koniec marca, po zakończeniu roku budżetowego, uruchomić procedurę postępowania dyscyplinarnego. Co w tym czasie porabiał resortowy rzecznik dyscypliny finansów publicznych? Czy powiadomił swojego bezpośredniego szefa, Głównego Rzecznika Dyscypliny Finansów Publicznych w Ministerstwie Finansów? Czy też zaniechał wykonania obowiązku ustawowego?

Dlaczego przez tyle miesięcy nikt nie reagował na finansowe ekscesy minister Kalaty i dlaczego nadal nic w tej sprawie nie słychać o podjęciu kroków prawnych, wynikających z przepisów ustawy o finansach publicznych?

„Ciemność, ciemność widzę….”

Panu Prezesowi WSA w Warszawie: Na początku ubiegłego roku do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie złożony został wniosek o ukaranie grzywną Szefa Służby Cywilnej za nie przekazanie w terminie skargi obywatela. Minister Jan Pastwa wprawdzie skargę przekazał, ale nie w obowiązującym, 30-dniowym terminie, lecz kilkanaście dni później. Tym samym złamał prawo.

Co na to WSA w Warszawie?

Otóż i fragment postanowienia, sygn. akt II SO/Wa 353/05): „(…)Zdaniem Sądu przekroczenie terminu na przekazanie odpowiedzi na skargę wraz z aktami sprawy jest niewielkie, a organ dopełnił wszystkie obowiązki związane z przekazaniem sprawy (…)”. Podobne stanowisko zajął w sprawie…Prezes WSA w Warszawie, na wniesioną skargę na tak kuriozalne postanowienie sądu.  Finał? Obywatel złożył wniosek zgodnie z przepisami prawa, zgodnie z przepisami prawa został wezwany do uiszczenia opłaty sądowej, zgodnie z przepisami prawa opłatę wniósł, a na koniec otrzymał postanowienie WSA w Warszawie o treści, jak wyżej zacytowano i skargę oddalił. WSA w Warszawie, dwukrotnie, potwierdził złamanie prawa przez organ i na koniec, pospołu z ministrem Janem Pastwą, pokazali obywatelowi gest Kozakiewicza. I nawet nikt nie zwrócił poniesionych kosztów opłaty sądowej. Znaczy, obywatel zapłacił Sądowi za to, by Sąd stwierdził, że obywatel ma rację, ale jednocześnie pokazał mu w związku z tą racją to, co pokazał.

W obu przypadkach dotyczących WSA, wraz z przekazywanym stanowiskiem w sprawie łamania prawa przez organ władzy publicznej, pouczano też obywatela o prawie wniesienia skargi kasacyjnej. Znaczy, nie dość, że obywatel został, de facto, pozbawiony pieniędzy w pierwszej instancji, mimo zasadności złożonego wniosku, bo nikt mu ich nie zwrócił, choć złamanie prawa przez organ stwierdzone zostało, to jeszcze obywatela kierowano na drogę ponoszenia dalszych kosztów.

Nie tylko już samej opłaty, ale też – z uwagi na przymus adwokacki – również kosztów pełnomocnika. Jakiego finału, wobec tak kuriozalnej postawy WSA, można się było spodziewać po NSA? Jeśli taki kierunek i sposób stosowania prawa wskazuje sam WSA w Warszawie, to skarżenie się teraz na minister Kalatę, że nie przekazuje skarg, wygląda i zabawnie, i zastanawiająco.

Panu Prezesowi można, co najwyżej, podarować paczkę chusteczek jednorazowych z dedykacją porzekadła: „Sameś sobie zgotował ten los, Grzegorzu Dyndało”. Minister Kalata pokazywała właśnie, że nawet jak już sąd, z jakiejś przyczyny, grzywnę nałoży, to i tak funkcjonariusz publiczny ma tę grzywnę, prawo i sąd w miejscu nieszczególnie szacownym.

A skoro uzbierało się tyle tych zobowiązań, to znaczy, że minister Kalata działała tak od dłuższego czasu i w niejednej sprawie. Co robił Pan Prezes WSA przez ten czas?

Panu Premierowi zaś może by podesłać tekst ustawy o finansach publicznych, z powiększoną czcionką i tłumaczem, szczególnie tej części o dyscyplinie finansów publicznych. Wprawdzie jest jeszcze parę ustaw z przepisami pasującymi jak ulał do minister Kalaty i jej działalności, ale już ta jedna by wystarczyła. Zresztą, kto by je czytał i po co? Gest Kozakiewicza na dobre zagościł w polskim życiu publicznym, teraz sobie utrwala miejsce w systemie prawnym państwa.

Być może zagości też przy urnach wyborczych.

Witold Filipowicz   Warszawa, 10 września 2007 r. mifin@wp.pl

zaraz w dzień wyborów będę prosił o chętnych do budowania programów i struktur w czasie roku - bo więcej to nie może wytrwać - zrobimy dogrywkę i uporządkowanie kraju - mówił Wałęsa.
piątek, 28 września 2007, reakcja

Grab this swicki from eurekster.com

Sowa Magazyn Europejski

Utwórz swoją wizytówkę statystyka